niedziela, 21 czerwca 2026

 WEJŚCIE NINJA

    Czyli śladem wojowników ninja od Evanplastu!




    Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał przy okazji o moim najnowszym nabytku z serii polskich bootlegów G.I. JOE znanych też jak ACTION FORCE, wyprodukowanych na początku lat 90 przez polską manufakturę Evanplast, której siedziba mieściła się w Gdyni. Tym razem wpadł mi w ręce prawdziwy unikat w postaci naprawdę kozackiego, czarnego wojownika ninja, który powstał na bazie figurki ninja Storm Shadow w kolorze białym (za co dziękuję serdecznie Rafałowi z kanału  BazarkomatPL - YouTube  który go znalazł na giełdzie starci w Bytomiu). O jego istnieniu dowiedziałem się wiele lat temu, kiedy pochwalił się nim w sieci, jeden ze znanych mi kolekcjonerów tych figurek. Pamiętam, że byłem mocno zadziwiony samą figurką jak i tym, ile jeszcze ta seria jest w stanie zaoferować swoim fanom, skrywając w zanadrzu takie właśnie unikatowe perełki, które tylko czekają aby wypłynąć w najmniej oczekiwanym momencie.


Klasyczny Storm Shadow z kompletnym
wyposażeniem.

Jak komandosi i terroryści to muszą
być i ninja!

    Na początku lat 90 Evanplast wyprodukował serię gumowych bootlegów G.I. Joe, uwzględniając w komplecie figurek również postać białego ninja, znanego bliżej w oryginalnej marce Hasbro jako Storm Shadow. Była to figurka bardzo trafiona i wręcz pożądana. Storm Shadow bowiem na tle wszelkiej maści komandosów i terrorystów, wypadał jako miła odskocznia w postaci zamaskowanego wojownika, wyposażonego w biały plecak, kuszę i miecz,  a czasem i karabin z lunetą. W Polsce lat 90 wojownicy ninja byli bardzo popularnym tematem, głównie za sprawą filmów akcji na VHS, jak również gier video czy zainteresowaniem sztukami walki. Początkowo jednak termin ten spopularyzowały Wojownicze Żółwie Ninja, dzięki czemu ludzie sami zaczęli dociekać o co w tym całym ninjowaniu właściwie chodzi. Biały Storm Shadow był tak po prawdzie dość skromną figurką pod względem ogólnej charakterystyki, ale cieszył jak najbardziej niejedno oko w dniach w których ninja zdominowali niemal całą popkulturę. Evanplast jednak idąc za ciosem, po raz kolejny pokazał, że nie zamierza stać w miejscu z tym tematem. Skoro był biały ninja, to czemu i nie czarny? Tak więc niedługo po tym na półki sklepowe trafił klasyczny czarny ninja, który cieszył się jeszcze większą popularnością niż biały.


    Już na pierwszy rzut oka nasz czarny ninja, charakteryzuje się minimalistycznym stylem paintdeco, gdzie została pomalowana tylko głowa i drobne elementy na korpusie, natomiast resztę ciała stanowi czarna niemalowana guma, której nie było już sensu malować dodatkowo na ten sam kolor. Paski i lina na korpusie zostały klasycznie pomalowane na kolor szary, dokładnie tak jak to miało miejsce w przypadku białego Storm Shadow, ale już guziczki, sznureczki na nożu, rękawice, buty i podkoszulek zostały pomalowane na jasny brąz czy może bardziej zgniłą zieleń, co stanowi dość zagadkowy i niepowtarzalny styl malowania w tej serii bootlegów. Co tu dużo mówić, figurka ta pod względem artystycznym naprawdę potrafi zachwycić i nacieszyć oczy niejednego konesera sztuki :)

Black & White - czyli polskie bootlegi Storm Shadow.

    Ponownie tak jak w przypadku białego Storm Shadow, nasz czarny ninja, wyposażony został dokładnie w ten sam plecak, ale o barwie czarnej oraz kuszę. Miłym akcentem był też dodatek w postaci noża lub miecza, w zależności od widzimisię producenta. Aczkolwiek uważam, że dobrze leży mu też w łapie karabin maszynowy UZI z tłumkiem, bo czemu nie! :))

Uzbrojony i niebezpieczny!

    Patrząc na tą właśnie figurkę od razu przypomina mi się całe moje dzieciństwo i filmy akcji z Sho Kosugim, Michaelem Dudikoffem lub Chuckiem Norrisem w roli głównej, dostępne wówczas w telewizji lub na kasetach VHS. Produkcje takie jak Ośmiokąt, Amerykański Ninja, Wejście Ninja, Zemsta Ninja, Ninja 3: Dominacja czy Prośba o Śmierć, oferowały nam cały wachlarz odzianych w czerń wojowników ninja, którymi też każdy z nas się stawał następnego dnia na podwórku podczas zabawy pełnej wyobraźni. Dla mnie ta figurka to pewien symbol ery, która już bezpowrotnie przeminęła, a o której zapomnieć nie umiem i chyba nawet też nie chcę. I tak powiem to: KIEDYŚ TO BYŁO!! Bo było naprawdę świetnie! :) 

Sho Kosugi, Michael Dudikoff oraz Franko Nero
jako filmowi ninja złotej ery VHS


    W latach 90 Evanplast miał naprawdę sporo możliwości i nie zdziwiłbym się zupełnie jakby po latach wypłynął gdzieś nawet czerwony ninja, którego jakiś pomysłowy chałupnik wypędzlował szkarłatnym lakierem, ograniczając się do 10 sztuk na całą Polskę bo akurat farby zabrakło w słoju. Patrząc na komiksy G.I. Joe czy nawet film Wejście Ninja, gdzie tych czerwonych skurczybyków wcale też nie brakowało, myślę, że taki scenariusz byłby całkiem realny. Można na to patrzeć z przymrużeniem oka, ale pamiętam, że plotki o czerwonym ninja chodziły po sieci swego czasu dosyć gęsto. Osobiście, bardzo jestem wdzięczny firmie Evanplast, za wydanie czarnej edycji Storm Shadow, która naprawdę mega mnie uradowała, choćby z tego względu, że jestem wielkim fanem Ninja i zbieram wszystko co jest z nimi związane. Biały Storm Shadow był spoko, ale przez lata czegoś mi tu brakowało do pary i w tym wypadku był to typowy antagonistyczny czarny ninja, który uzbrojony po zęby robi naprawdę piorunujące wrażenie!

Mocne trio nie do zdarcia!

A wam jak się podobała polska gumowa podróbka Storm Shadow?

Sayonara! 🥷🥷🥷

Keeper :-)




niedziela, 24 maja 2026

DAWNO DAWNO TEMU, W OGLEGŁEJ GALAKTYCE...  


   Czyli polskie figurki Star Wars od EVANPLAST!




     Tym razem zapraszam was moi mili w kosmiczną podróż do odległej galaktyki, podczas której oprócz planowania strategii rozbicia gwiezdnej floty Imperium, zaprezentuję wam wszystkie figurki (pomijając warianty kolorystyczne oczywiście) z polskiej serii Gwiezdnych Wojen jakie wyszły w latach 90 spod skrzydeł słynnej manufaktury Evanplast prowadzonej przez Państwo Ewę i Andrzeja Filipowiczów.




TROCHĘ HISTORII


    Figurki które pragnę wam pokazać poniżej, nie są tak naprawdę niczym innym jak wyprodukowanymi z gumy podróbkami ( a obecnie fachowo nazywanymi też bootlegami) słynnej serii figurek Star Wars od Kenner z początku lat 80-tych. Za powstanie tych małych arcydzieł sztuki, odpowiedzialny był prężnie działający w latach 80-tych, zakład rzemieślnicy ''Elektrospółdzielnia'', którego siedziba mieściła się w Gdyni. W latach 90-tych na drodze narastających w Polsce zmian oraz restrykcji,  zakład przemianował się na EVANPLAST i zasłynął z produkcji całej gamy figurek, popularnych wówczas serii znanych z bajek oraz komiksów. Pracując bez ustanku, dzień i noc, nasza słynna manufaktura błyskawicznie zaczęła kiełkować w tak popularne serie jak G.I. Joe, Ninja Turtles, Power Rangers, RoboCop, Batman, Spider-Man, figurki Disneya oraz inne cuda na kiju, jakie tylko każde post-komunistyczne dziecko mogło sobie wówczas wymarzyć. Pomimo tak licznych serii na swoich dumnych barkach, producent jednak ani na chwilę nie zapomniał  o swoim prawdziwym dziedzictwie w postaci figurek Star Wars, które również doczekały się swojej kolejnej edycji na przełomie lat 1990 - 2003. Figurki Star Wars wyprodukowane w latach 90, charakteryzowały się żywą i ładną paletą barw, jak również znacznie poprawioną jakością gumowego tworzywa. Evanplast znacznie poprawił technologiczny proces wytwarzania gumowych ludzików, dzięki czemu zyskały zupełnie nową jakość, mocno odbiegając od figurek klepanych w latach 80, które mimo całego swojego uroku, wydawały się  jakby nieco mniejsze i bardziej pokrzywione po wyjęciu z matrycy. Figurki Star Wars przez pewien czas, były również profesjonalnie ubierane przez producenta w całkiem ładny dodatek, w postaci opakowaniu z motywem Gwiezdnych Wojen. Blister na przestrzeli lat 80, potrafił zmienić swoją szatę graficzną oraz formę nie raz i nie dwa, a co więcej i myślę, że na duży plus, w żadnym znanym przypadku nie był to plagiat oryginalnych opakowań Kennera, lecz własna twórczość polskiego producenta.


    W latach 90 jednak blister-packi Gwiezdnych Wojen pojawiły się tylko na moment, by za chwilę ograniczyć produkcję serii do sprzedaży gumowych ludzików luzem. Figurki często były do kupienia bezpośrednio w kioskach Ruchu, budach upominkowych lub sklepach papierniczych, stojące samodzielnie w witrynie sklepowej lub rozsypane w koszyczkach przy ladzie całą zgrają, do wybory do koloru. Jednak i to całkiem miło wspomina się po latach, gdy grzebiąc łapką w koszyku, wybierało się w nieskończoność kolor figurek, a Pani za ladą przyglądała się temu zniecierpliwiona, jakby chciała nam oznajmić '' No ja pi*rdole, nie wyrobię!'' :))

Barwy lat 90.

    W przeciwieństwie do 1 generacji figurek Star Wars z czasów jeszcze podrygującego PRL-u, nowa fala gumowych ludzików z lat 90, nazywana często fachowo 3 generacją, obejmowała tylko 19 postaci. W erze Elektrospoldzielni lat 80, figurek było natomiast 20, obejmując dodatkowo postać Barady, którego w latach 90 już zabrakło. Prawdopodobnie, jak też w trawie piszczy, matryce odpowiedzialne za odlew torsu Barady zaginęły lub uległy zniszczeniu, a twórcom tych bootlegów nigdy też nie przyszło na myśl, żeby go odtworzyć na nowo, co uczyniło go tym samym jedną z najrzadszych figurek serii.

Barada podaj schaba! :))


PEŁNA KOLEKCJA FIGUREK STAR WARS 
3 GENERACJI OD EVANPLAST



    A więc zostawiając tym czasem biednego Barade w całkowitej zadumie nad swoim niepewnym losem, powróćmy do głównego tematu tego wpisu. W pełen skład figurek Star Wars 3 generacji, wchodziły następujące postacie: Darth Vader, Boba Fett, Zuckuss (4-LOM), Death Star Gunner, Stormtrooper, Snowtrooper, TIE Fighter Pilot, ATAT Driver, ATAT Commander, ATST Driver, Biker Scout, Księżniczka Leia, Lando Carlissian, Nien Numb, Luke X-Wing Pilot, Han Solo, Rebel Hoth Soldier, Prune Face i WeequayLista jak na polskie warunki i możliwości produkcyjne całkiem niemała, ale osobiście żałuję, że pominięto wszelkiej maści ruchome droidy, a także Bosska i Greedo, których uważam, za ikonowe wręcz indywidua uniwersum Star Wars. Pozwólcie więc, że  poniżej zaprezentuję zdjęcia wymienionych figurek, pochodzące z mojej kolekcji polskiej osobliwości:


                 

 

Miałem nie uwzględniać wariantów kolorystycznych
ale, nie chciałem ATST Drivera pozostawić samego na zdjęciu :)

DROBNE SPRAWY TECHNICZNE


    Polskie bootlegi w przeciwieństwie do oryginalnych figurek Kenner, posiadały tylko cztery punkty artykulacji ruchu, obejmując ramiona oraz nogi. Głowa, zapewne z przyczyn znacznego ułatwienia procesu produkcji, pozostawała już nieruchoma, jako jednolity element tułowia każdej z postaci. Warto wspomnieć, że pomimo iż polskie figurki składały się z 20 odrębnych korpusów, połączonych na stałe z nieruchomą głową, to jednak ich ruchome ramiona oraz nogi, przeważnie podzielone były tylko na dwa różne typy kończyn, nalężących w oryginalnej serii Kenner do Biker Scouta i TIE Fighter Pilota. Jedynie księżniczka Leia miała ramiona oraz nogi od ATAT Drivera co czyniło ją wyjątkową figurką pośród polskich bootlegów Star Wars. Wygląda więc na to, że tak naprawdę tylko bootleg Biker Scouta dostał swoje własne kończyny, bo żeby ubrać Pilota TIE Fighter lub ATAT Drivera w ich własne kulasy to już nikt nie pomyślał! :-)

Trzy różne typy kończyn 
polskich figurek Star Wars


KILKA SŁÓW O WYPOSAŻENIU


Każdy szanujący się ludzik, powinien
posiadać broń!


       Figurki, figurkami, ale czym byłyby te małe miniaturki bez odpowiedniego wyposażenia w swoich łapkach? W przeciwieństwie do polskich bootlegów G.I. Joe czy innych  bohaterów kojarzonych bardziej w latach 90-tych, polskie figurki Star Wars z serii ruchomej, z początku były sprzedawane w blistrach bez akcesorium. Nigdy nie zapomnę jak w 1991 roku, kolega odpakował przy mnie bootleg polskiego Hana Solo i jakie było moje ogromne rozczarowanie gdy okazało się, że blister zawierał tylko i wyłącznie samą figurkę! Wyposażenie jednak można było dokupić osobno, pakowane w oddzielny blister zawierający mix  broni dla naszych ludzików. Warto dodać, że edycja paczki z bronią z lat 90-tych, oprócz akcesorii przynależnych do Star Wars, zawierała również wyposażenie dla polskich bootlegów G.I. Joe, w postaci kuszy oraz mieczy wojowników ninja, jak również rozmaitych karabinów dla komandosów i najemników. Broń najczęściej była wykonana z typowej czarnej polskiej gumy, aczkolwiek czasami na swojej drodze do szczęścia, można było spotkać również sort broni w kolorze zielonym, a nawet niebieskim i czerwonym. Żeby było śmieszniej na przestrzeni lat 90, Evanplast często dorzucał wyposażenie z serii  G.I. Joe oraz Star Wars do blistrów z bootlegami Batmana, Spider-Mana czy nawet Power Rangers. Co ciekawe pod koniec lat 90 ponownie pojawiły się mini blistry z figurkami Star Wars, które z kolei uzbrajano po jednej sztuce broni od polskich bootlegów G.I. Joe.

Arsenał polskich figurek Star Wars 3 generacji
pochodzący z mojej kolekcji.

  Jednak w dzieciństwie miało kto z nas umiał te bronie dopasować do swych prawowitych właścicieli, nie mając rozeznania w temacie poprzez brak oryginalnych figurek Kennera na polskim rynku. Co bardziej sprytni figurkowicze, wspomagali się filmową trylogią Gwiezdnych Wojen, podpatrując na dużym ekranie kina czy telewizora, kto jaką bronią władał. Dla mnie jednak było to wówczas wszystko obojętne i mało też, który z moich kolegów się tym przejmował, ochoczo wkładając katanę do łap Mika z Żółwi Ninja czy kuszę do rąk Hit n' Runa z G.I. Joe. Nieograniczona niczym, moc dziecięcej wyobraźni, zawsze wygrywała ze sztywnymi zasadami narzuconymi przez producenta danej zabawki. Dlatego właśnie, nam polskim dzieciakom lat 80 i 90 tak bardzo przypasowały bootlegi Evanplastu, który nigdy nie narzucał nam jak mamy się bawić, dając nam wolną rękę i pole do popisu w wymyślaniu własnych standardów, fabuły i całego uniwersum tego figurkowego świata.

Dobry, zły i brzydki! :))




FILMOWE ODNIESINIA 


Potyczka o lodową planetę Hoth!


    Warto na pewno też nadmienić, że seria polskich bootlegów z Gdyni obejmowała w większości zakres postaci z filmów Star Wars; Imperium Kontratakuje i Powrót Jedi, dzięki czemu dostaliśmy całą gamę jednostek z lodowej planety Hoth i Biker Scautów z bitwy o planetę Endor. Niestety ogromnie żałuję, że z grubsza pominięto pozytywnych i neutralnych bohaterów Nowej Nadziei i Powrotu Jedi, ale nie mogę mieć też pretensji do twórców tych bootlegów, którzy i tak odwalili kawał świetnej roboty, dysponując tymi figurkami Kenner, które udało im się do zdobyć i skopiować, co jak na tamte czasy nie było wcale łatwe. Na duże brawa zasługuje wydanie polskiej figurki Death Star Gunnera, który moim zdaniem jest jedną z ładniejszych figurek jakie wyprodukowali Państwo Filipowicze, zarówno w latach 80 jak i 90. Wówczas młode pokolenia polskich dzieciaków, oglądając Gwiezdne Wojny na dużej sali kinowej czy też na kasetach VHS w domowym zaciszu, nie zastanawiało się za bardzo nad tym gdzie też się podziały brakujące postacie w serii gumowych ludzików. Wśród polskich pokoleń w których dorastałem i ja sam, panowała taka tendencja, że zwykle bawiło się tym co się zdołało kupić w danym momencie w kiosku Ruchu czy w sklepie papierniczym, co czasami bywało też bardzo losowe i nierówne. Zdarzało się na przykład, że dostawca przywiózł paletę tylko pięciu postaci figurek do danego miasta i na próżno było nam szukać innych postaci, jeśli nie miało się punktu odniesienia w postaci jakiegoś katalogu lub opakowania z listą figurek. Człowiek nawet nie zdawał sobie sprawy, że gdzieś w oddalonym o 100-200 km innym miejscu, były do kupienia zupełnie nowe ludziki, o których nie mieliśmy pojęcia. O wielu z nich dowiedziałem się dopiero po bardzo długich latach, już  jako dorosły kolekcjoner w tym hobby, bo w przeszłości po prostu nigdy się na pozostałe figurki nie natknąłem.  Co więcej, wątpię żeby istniał ktokolwiek wtedy, kto by miał w swojej dziecięcej kolekcji cały komplet tych 19-20 polskich figurek Star Wars. Oczywiście mogę się mylić, ale zważywszy na to jak bardzo były losowo rozprowadzane te figurki po polskich miastach, naprawdę ciężko mi to w uwierzyć. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić w komentarzach lub pisać bezpośrednio na mojego maila valgorth2@gmail.com, gdzie chętnie posłucham waszych wspomnień z lat dzieciństwa! :)

Death Star Crew!


CZAS OBECNY - ROK 2026 
A BOOTLEGI STAR WARS



    Fenomen polskich figurek Star Wars polega na tym, że mimo upływu lat nie zestrzały się ani trochę, a co więcej potrafią cieszyć oczy, nawet bardziej niż oryginalne figurki Kenner. Na pewno wielu z was powie, że głupstwa tutaj plotę, jednak trzeba wiedzieć, że obecnie wciąż jest całkiem niemałe grono kolekcjonerów, którzy cały czas poszukują tych figurek do swoich zbiorów. Jednak nowe pokolenia wciąż napływają wielką falą, a stare powoli znikają w głębinach zapomnienia, a w raz z nimi ich zainteresowania. W ciągu ostatnich 3 lat zauważyłem tendencję spadkową w tym hobby. Widoczne jest to zwłaszcza po tym, jak mocno te figurki straciły na wartości z biegiem lat. Więc jeśli, ktoś jeszcze nie zebrał całego kompletu, to teraz jest właśnie dobry moment, żeby uzupełnić swoje zbiory. Czy polskie bootlegi Star Wars czeka koniec? Według mnie jest to co raz bardziej widoczne, ale jeśli chodzi o mnie i tą garstkę prawdziwych pasjonatów, których znam, to nigdy nie będzie koniec. Zawsze będzie coś do uzupełnienia, czy to inaczej dobrane kończyny, czy unikatowy kolor figurki, zaistniały pod nagłym przypływem natchnienia chałupnika, który je malował. O to prawdziwi pasjonaci polskich bootlegów martwić się nie muszą, ale z pewnością będzie to powód do zmartwienia handlarzy przeróżnych szpejów, którzy od wielu lat żyli między innymi ze sprzedaży właśnie tych małych, gumowych ludzików. Prosty apel, moi kochani sprzedawcy (i proszę nie odbierajcie tego jako złośliwość z mojej strony, tylko zwyczajny fakt) - jeśli macie coś do sprzedania, zróbcie to teraz, bo za 5-10 lat nikt już tego pewnie nie kupi. Aczkolwiek polskie figurki Star Wars będą żywe, póki żywi będą kolekcjonerzy chętni by o nich opowiadać, czy tak jak ja pisać na ich temat długie litanie tekstu. Myślę więc, że jeszcze trochę to potrwa, zanim ostatni opiekun pamięci polskiej spuścizny figurkowej, zrobi sobie wolne. A tym czasem, bawmy się, zbierajmy i wymieniajmy się wzajemnie Star Warsami, tak jak za dawnych lat, bo kontakt oraz wspólna pasja, którą dzieli się z innymi pasjonatami polskich bootlegów, to jest właśnie dokładnie to co w tym hobby jest najlepsze :)

A wy jak wspominacie polskie figurki Star Wars od Evanplastu?




Niech Moc będzie z Wami! 

Keeper :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

  Ninja Turtles: Tournament Fighters

    Czyli radykalna bijatyka na konsolę Pegasus! 🐢

''Walczycie dobrze, ale w starym stylu!'' - Shredder (TMNT The Movie 1990)



    Myślałem, że rozwlekły temat gier z serii Wojowniczych Żółwi Ninja na konsolę Pegasus wyczerpałem już dokumentnie, ale otóż nie! Możecie mnie zlinczować słownie jeśli chcecie, ale przez lata urzędowania z tą konsolą, zupełnie zapomniałem o tak świetnej bijatyce jaką jest TMNT: Tournament Fighters! W przeciwieństwie do poprzednio opisywanych gier z serii Mortal Kombat czy Dragon Ball Z, tytuł ten jest oficjalnym, licencjonowanym wydaniem od Konami wypuszczonym na rynek w 1994 roku. Jednak zanim trafił na konsolę NES i Pegasus to troszkę wcześniej, bo już w 1993, spijał swą śmietankę sukcesu na konsolach SNES oraz SEGA GENESIS. Co ciekawe gra nie została nigdy wydana w Japonii na konsolę Famicom. 

    Warto wspomnieć, że poszczególne okładki z pośród trzech wersji gry, chociaż niemal identyczne różniły się znaczącymi szczegółami. Na okładce NES, występuje Leo z niebieską bandaną i postać Hotheada, z kolei na okładce SNES, występuje Don z fioletową bandaną i postać Armaggona, jeśli chodzi wersję SEGA, występuję Raph z czerwoną bandaną i postać Triceratorna. 

    Ninja Turtles: Tournamnet Fighters to fenomenalny tytuł na domową konsolę NES oraz PEGASUS, który jak na prosty 8-bitowy system, zachwyca po dziś dzień wspaniałą grafiką oraz animacją. Gra charakteryzuje się też niezwykłą grywalnością oraz mile zaskakującymi urozmaiceniami, choćby w postaci barwnych i przyjemnych dla oka cut-scenek, które wprowadzają nas w historię fabularną gry.

 

TURTLE POWER!

    Oprócz trybu fabularnego, gra oferuje także dwa tryby Versus (jeden przeciwko CPU, drugi przeciwko drugiemu graczowi) oraz czteroosobowy tryb turniejowy. Dostępny jest także tryb opcji, w którym gracz może regulować poziom trudności, kontynuacje i prędkość. Każda z postaci występująca w grze, dysponuje własnym repertuarem podstawowych technik uderzeń i kopnięć, jak również szerokim wachlarzem ciosów specjalnych opartych na komendach. Podczas walki co jakiś czas pojawia się nad zawodnikami latający monitor z mordką mistrza Splintera, który upuszcza na środku areny power-up w postaci czerwonej kuli. Każdy, kto podniesie upuszczony podczas walki power-up, będzie mógł go użyć jako cios specjalny Ultra Attack, wklepując odpowiednią komendę, ale o tym za chwilę.





FABUŁA GRY



   Pewnego dnia Wojownicze Żółwie Ninja, Leonardo, Raphael, Michaelangelo oraz Donatello, otrzymują zaskakujący list od samego Shreddera, który oferuje im turniej sztuk walki o tytuł najsilniejszego wojownika na Manhattanie. Jednak zanim przyjmą wyzwanie, postanawiają zorganizować między sobą własny turniej, aby wyłonić z pośród siebie najmocniejsze ogniwo, które będzie zdolne do ostatecznej walki ze Shredderem. Po pokonaniu pierwszych trzech żółwich braci, wybrany wcześniej żółw przystępuje do walki z hokejowym maniakiem na dopingu, Casey Jonesem, a następnie ze smoczym wojownikiem Hothead'em (postacią opartą na Dragon Warrior z komiksów Teenage Mutant Ninja Turtles Adventures oraz figurką akcji od Playmtes o tej samej nazwie). Po pokonaniu monstrualnego smoka, jeden z decydujących żółwich braci staje w końcu do walki, w oko w oko z ich odwiecznym wrogiem, Shredderem, który tym razem zapowiada się silniejszy jak nigdy dotąd!



POSTACIE ORAZ ICH CIOSY SPECJALNE



    Tytuł TMNT: Tournament Fighters, mimo całej swojej wspaniałości, z pośród siedmiu dostępnych postaci oferuje nam w trybie fabularnym tylko cztery z nich, co uważam za liczbę śmiesznie małą, jak na tego typu bijatykę markowej serii,  jaką są bez wątpienia Wojownicze Żółwie Ninja. Sam dobór postaci też nie do końca jest przez twórców przemyślany, bowiem z pośród tylu słynnych siepaczy Shreddera, których mogli tu śmiało obsadzić, wybór padł na mniej znanego w serii Hotheada. Jak o wiele lepiej wyglądałby tu Rocksteady, Bebop, Leatherhead albo nawet Groundchuck czy Baxter Stockman. Być może sami twórcy chcieli po prostu odejść od wałkowanych w kółko sztampowych wrogów, serwując nam zupełnie nową i mniej znaną postać dla odświeżenia nieco serii, kto wie? Przechodząc do sedna sprawy, do wyboru mamy pełen pakiet siedmiu postaci takich jak Leonardo, Raphael, Michaelangelo, Donatello, Casey Jones, Hothead oraz Shredder. Każdy z bohaterów dysponuje w ciosy specjalne z przypisanymi do nich unikatowymi sekwencjami ruchów, które już spieszę wam opisać poniżej:

( ukośnik ''/ '' nakazuje wcisnąć razem trzy przyciski znajdujące się po jego prawej stronie)

 






LEO:

Latające kopnięcie - prawo, prawo + A

Latający cios łokciem - prawo, prawo + B

Ślizg - dół, A

Wirujące kopnięcie - dół, lewo/dół, lewo, A

 Przerzut - zwarcie + B 

  Ultra atak - dół, prawo + B








RAPH:

Latające kopnięcie - prawo, prawo + A

Latający cios łokciem - prawo, prawo + B

Wiertło mocy - trzymaj lewo, następnie prawo + B

Gryzienie - zwarcie + B

Ultra atak - dół, prawo + B








MIKE:

Latające kopnięcie - prawo, prawo + A

Latający cios łokciem - prawo, prawo + B

Kangurze kopnięcie (niskie) - trzymaj lewo/dół, prawo + A

Kangurze kopnięcie (wysokie) - trzymaj lewo/dół,  prawo + B  

Przerzut - zwarcie + B  

 Ultra atak - dół, prawo + B







DON: 

Latające kopnięcie - prawo, prawo + A

Latający cios łokciem - prawo, prawo + B                                      

Kopniak toczącej się piłki - trzymaj dół, następnie góra + A 

Przerzut - zwarcie + B

Ultra atak - dół, prawo + B

             






CASEY JONES:

Obrotowe machnięcie kijem  - trzymaj dół, góra + B

Atak cyklonu - prawo, dół, lewo, B

Suplex - zwarcie + B

Ultra atak - dół, prawo + B








HOTHEAD:

Ognisty oddech - dół, prawo/dół, prawo, A

Zgniatarka - podczas skoku dół + B (albo A )

Gryzący rzut - zwarcie + B

Ultra atak - dół, prawo + B









SHREDDER:

Naziemny płomień - prawo, prawo/dół, dół, lewo/dół, lewo + B

Fantomowy atak pięści - szybko wklep kilka razy B (albo raz turbo B)

Przerzut - zwarcie + B

Ultra atak - dół, prawo + B


                                      


    Ponadto każda z postaci dysponuje dodatkowymi ruchami w postaci biegania, blokowania ciosów i podnoszenia znajdźki power-up.

Bieganie - prawo, prawo (przytrzymaj)

Blokowanie - lewo (przytrzymaj)

Podnoszenie - dół + B


                                         


MOJE ODCZUCIA

    Z grą miałem styczność po raz pierwszy dopiero gdzieś w 2007 roku, gdy po latach postanowiłem znowu kolekcjonować gry na konsolę Pegasus i tym bardziej ubolewam z całego serducha, że nie miałem okazji wypróbować tego tytułu w czasach mojej młodości gdy fascynację serią Wojowniczych Żółwi Ninja przeżywałem najmocniej. Co prawda miałem wtedy dwie świetne gry w postaci TMNT 2 i TMNT 3 i to na jednej dyskietce 2 in 1 pt. ''Turtles Family'', ale posiadając bijatykę TMNT na domową konsolę byłoby dla mnie zupełnie nowym wymiarem związanej z tym tematem radochy! :) Myślę, że jest to jak najbardziej tytuł godny polecenia, z którym fani Żółwi Ninja (jeśli jeszcze jacyś chodzą po tym świecie, a myślę, że tak jest! :)) ) powinni śmiało się zapoznać  bez względu na wszelkie preferencje gamingowe! Twórcy wycisnęli z 8-bitów najlepsze soki, serwując graczom tytuł, który zachwyca po dziś dzień, ale co ja was tu będę zanudzał. Po prostu zagrajcie sami! 

COWABUNGA!! 🐢🐢🐢🐢

Keeper :-)

DODATEK GALERIA:

    Jak zwykle na koniec zapraszam do galerii różnych wariantów kartridżów przypisanych do tej samej gry.

    Na pierwszy ogień kartridż pochodzący z kolekcji gier Macieja, twórcy kultowej już w sieci strony https://pegasus-online.pl/ na którą gorąco zapraszam! Co ciekawe, na pierwszy rzut oka etykieta ukazuje tylko samo logo TMNT Tournamnet Fighters, ale zdradza też, że fragment tej okładki został zapożyczony z wersji na konsolę SEGA, gdy zwrócimy uwagę na ledwie widoczny czerwony kolor bandany żółwia, wystający u dołu etykiety. Piękna czarna obudowa, którą dzisiaj nie często się już spotyka, a kiedyś będąca dostępna w zatrzęsieniu na aukcjach polskiego Allegro. Kto zbierał gry Pegasus w latach 2007-2016 ten pamięta handlowca Izbę i jego gry. Więcej tłumaczyć chyba nie muszę! ;)



     Kolejny kart poniżej nadesłał Łukasz z gamingowego kanału https://www.youtube.com/@Crapowa_Retrocenzja na który oczywiście was serdecznie zapraszam! Warto zaznaczyć, że etykieta pochodzi z wersji na konsolę SNES, w której mogliśmy toczyć walkę z widocznym na grafice poniżej, potężnym rekinem-ludojadem Armaggon'em (mutant znany z serii komiksów TMNT Adventure - fani TM-Semic z pewnością będą wiedzieć o co chodzi, a tych którzy nie wiedzą, zachęcam gorąco do zapoznania się z tą epicką historią na kartach komiksu! :) )


    Dalej mamy rosyjską wersję dyskietki z grą TMNT Rournamnet Fighters dedykowaną na konsolę Dendy (rosyjska odmiana konsoli Pegasus). Kartridże z taką samą etykietą pojawiały się również często-gęsto na polskich targowiskach w latach 90. Zdjęcie pochodzi ze strony https://pikabu.ru/@MoeRetro




    Kolejny dość znany wariant tej samej gry, który często można było nabyć na polskich targowiskach w latach 2000 - 2008. Z pewnością młodsze pokolenia fanów Pegasusa rozpoznają w nim swój ulubiony kartridż z dzieciństwa. Zdjęcie pochodzi z serwisu OLX od https://www.olx.pl/oferty/uzytkownik/1Rotb/?tab=ratings 



U dołu jeszcze jeden i jeszcze raz, bazarowy karcik TMNT Tournament Fighters z lat 2000. Okładka pochodzi z wersji NTSC SEGA GENESIS. Bezczelnie zamieszczone logo KONAMI na pirackiej dyskietce wali po gałach aż miło, widać jak bardzo samo Konami się tym przejmowało, skoro tego typu kartridże zasypywały stoiska z grami Pegasus w tysiącach. Znalezione na czeskim serwisie ogłoszeniowym - https://aukro.cz/nes-famiklon-tmnt-tournament-fighters-7037378773