niedziela, 23 maja 2021

FIGURKI ''Z POWER'' MADE IN CHAP MEI (1994)

 



 Jako, że ostatnimi czasy poświęcam zbyt dużą uwagę figurkom polskiej produkcji, postanowiłem tym razem zaprezentować nieco inną serię zabawek, pochodzącą co prawda prosto dalekiego Wschodu, aczkolwiek również wiodącą główny prym wśród dobroci mojego dzieciństwa. Chińskie manufaktury odkąd pamiętam, zawsze barwiły nasz na polski rynek osobliwościami działu dziecięcego, gdzie poprzez gry video, szkolne akcesorium oraz odzież dla najmłodszych, przebijały się również zjawiskowe figurki, mocno przykuwając naszą uwagę swoją nietuzinkową formą oraz kolorytem barw. Seria ''Z POWER'' bo właśnie o niej będzie mowa, to w całej swej okazałości figurki pełne oryginalnego pomysłu, których koncept osadzono w bliżej nie określonym uniwersum komiksu. Figurki pierwotnie skierowane były głównie na tonący w komiksowej kulturze, rynek amerykański, skąd poprzez Europę Zachodnią, trafiły również i na bazar polski. Komplet figurek ''Z POWER'' podzielono na 6 różnorodnych i pełnych detali postaci, stricte zaprojektowanych na modłę amerykańskich komiksów z serii Image oraz Marvel. 

Ci dobrzy :)

Ci źli :))  

Jednak jak to zwykle w komiksach bywa i tym razem postacie zostały podzielone grupkami na dobrych i złych gości, a dzięki braku wplecionej fabuły w sprzedawany produkt, można było ich mieszać między sobą wedle niczym nieograniczonej wyobraźni.

Seria została wyprodukowana w 1994 roku przez chińską firmę Chap Mei, znaną głównie z tak znamiennych serii jak Stellar Force, Ninja Warrior, Dragon Force Knight oraz The Corpse. Figurki chociaż pozbawione z grubsza pełnej artykulacji ciała, posiadały aż jeden znikomy atut w postaci ruchomego ramienia, które jako zdejmowalna broń, mogło służyć pomocą również pozostałym bohaterom serii. Sam design postaci mimo iż mocno nietuzinkowy, przywoływał niemal od razu na myśl postacie z tak słynnych filmowo-komiksowych serii jak X-Men, Spider-Man, RoboCop, a nawet Predator. Co więcej kolekcję sprzedawano w miłym dla oka, wielobarwnym blistrze, który dodatkowo dla spotęgowania klimatu serii, okraszono w każdym calu komiksową formą. Z figurkami ''Z Power'' po raz pierwszy zetknąłem się gdzieś w 1995 roku, zaglądając po szkole do miejscowej księgarni, a ich unikatowy styl i bardzo niska cena, sprawiła, że z miejsca postanowiłem zainwestować w blister swoje ciężko wyłudzone od rodziców oszczędności. Tamtego pamiętnego dnia dostałem również z matmy pałę, ale kto by się tym wówczas przejmował, skoro do sklepów trafiła nowa seria bohaterów Z Power!

A wy jak wspominacie orientalną serię super-bohaterów made in Chap Mei? :)

Dobrego dnia!

Keeper :)

niedziela, 25 kwietnia 2021

WYMIANA FIGURKAMI CZYLI CHWALIPOST cz. 2 :)



Na drodze nagłej i spontanicznej wymiany wpadł mi do kolekcji kolejny TARGAT z serii polskich bootlegów G.I. Joe. Tym razem szturmowiec Cobry, przedstawił się w nieco innym akcencie zabarwienia niż zgoła oczekiwałem. Klasyczna niebiesko-metaliczna barwa jego uniformu została bowiem zastąpiona pastelowym turkusem, co wyszło moim zdaniem na duży plus, zwłaszcza, że dość ciekawie się wyróżnia na tle pozostałych TARGAT'ów pośród moich zbiorów. Jak widać koledzy przywitali go chlebem i solą, dając mu niezbędne wyposażenie oraz kwalifikacje do pacyfikacji zamieszek. Polskie figurki G.I. Joe to temat na bardzo długą rozprawę, aczkolwiek z przyjemnością przybliżę wam go już przy następnej okazji. Po krótce dodam tylko od siebie ze polskiego TARGAT'a nabyłem w 1992 rok będąc na wakacjach w Wiśle i była to moja absolutnie pierwsza figurka z serii gumowych G.I. Joe wyprodukowanych przez gdański Evanplast.

Nowy TARGAT w mojej kolekcji zasłynął mundurem o barwie jasnego turkusu :))

Za wymianę bardzo dziękuję Marcinowi z kanału https://www.youtube.com/user/marcinpiskor/featured, oboje oddaliśmy figurki z naszego dzieciństwa i z pewnością dla żadnej ze stron nie było to łatwe. Taką wymianę długo się będzie pamiętać, a tym bardziej doceniać! :) Zdjęcia oczywiście mojego autorstwa. Pozwoliłem sobie trochę na klimat Terminatora i niedalekiej przyszłości, bo polscy TARGACI na szalonych oraz zmutowanych cyborgów nadają jak jak nic innego na świecie! A wy jak uważacie? ;) 

Oddział do pacyfikacji zamieszek gotowy do akcji! :)

Dobrego dnia! 

Keeper :) 


T.A.R.G.A.T.

PS. Jeżeli mieliście lub macie nadal pokitrane po szufladach takie zjawiskowe figurki, mile widziane w komentarzach wasze wspomnienia! :)

niedziela, 11 kwietnia 2021

 GAIAPOLIS - GRA NA PEGASUSA KTÓRA MNIE OMINĘŁA! :))



Rzadko się zdarza, że opisuję coś czego nie pamiętam z przepastnych dziejów mojego dzieciństwa. Jednak tym razem postanowiłem wziąć na warsztat grę video, która ostatnio mocno mnie poruszyła, a której w latach 90-tych nigdy nie było dane mi poznać. Siedząc w temacie gier Pegasus od dobrych kilkunastu lat, co jakiś czas łapię się na tym, że wciąż spotykam tytuły, których nigdy wcześniej nie ogrywałem. W żadnym bądź razie nie chodzi mi tutaj o produkcje z gatunku japońskich RPG, które chociaż wbrew pozorom z rzadka można było spotkać na polskich bazarkach, to jednak kompletnie były dla nas nie grywalne, ze względu na osobliwy język jakim nas raczyły. Tym razem wpadła mi w łapy gra fantasy pt. ''Gaiapolis'', której początków należy jednak szukać nie w fabrykach Famicoma, a w salonach gier lat 90-tych. Tytuł pierwotnie została wydana przez firmę Konami w 1993 roku i jako typowy gatunek Beat 'em up czyli po naszemu ''bijatyka chodzona'', został wypuszczony stricte pod rynek automatów branży gier video. Aczkolwiek fani domowych konsol gier telewizyjnych nie musieli wcale długo na ten tytuł czekać, bowiem słynna tajwańska firma gier video Sachen, po raz kolejny uruchomiła swoje pomysłowe tryby, mieląc i wyciskając dorodnego Gaiapolis'a na 8-bitowy sok pełen taniości. 

Słynny Gaiapolis w 8-bitach konsoli Pegasus :)

Gra już od pierwszych swoich chwil zabiera nas w podróż do mrocznego świata dark fantasy, w którym przyjdzie się nam zmierzyć z krwiożerczymi potworami i bestiami z piekła rodem. Tytuł pozwalał na rozgrywkę w kooperacji dla dwóch graczy, jednak do wyboru mieliśmy aż trzy postacie, takie jak książę i zarazem dzielny rycerz Gerard Himerce, wojowniczka Elaine Shee, pół-wróżka-pół-człowiek oraz szermierz Galahad, smoczy wojownik z Królestwa Drakonów. Aczkolwiek z niewiadomych przyczyn programiści Sachen postanowili zmienić imiona bohaterów na bardziej tajwańsko brzmiące Ken, Amy i Lin. Fabuła gry opowiada o poszukiwaniu zemsty księcia Gerarda Himerce na swoim przyrodnim bracie Albercie, który przyczynił się do zniszczenia ich ojczyzny, Królestwa Avalon. Wraz z dwójką swoich wiernych towarzyszy, awanturniczą wróżką Elaine oraz smoczym wojownikiem Galahadem, postanawia wymierzyć sprawiedliwość i raz na zawsze zniszczyć Alberta, Władcę Demonów z imperium Zar Harc. Jednak zanim tego dokonają, bohaterowie będą zmuszeni znaleźć rozrzucone po całym świecie trzy magiczne klucze, które pod koniec podróży, otworzą im przejście do podniebnej cytadeli Gaiapolis!

Nasi dzielni bohaterowie Gaiapolis - Amy, Lin i Ken, bo czemu nie! :))

Warto nadmienić, że tytuł obfitował również w drobne akcenty klasycznych gier j-RPG, pozwalające na rozwój bohatera, jak również możliwość wyposażenia go w czary. Aczkolwiek sama gra, jak to zwykle w przypadku pirackich portów często bywa, została dość mocno okrojona, przez co straciliśmy między innymi możliwość zdobywania magicznych stworzeń, które chętnie też pomagały naszym bohaterom w walce. Pomimo, że według ogólnej opinii jest to jeszcze jeden wątpliwej jakości hack 16-bitowych produkcji, to jednak osobiście, jak najbardziej chętnie zaliczę go do tej lepszej serii przeróbek z jakimi miałem do czynienia od czasów gry Flash & Batman!

A czy wy również żyliście bez świadomości o grze Gaiapolis? :) 

 Dobrego dnia!

Keeper :)

niedziela, 4 kwietnia 2021

 WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCY! :)





Co by nie przedłużać zbytnio, powiem na dzisiaj już tylko tyle, moi mili z okazji Świąt Wielkanocy życzę Wam abyście nigdy nie pozostawali w tyle! Wszystkiego co najlepsze i niech Moc będzie z nami! :)

Wpaniałego dnia!

Keeper

Jak Wielkanoc to tylko z Dizzy! :)))


niedziela, 28 marca 2021

Elektroniczne Combo-składanki lat 90-tych! :)


Jak sugeruje obrazek i opis na pudełku, podobno znajdziemy tu grę Dragon Ball,
której ja jednak nie znalazłem! :))


Każdy kto wspomina pamiętne szkolne wycieczki z przełomu lat 90-tych, doskonale wie, że w czas wielogodzinnej podróży autokarem, oprócz prowiantu, w naszych plecakach nie mogło zabraknąć również odpowiedniego wyposażenia, które mila za milą, pomagało przetrwać trawiącą nas nudę w takt wyczerpującej jazdy. Zwykle w skład mojego akcesorium survivalowca szkolnych wycieczek, wchodziły arcy-pyszne, a jakże przyrządzone przez mamę, bułki z serem, bliżej nieokreślone picie, chipsy Chio, tudzież misiowe żelki. Co więcej pomiędzy prowiantem, a komiksami Kaczora Donalda, często-gęsto walali się bohaterowie mojego dzieciństwa w postaci figurek Żółwi Ninja oraz G.I. Joe, którzy chętnie też toczyli pomiędzy fotelami srogie potyczki. Jeżeli tego było mało, przychodził ten wyjątkowy czas na wyszperanie w przepastnych odmętach mojego plecaka ultra zaawansowanej technologii, zapewne stricte pochodzącej też od Marsjan. Gry elektroniczne, bo o nich właśnie mowa, potrafiły umilić nam podróż jak nic innego, pozwalając na chwilę relaksu i głębokiej medytacji, podczas bicia kolejnych rekordów wszechmocnego Tetrisa oraz innych osobliwości dostępnych z listy. Czasami na cały autokar trafił się jeden-jedyny burżuj, dumnie posiadający konsolę Game Boy w swoich zbiorach, jednak większość dzieciarni wyposażona była w klasyczne ''Ruskie Jajeczka'' tudzież ''Brick Games 9999 in 1'' rodem z bazarów i staromodnych odpustów. Gry takie jak Tetris, Wyścigi, Arkanoid oraz kultowy już dzisiaj Wężyk, wiodły główny prym w kanciastym oprogramowaniu archaicznych handheldów lat 90-tych. Chociaż już u zarania swoich dziejów mocno grzeszyły prostotą wykonania tudzież schematyczną rozgrywką, to jednak wciąż cieszą oko niejednego konesera gęstego sera. Bo jak mawiają, w prostocie zwykle tkwi siła! :))


Klasyczne wyposażenie mojej każdej szkolnej wycieczki :))


A wy jak wspominacie bazarowe combo-składanki lat 90-tych?


Dobrego dnia!

Keeper :)

Wyświetlacz pokazuje wynik 5000 punktów, samą rozgrywkę
ukończyłem na 10 000, aczkolwiek zdjęcia nie zrobiłem. Czemu? Nie pytajcie, bo nie wiem! :)


niedziela, 14 lutego 2021

LORD VADER W GUMOWEJ ODSŁONIE PRL :)




Z cyklu modnych ostatnio w sieci ''chwali-postów'', pochwalę się i ja moim najnowszym nabytkiem z serii gumowych Star Wars polskiej produkcji. Tym razem w szereg mojej skromnej kolekcji figurek, zawitał nie kto inny, jak sam Lord Vader we własnej osobie. Figurka została wyprodukowana na przełomie lat 80-tych, za sprawą niewielkiej, aczkolwiek kultowej dzisiaj już firmy ''Elektrospółdzielnia'', której siedziba niegdyś mieściła się w Gdyni. Gumiak została wyposażona aż w cztery punkty artykulacji u podstawy rąk oraz nóg, co jak na prostą podjebkę tudzież bootleg, pod względem wizualnym, jak i technicznym, sprawił się wręcz idealnie.

Dodatkowo nasz polski Vader został wzbogacony o czarny płaszcz, przywodzący na myśl jakość wątpliwej ceratki oraz gumowy miecz, który jak też wielu z was z pewnością zauważyło, podprowadzony został chytrze z serii G.I. Joe. Postać została odlana z czarnej niczym kosmos gumy, marginalnie okraszona również minimalnym paint-deco, pięknie zarysowując niewielki, aczkolwiek znaczący dla Vadera obszar elektronicznej aparatury. Trzeba też koniecznie nadmienić, że o dziwo, figurka  nie posiadała swoich oryginalnych rąk i nóg, które zostały zastąpione kończynami Scout Troopera, o barwie czarnej smoły. Jak widać, na zdjęciu postanowili stróżować mu dwaj niestrudzeni TARGACI, również przynależni do tej samej kolekcji co dzierżony w łapie gumowy miecz :) Tutaj jednak pozwalając sobie na pewną dozę radosnej twórczość, na przekór wszystkiemu, zapomniałem o przeciwnościach i przynależności obu serii. Świat bootlegów bowiem nie zna granic, obce sobie uniwersa można krzyżować w dowolny sposób, wedle wyobraźni oraz pomysłu, samych twórców jak i odbiorców, bo przecież za dzieciaka tak właśnie wyglądało nasze pole bitew i szereg kampanii prowadzonych dumnie na dywanie tudzież PRL-owskiej wersalce. Powracając jednak do wielce frapującego nas tematu Lorda Vadera, warto wspomnieć, że figurka doczekała się w latach 90-tych kolejnej już, bo drugiej w swojej karierze reedycji. Tym razem nasz ruchomy gumiak, popełniony za sprawą Evanplastu, został podbarwiony kilkoma drobnymi szczegółami w postaci różnic paint-deco płytki klatko-piersiowej oraz kształtem hełmofonu, czy jak to woli ''mordki'' naszego bohatera, która w nowej odsłonie lat 90-tych, przybrała nieco tu i ówdzie na wadze. Jak wieść niesie, Darth Vader chociaż gumowy, wzbudzał postrach i szacunek nawet wśród najbardziej zagorzałych przeciwników polskich bootlegów. Co więcej jego niewyczerpana moc, ani na chwilę nie poprzestała na swej sile, radując aż do dzisiaj rzeszę kolekcjonerów na całym świecie. Bo jak tu nie kochać takiego cudaka, czyż nie? ;)



A wam jak wspominacie Lorda Vadera w gumowej odsłonie, pamiętnych dni swojego dzieciństwa?

Niech Moc będzie z Wami! :)

Keeper



czwartek, 31 grudnia 2020

HAPPY NEW YEAR 2021!! :)



Jest piwko, pizza, filmowe hity z ery VHS oraz odjazdowa  muza, więc czego więcej chcieć? ;) Pożegnajmy zatem ten parszywy rok 2020 w stylu wojowników ninja, solidnym kopniakiem w rzyć! Niechaj w końcu on przeminie i odejdzie w zapomnienie! Życzę wam moi mili wszystkiego co najlepsze w nowym roku 2021! Przetrwaliśmy, to najważniejsze, a jak pewien mędrzec kiedyś powiedział ''Wybaczyć jest łatwo, ale nigdy nie płać pełnej ceny za spóźnioną pizzę!'' czyli notabene co nas nie zabije to nas wzmocni! Nie dajcie się niczemu i głowa do góry, będzie dobrze! Kiedyś przecież musi.

Udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku 2021!! 

Jak zwykle życzy, wasz

Keeper :)