Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gumy balonowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gumy balonowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 sierpnia 2024

 Dunkin Shockys!

 Czyli klasyczna gra w kości, dzieciaków lat 90-tych :)




    Każdy kto wychował się w latach 90-tych, na pewno miło wspomina ten moment rozkwitu wspaniałości, w którym dane nam było kolekcjonować wszelakie kapsle, tazosy, naklejki oraz figurki dostępne w sklepach spożywczych, jako miły dodatek do gum balonowych i chipsów. Myślę, że zaraz po kapslach Dunkin Caps, oraz tazo Star Wars, jedynym z najważniejszych tego typu fantów sklepu spożywczego, były bez wątpienia figurki Dunkin Shockys, obok których nie dało się po prostu przejść obojętnie.


    Aby przybliżyć wam ten temat, musimy cofnąć się do roku 1995, kiedy to w ostatni tydzień przed letnimi wakacjami, wracając ze szkoły wstąpiłem do miejscowego spożywczaka z zamiarem zakupu kolejnej Kinder Niespodzianki. Mój wzrok spoczął jednak, tym razem nie na czekoladowych jajkach, a na plastikowy koszyk przy ladzie, wypełniony całą gamą różnobarwnych figurek oraz gum balonowych firmy Dunkin. Lotem błyskawicy, od razu zakupiłem kilka sztuk, szybko zapominając o Kinder Ubarashum. Z początku myślałem, że to po prostu kolejne figurki do zbierania, jednak miła pani ekspedientka wręczyła mi przy kasie również gratis w postaci broszurowego katalogu, zatytułowanego krzykliwym logo Dunkin Shockys! Z broszury oprócz zestawienia wszystkich wzorów i nazw figurek, dowiedziałem się również, że figurki mogą stanowić element różnorodnych gier towarzyskich, wywodzących się od wiekowej już gry w kości. Na odwrocie tego miłego dla oka katalogu, można było znaleźć instrukcje, wyjaśniające nam zasady poszczególnych gier, w których skład mogły wchodzić gra w zbijanego, kręgle, wrzut do pudełka lub po prostu klasyczna gra w kości, na modłę rozrywki rzymskich legionistów.



     Jako, że nigdy nie lubiłem gier polegających na rywalizacji, postanowiłem wspaniałomyślnie kolekcjonować owe osobliwe i groteskowe z wyglądu figurki, które wówczas bardzo trafiły do mojego, żądnych dziwactw jestestwa.
Z powodu niewielkiego kosztu figurek, szybko udało mi się uzbierać prawie cały komplet, poza najbardziej rozchwytywanym w serii Smokiem, którego podarował mi po jakimś czasie mój ziomek z osiedla, Tomasz.


    Całość serii stanowiło aż 24 figurki, z pośród których największy prym wiodły takie postacie jak Czterooki, Ananas, T-Down oraz wspomniany wyżej już, Smok. Figurki doczekały się również drugiej edycji, jednak z powodu nieciekawych wizualnie wzorów i niskiej jakości tworzywa, nie odniosły one tak wielkiej popularności jak pierwsza i jedyna słuszna seria Dunkin Shockys.
Dzisiaj pewnie pamiętają o tej serii już tylko nieliczni entuzjaści lat 90-tych, ale myślę, że znajdzie się tu trochę retro-maniaków, którzy tak jak ja, wciąż mają w szufladzie skitrany komplet tych wielobarwnych cudaków z odmętów lat swojego dzieciństwa 😉😉😉

Nieciekawe wizualnie Dunkin Shockys z drugiej edycji. 

Jedyne słuszne Dunkin Shockys z pierwszej edycji! :)

    A wy jak wspominacie figurki Dunkin Shockys? Mieliście, zbieraliście, a może was kompletnie ominęły? :)
Napiszcie w komentarzach które z powyższych figurek były wasze ulubione! 😀👍

Dobrego dnia!

Keeper :)



czwartek, 27 czerwca 2019

MAŁE PRZYJEMNOŚCI CZĘŚĆ 4: Niezapomniane Kapsle Dunkin Caps! :) 






Uczęszczając na lekcje w czynnej służbie ucznia szkoły podstawowej, często gęsto doświadczaliśmy nieodpartej pokusy aby zdusić w zarodku tego bezlitośnie napastującego nas frazeologicznego gada w postaci wielopoziomowej, bezkresno-pandemicznej nudy, która w niewybaczalny sposób atakowała nas zwykle podczas arcy-ciekawych zajęć z budowy układu pokarmowego ślimaka czy też karkołomnych twierdzeń samego mistrza Pitagorasa, że nie wspomnę już o tak ważnego dla naszego życia, jak i samej przyszłości, wykucia na blachę całej tablicy Mendelejewa. Aby więc zapobiec połknięciu kilku małych much, tudzież paru komarów podczas ziewania na wszystkie strony otwartą paszczą, której mógłby pozazdrość nawet spielbergowski żarłacz ludojad, posiłkowaliśmy się na prędce bardzo popularnymi wówczas tzw. ''grami bez prądu'' w których skład wchodziły tak zacne tytuły jak gra w ''Statki'', ''Kółko i krzyżyk'' a nawet ''Piłkarzyki'' których pełna brawurowej akcji, 60 min rozgrywka odbywała się najczęściej na wygrodzonej z zeszytu kartce w kratkę, pod blatem szkolnej ławki, ozdobionej szeroką paletą wielobarwnej gamy stalaktyto-stalagmitów, jak również stalagnatów w postaci skamieniałych, kilkuletnich gum do żucia. Jednak to co najbardziej zapamiętałem z pośród wszystkich szkolno-papierowych gier i zabaw to wyraźny odgłos tłoczących się kapsli, odbijających się echem gdzieś pośród przepastnych głębin szkolnych korytarzy i oczywiście naturalnie rzecz biorąc, nie mam tu na myśli oflagowanych kapsli od piwa, archaicznego''Wyścigu Pokoju'' prosto z odmętów PRL-u. 
Cofnijmy się na krótki moment ponownie do tak często wspominanego przeze mnie, a jakże pamiętnego roku 1995, kiedy to szukając w sklepie spożywczym gum balonowych z naklejkami z serii Batman Forever, natknąłem się na absolutnie nowe wydanie balonówek, zapakowanych w ładny, aż szczypiący po oczach, świdrująco-różowy papierek pt. Dunkin Caps, które tym razem zamiast klasycznych kolorowych naklejek uraczyły nas zupełnie świeżym i zakasującym dodatkiem w postaci tekturowych, wielobarwnych kapsli o zjawiskowych wzorach na modłę kultowych japońskich bajek ze stacji Polonia 1.

 

Początkowo myślałem, że kapsle, tak jak to miało miejsce w przypadku naklejek, służyły tylko i wyłącznie do kolekcjonowania, jednak wyobraźcie sobie jakie było moje wielkie zdziwienie, gdy zobaczyłem na szkolnej przerwie grupkę starszych chłopaków używających żetonów Dunkin do jakiejś bliżej mi nieokreślonej, osobliwej gry, w trakcie której budowali z kapsli wieżę, by po chwili rozbić ją grubym krążkiem wykonanym z tworzywa lub metalu, rozsypując wszystkie żetony gdzie popadanie. Pomimo mojej chorobliwej ciekawości, do siódmoklasistów nie śmiałem jednak podejść i zapytać ni z gruszki, ni z pietruszki, zimnym głosem Clinta Eastwooda:''o co tu do diabła chodzi?!'', obawiając się, zrabowania moich Dunkinów, co by pewnie też bez skrupułów uczynili, ale niedługo po tym, będąc w sklepie spożywczym po nową dawkę trucizny z formie gum do żucia, Chio Chipsów, jak też oranżadki w proszku, podsłyszałem jak patykowaty akwizytor zapalczywie tłumaczył grupce małolatów zasady gry kapslami Dunkin, jednocześnie robiąc maślane oczy do pryszczatej ekspedientki, która znudzona spoglądał gdzieś w dal mętnym wzorkiem dyskotekowej labadziary. Chociaż ta fenomenalna seria malowniczych kapsli doczekała się liczącej sobie aż 3 edycje, szerokiej gamy  randomowych wzorów w stylu japońskiego anime, cieszących się ponadto nie byle jakim powodzeniem, to jednak prawdziwy szkolno-podwórkowy Sajgon rozpętał się dopiero wtedy, gdy firma Dunkin wspięła się na wyżyny swych możliwości, wprowadzając na rynek kolejną edycję całkowicie nowych żetonów, jednak tym razem wspaniałomyślnie projektując nowe graficzne wzory na podstawie kultowej i nieśmiertelnej serii gier video, Mortal Kombat. 


Miłym dodatkiem do najnowszej edycji Dunkina były również już gotowe do rozgrywki, świeżuteńkie ''Slammery'' czyli potocznie mówiąc zbijaki w formie krążka, służące w praktyce do rozbijania kapsli, wykonane z lekkiego, aczkolwiek twardego tworzywa o czarnym zabarwieniu, ozdobione błyszczącym logiem smoka lub podobiznami samych bohaterów gry. Jak się szybko jednak okazało, cała to kapslowo-podwórkowa ekscytacja nie zamierzała się tylko i wyłącznie na tym skończyć, bowiem czujne oczy wielu konkurencyjnych firm, dławiąc się, z resztą co prawda, wcale nie najmniejszym sukcesem kapsli Dunkin, szybko podłapały temat, wypuszczając na rynek swoje własne żetony dodawane do chipsów, lizaków lub gum do żucia w postaci Tazo Star Wars, Space Jam Tazo Caps, Chupa Caps czy nawet w późniejszym okresie, słynne Pokemon Tazo. 

Pomimo, że rywalizujące z Dunkinami markowe produkty Tazo były wykonane z niesłychanie dobrej jakości tworzywa oraz wzbogacone świeżym, nowatorskim pomysłem to jednak bezapelacyjnie największym sentymentem wciąż darzę klasyczne, tekturowe kapsle, które dały początek temu bezkresnemu masowemu szaleństwu, tworząc nowy wymiar, a jakże niebanalnej rozrywki na spędzenie wolnej, bezprecedensowej chwili, pełnej soczystej radości. Dla mnie kapsle Dunkin Caps to jeden z ważniejszych synonimów mojego dzieciństwa i gdybym dzisiaj ponownie miał tą wyjątkową sposobność rozegrania szybkiej partyjki tekturowymi Dunkinami, z pewnością nie zawahałbym się przyjąć wyzwania nawet od samych arcy-mistrzów tej kapslowej gorączki sobotniej nocy! ;)
A wy jak wspominacie szaleństwo Dunkin Caps podczas szkolnych przerw pamiętnych lat 90-tych? 

Miłego dnia! 

Keeper


czwartek, 19 lipca 2018

MAŁE PRZYJEMNOŚCI CZĘŚĆ 2 : GUMY BALONOWE :)





W latach naszej beztroskiej młodości chyba wszyscy odczuwaliśmy silną potrzebę kolekcjonowania rozmaitych naklejek, aby później móc wysmarować nimi drzwi od szafy na ubrania, pamiętniki czy nawet radio-odtwarzacze i inne sprzęty domowe. Naklejki były łatwo dostępne w każdej miejskiej księgarni i sklepach papierniczych, a wybór wzorów był nieskończony i ciągnął się niczym guma do życia. No właśnie, prawdziwy szał naklejkowy zaczął się gdy do sklepów spożywczych trafiły gumy balonowe, które oprócz chwilowych walorów smakowych, skrywały pod opakowaniem naklejki z postaciami ze znanych kreskówek, filmów, komiksów, a nawet zabawek. Żeby tego było mało Panie w spożywczaku wydawały nam album do którego mogliśmy wklejać nasze naklejki, a po zebraniu całego kompletu można było wylosować niesamowite fanty, w postaci kolorowego telewizora, walkmana, czy nawet Fiata 126p, jednak większość naszych naklejek i tak nigdy nie trafiało do tych albumów, znajdując swoje przeznaczenie w zupełnie innych, niepowołanych miejscach  ;) 


Album na naklejki gum balonowych Gremlins 2



W nasze ręce wpadały rozmaite serie gum balonowych takie jak ALF, Turbo Power, G.I. Joe, Gremlins 2, Wojownicze Żółwie Ninja, Transformers, Power Rangers, Knight Rider, Barbie czy nawet He-man. 
Dużą popularnością cieszyły się też gumy z serii Turbo Super czy Dunkin Caps, w których naklejki zostały zastąpione kolekcjonerskimi obrazkami samochodów oraz kapslami do grania. Nie można też zapomnieć o prekursorze tego obrazkowego szaleństwa, a mianowicie o kultowej gumie Donald, która oferowała nam mini komiksy z postaciami Disneya.










 Gumy balonowe naszego dzieciństwa były pełne magii, nic więc dziwnego, że zachowały się w naszych wspomnieniach jako jeden z ważniejszych elementów tamtego okresu. Każdy z nas mógł  znaleźć pośród nich coś odpowiedniego dla siebie, bo choć smak był krótkotrwały to na mnogość serii nikt nie mógł narzekać. A wy jak wspominacie naklejki i obrazki z waszych ulubionych gum balonowych? Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną jakie były wasze ulubione gumy i które naklejki najchętniej zbieraliście :)  Zapraszam więc do obejrzenia obszernej galerii kultowych gum balonowych, by choć na chwilę odbyć magiczną podróż do beztroskich lat naszego dzieciństwa...

Pozdrawiam!

Keeper :-)



















wtorek, 20 września 2016

MAŁE PRZYJEMNOŚCI






To czego mi brakuje w dzisiejszych sklepach to takich fajnych, małych i klimatycznych drobiazgów. Nie zrozumcie mnie źle, bo obecne sklepy są wypchane towarem po sam sufit, ale brakuje tu różności, na których widok świeciłyby nam się oczy. Dzisiejsze dzieci inaczej to odbierają niż dorośli bo wychowują się zupełnie wśród innych rzeczy niż my kiedyś i akurat dla nich to co znajduje się w sklepach jest magiczne. Dla mnie niestety jest to pozbawione  już sentymentu. Robiąc zakupy w osiedlowych sklepach spożywczych spoglądam tęsknym wzrokiem na półki w nadziei, że zobaczę tam wszystkie te słodycze, które pamiętam z czasów dzieciństwa. Może jest to głupie, ale tęsknie za wszystkimi gumami do żucia o jednakowej barwie i smaku, które skrywały w sobie niespodzianki w postaci mini komiksów, obrazków czy naklejek. Gumy co prawda żuło się kilka minut a później traciły swój smak (chyba był to po prostu sam cukier, który jak powszechnie wiadomo krzepi!), ale wszystko rekompensowało  ładne opakowanie i niespodzianki. Ba! Do niektórych gum Turbo dodawane były gumowe mini figurki z He-Mana, przywiązane gumką recepturką :))

Takie oto gabloty można było znaleźć w gumach Turbo!

Gumowe figurki z serii He-Man dodawane do gum balonowych. Można je było kupić także w kiosku ruchu.

 Nie dość, że mieliśmy w środku kolekcjonerski obrazek jakiegoś wypasionego samochodu to jeszcze dawali nam figurki z serii He-Man! Pokażcie mi, które z dzisiejszych gum mają taki arsenał gratisów!
Bardzo dobrze wspominam też kultowe gumy balonowe ‘’Donald’’. Jeśli chodzi o smak i jego trwałość to sytuacja taka sama ja w przypadku gum Turbo. W środku za to mieliśmy mini komiks z klasycznymi postaciami z Disneya.
Historyjki były zbudowane tylko z trzech lub czterech kadrów a paleta kolorów była mocno ograniczona, ale za to wszystkie były bardzo zabawne i ciekawe.  Każdy z nas wpatrywał się w obrazek więcej niż dwa razy. Historyjek było dużo i kolekcjonowało się je z takim samym zapałem jak obrazki samochodów z  gum Turbo. Do dzisiaj jedną z moich ulubionych serii obrazków był Kaczor Donald na bezludnej wyspie, wyjmujący z morza jakiś ciekawy przedmiot, który go ratował z opresji lub pomagał mu zwalczyć nudę ;)

 



  Gumy balonowe pojawiały się jak grzyby po deszczu. Coraz to nowsze serie zawierały dobrej jakości naklejki, którymi bez skrupułów obklejaliśmy  swoje szafki lub zgodnie z ich przeznaczeniem wklejaliśmy je grzecznie do albumów. W spożywczakach mogliśmy dostać serie He-Man, Ninja Turtles, Gremlins 2, Sailor Moon a nawet Barbie a wszystkie te gumy łączy jedno: wspominam je z taką samą pasją jak moja sąsiadka pasztetową z PRLu! Ten smak i zapach zawsze będę czuł gdy o nich pomyślę :)
Z rzeczy mniej balonowych miło wspominam też wafelek pochodzący z Grecji o spolszczonej nazwie Kuku Ruku.


Wafelki pojawiły się w Polsce już w 1989 roku i okazały się hitem! Kuku Ruku pokochały wszystkie dzieciaki. W środku oprócz pysznego wafelka, zapakowanego w kolorowy papierek czekała na nas niespodzianka! Były to naklejki, na których zawsze widniał jakiś ciekawy zwierzak wraz z dymkiem komiksowym. Można było na nim napisać wszystko co nam ślina przyniosła na język, wedle naszej wyobraźni. Naklejki zyskały dzięki temu różnorodne zastosowanie. Prawie każdy je kolekcjonował i można było się nimi wymieniać z innymi dzieciakami na podwórku. Niestety, Kuku Ruku znikło tak szybko jak się pojawiło, ponieważ rzekomo okazało się rakotwórcze. Przez ten incydent nigdy nie udało mi się zebrać całej kolekcji naklejek! :(

Przykładowe naklejki Kuku Ruku.


Kuku Ruku jednak okazało się na tyle silne, że po latach znowu do nas wróciło, co prawda w nowej szacie graficznej ale za to równie smaczne.
Zostawmy póki co te ''specjały'' w spokoju, bo od tego wspominania nabrałem ochoty na coś słodkiego i zaraz chyba polecę do sklepu najeść się trujących wafli i gum do żucia :D 


Do małych przyjemności zaliczam też kolekcjonowanie naklejek Panini, które mogliśmy dostać w księgarniach i w magicznych kioskach Ruchu.. Naklejki były pakowane losowo w papierowych paczuszkach. Nie mogliśmy zajrzeć do środka i nie wiedzieliśmy co tak naprawdę kupujemy. Zabawa taka sama jak przy naklejkach i obrazkach z gum do żucia. Jeżeli nam się trafiły duble to wymienialiśmy je z innymi zbieraczami. Do naklejek można było dokupić duży album, ozdobiony ładnymi kolorowymi grafikami i szczegółowymi opisami.
Okładka albumu Żółwie Ninja


W albumach były rozmieszczone ponumerowane pola do wklejania naszej kolekcji. Najbardziej w mojej pamięci zachowały się albumy z naklejkami z serii Zwierzęta Chronione WWF, Żółwie Ninja oraz Barbie. Naklejki były duże i bardzo dobrej jakości. Niektóre z nich były podzielone na dwie lub nawet kilka części, co było czasami frustrujące jak nie mogliśmy znaleźć brakującej naklejki by uzupełnić obrazek. Na szczęście większość naklejek było pojedynczych.
.
Okładka albumu WWF

A tak wyglądał środek obklejony naklejkami.





Dla każdego coś miłego ;)
Największy szał jednak robiły zwykłe karteczki z notesików, ozdobione postaciami z Disneya lub innych bajek. Karteczki kolekcjonował każdy bez względu na płeć. Zastanawiam się do dzisiaj, kto zaczął pierwszy tą zabawę, która przeobraziła się w masowe szaleństwo zalewające całą Polskę? :)) Notesiki były różnorodne i każdy mógł znaleźć pośród nich coś dla siebie. Najbardziej popularne były z postaciami z bajki Król Lew. Oczywiście im rzadszy notesik mieliśmy tym wzbudzał większe zainteresowanie i zachwyt wśród innych kolekcjonerów, którzy za wszelką cenę chcieli dostać choć jedną karteczkę dając w zamian dziesięć innych! Tak, był to szał na wysoką skalę, którego popularność nie mogły przebić nawet Tazosy, ale o tym innym razem ;)


Popularne karteczki z bajki Król Lew

I tymi cudownymi wspomnieniami na razie zakończę ten temat, ale jeszcze do niego powrócę bo historia Małych Przyjemności nie ma końca! Chętnie w myślach do nich wracamy, by choć na chwilę znowu poczuć się beztrosko w krainie magicznego dzieciństwa.


Keeper

sobota, 10 września 2016

HE-MAN I WŁADCY WSZECHŚWIATA CZ. II








Jak wspomniałem w części pierwszej, bohaterowie ''Władców Wszechświata'' to postacie, które mają w sobie to coś obok czego nie można przejść obojętnie. Jedni są tchórzliwi, inni odważni, źli albo dobrzy ale wszyscy mają jakieś ukryte dno i przeszłość. Twórcy nie postawili na masówkę typu ''zróbmy bajkę na podstawie zabawek to zarobimy dużo kasy, nie ważne jak byle szybko'', jak to się w dzisiejszym świecie odbywa. Co to, to nie! Oni naprawdę postarali się dając życie każdej z plastikowych figurek przenosząc je na ekran TV. Twórcy włożyli dużo serca w tych bohaterów i widać, że kochali to co robili. Każda postać jest dopieszczona w każdym detalu. Trochę żałuje jedynie, że niektórym postaciom zmienili wygląd (np. Clawful) ale większości bohaterom wyszło to na dobre; np. postacie takie jak Evil-Lyn, Mer-Man, Hordak, Mantenna i inni wyglądają dużo korzystniej w kreskówce. Nie mogę się jednak czepiać kultowych zabawek wyprodukowanych na początku lat 80, które mają swój urok co by kto nie mówił i które sam kocham! :)
Twórcy kreskówki postarali się nawet o wielu różnych bohaterów, których zabrakło w serii zabawek. Do dzisiaj każdy z nas zastanawia się jakby wyglądały niektóre postacie w formie figurek. Niestety zadziałało to także w drugą stronę bo niektórych bohaterów, których wyprodukowało Mattel zabrakło w kreskówce od
Filmation. Nie ma takiej postaci jak Stinkor (czego bardzo żałuję), ciekawa postać humanoidalnego skunksa, który obezwładniał wrogów okropnym zapachem zyskując nad nimi przewagę w walce. Możliwe,
że artystom z Filmation wydawał się on nieco naiwny oraz niesmaczny.


Tylna część pudełka po figurce przedstawiająca Stinkora w ''akcji''
Nawet He-Man wymiękał od jego ''zapachu''! 

W drugiej części chciałbym wam przedstawić i przybliżyć ważniejsze postacie jakie wystąpiły w kreskówce, zarówno te dobre jak i złe. Myślę, że bez względu na to co lubimy  warto zwrócić uwagę na każdą postać. W wielu kreskówkach spotkałem się z czymś takim, że te ''dobre'' były nudne, płaskie i na siłę próbowały udawać fajnych a tak naprawdę mało co sobą reprezentowały, przez co często zwracałem uwagę tylko na tych ''złych'' bo byli ciekawi, efektowni i mieli mocne teksty; nie należeli do gangu nudziarzy. Film animowany  ''He-Man i Władcy Wszechświata'' pokazał coś innego. Skupił się na dobrych oraz złych bohaterach w takim samym stopniu. Pokochałem obrońców Eternii tak samo jak tych, którzy jej zagrażali. Każda postać zajmowała ważną część w tym świecie. Owszem bywały też postacie, które były epizodyczne ale nawet i tych nie sposób było zapomnieć i zastanawialiśmy się czy jeszcze powrócą?
Pozwólcie więc, że przedstawię wam Władców Wszechświata!


CI DOBRZY: 










He-Man / książę Adam – obdarzony przez Czarodziejkę magicznym mieczem, książę Adam zyskał potężną moc, dzięki  której przemienia się w najsilniejszego człowieka na świecie czyli He-Mana. Czerpie on potężną moc z zamku Posępnego Czerepu i  wykorzystuje ją do walki ze złem! Adam ma czworonożnego przyjaciela; Cringera - gadającego zielonego tygrysa, który z natury jest bardzo tchórzliwy. Pod postacią He-Mana przemienia go w nieustraszonego Kota Bojowego, którego dosiada podczas walki.  Adam trzyma w tajemnicy swoje alter ego by Szkieletor i jego banda nie dowiedzieli się kim naprawdę jest He-Man, mógłby w ten sposób narazić swoją rodzinę i przyjaciół. O sekrecie Adama wiedzą tylko trzy osoby; Czarodziejka, Duncan  Zbrojny Mąż oraz Orko. Na co dzień Adam udaje tchórza, który nie jest specjalnie zainteresowany walką i władaniem Eternią; dzień spędza na organizowaniu pikników i leniuchowaniu co doprowadza jego ojca króla Randora do ciężkiej gorączki. Adam jednak wie, że zło nie śpi i pod maską nieodpowiedzialnego chłopca bacznie czuwa nad losami Eternii!




Czarodziejka (Sorceress) – Strażniczka i opiekunka mocy , która spoczywa w zamku Posępnego Czerepu. Dobra, pełna miłości i dobrej energii kapłanka. Potrafi być litościwa i wyrozumiała nawet dla wrogów Eternii co nie znaczy, że jest bezbronna. Czarodziejka ma wielką moc, którą przewyższa nawet Szkieletora! Często pod postacią sokoła  (wówczas nosi miano Zoar) spogląda z góry na Eternie, pilnując czy na świecie nie dzieje się nic złego. Czarodziejka jest  prawdziwą matką  Teeli, jednak trzyma to dla bezpieczeństwa w sekrecie, wierzy, że córka przejmie kiedyś po niej opiekę nad mocą Posępnego Czerepu.

Zbrojny Mąż (Men-at-arms) – Jego prawdziwe imię to Duncan. Wspaniały wojownik oraz dowódca królewskiej Armii.  Duncan jest też bardzo dobrym mechanikiem i często dzień spędza w warsztacie gdzie konstruuje różne wynalazki, nowe rodzaje broni oraz machiny wojenne. Jest bardzo opanowany i spokojny, w walce często stosuje inne rozwiązania niż brutalna siła. Duncan jest przybranym ojcem Teeli, który znalazł ją jako niemowlę i uratował przed Wodnikiem (Mer-Manem). Widząc , że ma czyste serce Czarodziejka oddała mu córkę pod opiekę, nie mogąc jednocześnie wychowywać dziecka i strzec mocy Posępnego Czerepu. Gdyby ktoś dowiedziałby się, że Teela jest córką Czarodziejki, stała by się częstym celem ataków. Duncan jest wspaniałym przyjacielem i często służy dobrymi radami. Traci cierpliwość jedynie gdy Orko psoci w jego warsztacie.

Teela – Jest przybraną córką Duncana, który wyszkolił ją na prawdziwego wojownika. Teela jest kapitanem królewskiej straży. Do jej obowiązków należy też szkolenie księcia Adama, który jednak nie za bardzo przykłada się do lekcji  wodząc wzrokiem po dwórkach z pałacu lub myśląc tylko jak tu czmychnąć na ryby z Cringerem, co doprowadza Teele do wściekłości. Denerwuje ją beztroskość Adama oraz, że ciągle znika gdy dzieje się niebezpieczeństwo. Często powtarza, że powinien brać przykład z He-Mana. Teela zdaje się czuć coś do księcia Adama, ale wolałaby żeby był bardziej męski i odważny. Matką Teeli jest Czarodziejka, jest to jednak sekret o którym ona nie wie dla jej własnego bezpieczeństwa. Prawdziwy ojciec nieznany, podobno był wielkim i wspaniałym człowiekiem na Eternii, który zginął podczas walki. Teela jest odważną, pewną siebie i inteligentną kobietą.

Orko – Pochodzi z rasy Trollan, przyjaznych istot z innego wymiaru parających się magią. Orko jak i jego przedstawiciele zakrywają twarz w cieniu, pokazując ją tylko tym w których są zakochani. Orko w przeszłości uratował młodego księcia Adama, w podzięce król Randor mianował go na nadwornego magika. Czary Orko nie zawsze działają dobrze, często obracają się przeciwko niemu, tworząc komiczne sytuacje. Podobno w swoim świecie Orko jest wielkim magiem, inaczej ustawione bieguny na Eternii odwracają jego magię w przeciwną stronę.  Orko jest zabawny, miły i bardzo przyjacielski, wszyscy go lubią i kochają. Czasem tylko doprowadza Duncana do irytacji gdy mu naszkudzi w warsztacie albo trafi w niego żonglującymi jajkami ale i ten szybko się rozpogadza i mu wybacza te drobne i nieświadome psikusy. Orko z natury jest tchórzliwy ale zdarza mu się wykazać wielką odwagą w sytuacji gdy jego przyjaciele są w niebezpieczeństwie.

Król Randor i Królowa Marlena – Rodzice Adama, władcy Eternii. Król Randor jest wspaniałym władcą i wojownikiem. Często ma żal do syna za to, że unika walki i jest tchórzliwy. Chciałby żeby był taki jak He-Man i dużo od niego wymaga jako od następcy tronu. Królowa Marlena wierzy w syna i nie jest dla niego taka szorstka jak ojciec. Zdaje się podejrzewać, że Adam i He-Man to jedna i ta sama osoba.  Co ciekawe Królowa Marlena pochodzi z planety Ziemia. Statek, którym podróżowała wpadł  w wir meteorytów ulegając uszkodzeniu przez co zmuszona była lądować awaryjnie na planecie Eternia. Odnalazł ją młody król Randor i przygarnął do siebie. Oboje się zakochali w sobie. Po naprawie statku, Marelna zdecydowała, że zostaje na Eternii bo w końcu odnalazła swoje miejsce na ziemi i mężczyznę, którego kocha.

CI ŹLI: 









Szkieletor- Pan zła i destrukcji! Demon z innego świata, który pragnie zdobyć władzę nad Eternią czerpiąc moc z Posępnego Czerepu. Szkieletor jest bardzo inteligentny i sprytny,  jest mistrzem strategii, podstępu oraz czarnej magii; posiada magiczną moc, której chętnie używa podczas walki. Ponadto jest bardzo silny i jako jedyny na Eternii potrafi stanąć do walki z He-Manem na kilka krótkich chwil! Szkieletor pierwotnie był uczniem Hordaka, najeźdźcy z innego wymiaru. Po tym jak Hordak uciekł z pola walki zostawiając go samego, Szkieletor  znienawidził go i postanowił, że sam zdobędzie Eternie, tworząc własną grupę bojową, stając się tym samym przywódcą sił zła na Eternii!

Evil-Lyn – Tak samo zła jak i niebezpieczna! Evil-Lyn to prawdziwa mistrzyni czarnej magii a w dodatku prawa ręka Szkieletora, który potrzebuje jej mocy do spełniania swych niecnych planów. Mimo, że współpracuje ze Szkieletorem tak naprawdę udaje jego sojusznika. Jest bardzo ambitna i żądna władzy tak jak Szkieletor ale na boku obmyśla swoje własne plany co do Eternii; wykorzystuje Szkieletora i jego moc dla własnych celów, pozwalając mu jednak myśleć, że to on nią steruje.





Bestia (Beastman) – Pewny siebie ale niezbyt inteligentny siepacz Szkieletora. Ten pokryty rudą sierścią troglodyta posiada niezwykłą moc, dzięki której potrafi przejąć kontrolę nad dzikimi zwierzętami i bestiami różnej maści.  Moc rozkazywania zwierzętom wystarczająco zaimponowała Szkieletorowi aby przyjąć Bestie w swoje szeregi, w końcu kto by nie chciał mieć na usługach kogoś kto potrafi ujarzmić latające smoki czy szablozębne tygrysy! Bestia chyba jako jedyny jest oddanym sługą Szkieletora i nie ma większych planów co do Eternii.



Wodnik (Mer-man) –  Oceaniczny wojownik, ambitny i przebiegły. Jeden z pierwszych siepaczy Szkieletora. Podobnie jak Bestia, ten rybo-człowiek potrafi rozkazywać  wodnym zwierzętom. Bardzo niebezpieczny w swoim wodnym środowisku. Wodnik pragnie zemsty na He-Manie po tym jak go upokorzył, dlatego chętnie służy w szeregach Szkieletora, co nie znaczy, że nie ma własnych planów odnośnie Eternii. Pochodzi z Kryształowego Morza gdzie jest kimś na wzór władcy czy króla. Służąc  Szkieletorowi często współpracuje z Bestią.




Żelazno Szczęki (Trap Jaw) – Cyborg i kryminalista z innego świata, który chętnie służy Szkieletorowi zachęcony podbojem Eternii. Ten pół-robot  pół-człowiek posiada żelazne szczęki, które przegryzają najtwardszą stal. Jego największym atutem jest mechaniczne ramię, do którego może przykręcać różne bronie i przedmioty, na przykład takie jak karabin laserowy, energetyczny łuk, hak, szczypce czy nawet harpun z liną! W dwóch słowach, uzbrojony i niebezpieczny!



Mam nadzieję, że rzetelnie udało mi się przedstawić naszych bohaterów. Jest ich oczywiście znacznie więcej ale chciałem wymienić przede wszystkim tych, którzy najczęściej przewijają się przez odcinki i mają dużo więcej do powiedzenia niż pozostali. Postacie są barwne i bardzo charakterystyczne a każdy z nas może wybrać z pośród tej gamy swoich faworytów. Moimi ulubieńcami są: Szkieletor, Mer-Man, Czarodziejka, Orko, Teela oraz Men-at-arms. A wy kogo lubiliście? Piszcie w komentarzach kto był waszym ulubieńcem! :). Filmation bazując na zabawkach Mattel, stworzyło ciekawy świat zamknięty w animacji, który pomimo, że był mroczny i tajemniczy nie odstraszał dzieciaków od oglądania. Oglądaliśmy wszyscy i prawie każdy z nas wrzeszczał na podwórku ''Na potęgę Posępnego Czerepu!''. Jedni chcieli być Szkieletorem a inni He-Manem a jeszcze inni po prostu obklejali na spokojnie drzwi swojej szafy naklejkami  z gum balonowych ''He-Man'' patrząc z dumą jak ta kolekcja rośnie. Świat ''Władców Wszechświata'' był pełen magii, która przeniosła się z ekranu TV na świat dziecięcych marzeń i fantazji. Większość z nas wyrosła na tej historii i nawet teraz jako dorośli, gdzieś tam w środku pamiętamy tych bohaterów. Pozostaną w naszych sercach strzegąc naszych wspomnień do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Pozdrawiam!

Keeper


DODATEK:

Naklejki z gum balonowych ''He-Man''. Pamiętacie? :) Ech.. jak patrzę na te naklejki to wydaje mi się, że czuję zapach tej gumy oraz opakowania - po prostu kawał porządnej nostalgii! :)
(skany naklejek umieszczone za zgodą Eweliny; autorki bloga http://kolekcjafigurek.blogspot.com/)