Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pegasus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pegasus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2026

     MORTAL KOMBAT III 

    Czyli kolejna odsłona kultowej bijatyki na konsolę Pegasus! 








    Jak też pewnie pamiętacie, nie tak dawno temu opisywałem na blogu szeroką prezentację gry Mortal Kombat II Special na konsolę Pegasus. Dzisiaj chciałbym zaprezentować kolejną odsłonę tej kultowej serii wirtualnego mordobicia. Mowa tu oczywiście o grze Mortal Kombat 3 (czasami podpisanej na ekranie tytułowym jako MK4), która nacechowana jest dość wyrazistymi zmianami, względem poprzedniej części. A więc co tak naprawdę zmieniło się w kolejnej części 8-btowego Mortala? Mamy tu pełen pakiet nowych klimatycznych lokacji, zupełnie nowych zawodników oraz inną jakość generowanej grafiki. Jednak mimo tych wszystkich interesujących zmian, tym razem gracze, nie dostaną pełnego składu zawodników Mortal Kombat 3 znanych z salonów gier czy konsoli Super Nintendo. Gra została z niewiadomych przyczyn zredukowana do 7 postaci, których w oryginalnej wersji było aż 15 (w tym jedna ukryta).  Ponadto, port gry który posiadam, został poszerzony o 21 klonów powtarzających się zawodników, co według mnie niczego dobrego nie wznosi to rozgrywki. Warto dodać, że w niektórych wersjach MK3 (zwłaszcza podpisanych na ekranie tytułowym jako MK4), z bliżej nieokreślonych powodów, postać pierwszego w kolejce Nightwolfa została zastąpiona ciałem Shao Kahnem, który co więcej również używa ciosów specjalnych Shao Kahna. Nie zamierzam tu nikogo straszyć, ale jeśli ktoś wybierze opcję turnieju, będzie to nie lada wyzwanie (zwłaszcza dla początkującego fightera Mortal Kombat), dostając na wstępie walkę z głównym bossem. BUM! SHAO KAHN WINS! FATALITY! :))



    W skład zawodników pirackiej wersji Mortal Kombat 3 będą zatem wchodzić; Sonya Blade, Liu Kang, Kano, Nightwolf, Stryker, Sub-Zero oraz Shao Kahn (błędnie opisany w grze jako Shang Tsung, z czego obaj w oryginalnej odsłonie w ogóle nie figurują jako grywalne postacie). Jednak, żeby nie być aż tak surowym trzeba koniecznie nadmienić, że istnieje również port gry z 14 oryginalnymi zawodnikami bez powtórek do wyboru. Niestety ja go nie posiadam, może kiedyś i ta wersja wpadnie do kolekcji moich 8-bitowych gier Mortal Kombat :)

Wersja gry Mortal Kombat 3 z 14 zawodnikami
bez powtórek klonów.



    Tak samo jak w przypadku MK II Special, gra została opracowana przez Hummer Team w 1996 roku, jednak tym razem wydaniem tej gry zajęło się firma Carson / Ka Sheng (co w dosłownym tłumaczeniu, oznacza Święty Kartridż :) ). 


    Tak jak w poprzedniej części nasze ulubione postacie i tym razem dysponują ciosami specjalnymi, które dla każdego zawodnika stanowią sekwencję tych samych ruchów, jednak tym razem pod postacią zupełnej innej kombinacji niż w grze MK II Special:

- Dół, prawo, A

- Dół, prawo, B

- Dół, dół, A

    Ponadto dla każdego zawodnika przynależna jest kombinacja tych samych ruchów dla ataków defensywnych takich jak przerzut przeciwnikiem czy podcięcie hakiem:

- Prawo + A (przerzut)

- B + A (podcięcie nogą)


Jak MK3 to tylko na Terminatorze BS-500AS! :))



LISTA CIOSÓW SPECJALNYCH:


Sonya Blade:

Pierścienie energii - dół, prawo, A

Chwyt nogami - dół, prawo, B

Rowerek z kopnięciem - dół, dół, A



Liu Kang:

Kula ognia wysoko - dół, prawo, A

Kula ognia nisko  - dół, prawo, B

Latający kopniak - dół, dół, A


Stryker:

Rzut granatem - dół, prawo, A

Ślizg z tonfą I - dół, prawo, B

Ślizg z tonfą II - dół, dół, A



Kano:

Rzut nożem - dół, prawo, A

Cięcie nożem - dół, prawo, B

Duszenie - dół, dół, A



Sub-Zero:

Zamrożenie - dół, prawo, A

Lodowy prysznic - dół, prawo, B

Ślizg - dół, dół, A



Nightwolf:

Strzał z łuku - dół, prawo, A

Fantomowy taran barkiem - dół, prawo, B

Cios toporem - dół, dół, A


Shao Kahn:

Plucie kulą ognia - dół, prawo, A

Miażdżenie młotem - dół, prawo, B

Fantomowy taran barkiem - dół, dół, A

Fantomowy wyskok kolanem - B+A


TROCHĘ HISTORII



Historia fabularna gry przedstawia się tym razem w następujący sposób:

    Znużony ciągłymi porażkami w turniejowych walkach, Shao Kahn, który przegrał z Liu Kangiem w turnieju Zaświatów, wprowadza w życie 10 000-letni plan. Polecił swoim Kapłanom Cienia, dowodzonym przez Shang Tsunga, wskrzesić swoją byłą Królową Sindel, która niespodziewanie zmarła w młodym wieku.

    To pozwoliłoby również Shao Kahnowi przekroczyć wszelkie granice i odzyskać swoją królową. Kiedy Sindel zostaje reinkarnowana w Królestwie Ziemi, Shao Kahn sięga poprzez wymiary, aby ją odzyskać. W konsekwencji jego działania, Królestwo Ziemi staje się częścią Zaświatów, zabijając natychmiast miliardy ludzi. Tylko nieliczni zostają ocaleni, ponieważ Raiden chroni ich dusze. Mówi im, że Shao Kahn musi zostać powstrzymany, ale nie może ingerować; ze względu na swój status, nie ma mocy w Zaświatach, a Królestwo Ziemi jest częściowo złączone z Zaświatami. Shao Kahn wysłał ekipy eksterminacyjne, które przemierzają Królestwo Ziemi i zabijają wszelkich ocalałych. Ponadto ochrona Raidena odnosi się tylko do duszy, a nie ciała, więc wybrani wojownicy muszą walczyć z ekipami eksterminacyjnymi i odeprzeć Shao Kahna sami. W końcu, w jakiś sposób, wszyscy ludzie muszą powrócić do Królestwa Ziemi..

Brzmi zawile, powiecie, ale za to jak ciekawie! :))) Dla mnie to kolejny kawał, mrocznej historii Mortal Kombat, który pobudza do rozmyśleń, inspiruje i ogólnie buduje fenomenalny klimat całej gry.




MOJE ODCZUCIA

    Na zakończenie tego wzruszającego opisu gry Mortal Komba 3, od siebie tylko dodam, że z tymże fascynującym tytułem miałem do czynienia również w czasach mojej młodości. Pamiętam jak na mały turniej MK3 zaprosił mnie do siebie jeden z kolegów. Nie znając historii zawodników, ani tym bardziej pirackiej produkcji, już na wstępie marudziłem koledze, że Sub-Zero jest bez maski, a Shao Kahn podpisany jest jako Shang Tsung. Mimo to turniej się odbył i wiecie co? Oberwałem kilka razy pod rząd, zanim w ogóle zdołałem ogarnąć chociaż jeden cios specjalny dla Sub-Zero. Jednak nie to było najważniejsze, bo tak naprawdę bawiłem się całkiem nieźle!


Zamrożony Liu Kang, cierpliwie czeka aż jego twarz spotka
się ze stopą Sub-Zero :))


A wy jak wspominacie Mortal Kombat 3 w rytmie 8-bitów Pegasusa?

TEST YOUR MIGHT!

Keeper :))                        


DODATEK - GALERIA 

ORAZ PORADY ZAKUPOWE:

Bazarki, bazarki.. bazarki pełne snów! :)

    Ale, ale! Zaczekajcie jeszcze momencik! Zanim całkiem wyłączycie stronę mojego bloga i powrócicie już do bardziej wciągających was zajęć, (niż np. czytanie opisu pirackiej gry Mortal Kombat randomowego kolesia :)) ), chciałbym zaprezentować jeszcze bazarowe wersje dyskietek z grą Mortal Kombat 3 z przełomu lat 1997-2000, które również posiadam w swojej kolekcji gier Pegasus. 

    Przy okazji pragnę też podzielić się małą poradą z początkującymi entuzjastami 8-bitowego Mortala. Brokatowo-granatowy kartridż to zbugowana wersja gry podpisana jako MK4. Chociaż sam kart bardzo ładny, to jednak do grania tej wersji nie polecam jako, że jest pełna cudactw oraz błędów. Tym razem gra została zredukowana do czterech postaci, z której kompletnie wycięto Kano, Sub-Zero oraz Nightwolfa. Zawodników tych ni z gruchy ni z pietruchy, zastępuje pozostałe 21 postaci klonów, gdzie chcąc wybrać Nightwolfa dostajemy Shao Kahna, klikamy na Kano, wyskakuje Liu Kang, a z kolei gdy wybór pada na Sub-Zero, dostajemy Strykera. Frustrujące prawda? Ponadto gdy spróbujemy wybrać poziom trudności, system gry się po prostu zawiesi i trzeba resetować konsolę. Przed zakupem gry MK3 najlepiej po prostu pytać sprzedawców o pokazanie zdjęcia ekranu tytułowego z grą Mortal Komba 3; jeśli więc na ekranie tytułowym będzie widnieć logo MK3, to wszystko gra i można kupować śmiało, gdyż tylko ta wersja gry jest w pełni stabilna, jeśli zaś ukazane jest logo MK4 nie kupować w żadnym razie - chyba, że wolicie tak jak ja, narazić się na niepotrzebne nerwy i wyrzucenie pieniędzy w błoto :))



 Czołem i do następnego! :)








czwartek, 10 kwietnia 2025

NINJA TURTLES II: THE ARCADE GAME

Czyli kultowa gra w Żółwie Ninja na konsolę Pegasus!  



    Na temat gier Pegasus wyskrobałem już wiele tekstów i mocno dziwi mnie, że aż do tej pory nigdy nie wspominałem o takim wyjątkowym tytule jak Ninja Turtles 2: The Arcade Game, tym bardziej, że bardzo często gawędziłem wam, o pokrewnej i równie wspaniałej grze, jaką bez wątpienia jest TMNT 3: The Manhattan Project. Oba tytuły wielokrotnie ukończyłem na konsoli Pegasus, zarówno w latach 90, jak i później. Na swojej drodze życia fana konsoli Pegasus, spotykałem się też z opiniami, że to banalne i słabe produkcje, ale zawsze uważałem je za gorzkie żale ludzi, którym tego typu rozgrywka sprawiała spore trudności. No bo jak można nie lubić Żółwi Ninja? Serio?? No bez jaj, już samo to, że w grze wcielamy się w ulubione Turtlesy, sprawia, że jest radykalnie genialna! Ale to mogą zrozumieć tylko dla prawdziwi ultras Żółwi Ninja. Są tu tacy? No przecież, że są, tak, tak bez wątpienia! W przeciwnym razie byście nie siedzieli na mojej stronie, wyczekując kolejnych tekstów :)


    TMNT 2: The Arcade Game to typowych Beat' Em Up, czyli po naszemu bijatyka chodzona. W grze wcielamy się w jednego z czterech żółwi braci, ewentualnie w dwóch jeśli gramy w kooperacji z kimś bliskim na jednej kanapie. Już na samym starcie gra zmusza nas do parcia na przód, przedzierając się przez niezliczone zastępy wielobarwnych  Żołnierzy Stopy, którzy na polecenie swojego przywódcy, opanowali cały Nowy Jork. Na koniec każdego etapu rozgrywki, czeka nas walka z bossem w postaci Rocksteadego, Bebopa, Baxtera Stockmana oraz wielu innych popularnych siepaczy Shreddera, znanych nam skądinąd z serialu animowanego. Fabuła gry rysuje się po każdym zakończonym etapie, podczas prezentacji barwnych i interesujących cut-scenek, natomiast po sklepaniu miski pierwszego bossa w grze, jakim jest Rocksteady, gracz dowiaduje się, że naszym kolejnym celem jest uratowanie z łap Shreddera naszej przyjaciółki i słynnej reporterki April O'Neil. Nie czekając na więcej, Żółwie ruszają w pościg za swoim największym wrogiem, na ratunek April oraz całego miasta.
    W starciu z przeciwnikiem Żółwie mają do dyspozycji aż trzy różne ataki, w postaci standardowego siekania bronią, kopnięcia z wyskoku oraz combo. Oprócz tego są również wstanie kontrować miotane ataki wrogów pokrywą od studzienki kanalizacyjnej, jak też w podzięce rzucać w stronę przeciwników oderwanym od chodnika parkometrem, czy tryskać wodą pod ciśnieniem z hydrantu. Na naszych przyjaznych mutantów oprócz ruchomych przeciwników, będą czyhać też różne przeszkadzajki oraz pułapki w postaci spadających blach reklamowych, obciążników, otwartych studzienek kanałowych, przejeżdżających samochodów, kolców bambusowych oraz rażenia prądem pod wysokim napięciem.
Lokalizacje w grze są bardzo zróżnicowane, dając nam wrażenie rzeczywistej podróży poprzez mroczne zakątki Nowego Jorku. Nasi zieloni bohaterowie zmuszeni będą toczyć zażarte pojedynki pośród płonących budynków mieszkalnych, ponurych alejek, burzowych kanałów, zaśnieżonego parku, dachów wieżowców, dojo sztuk walki, by na koniec przyszło im przywitać sam Technodrome! Co ciekawe wersja NES / Pegasus została wzbogacona o dwa dodatkowe levele w postaci Snowy Central Park i Shogun Dojo, których zabrakło w wersji Arcade oraz na innych platformach. Wojownicze Żółwie standardowo zaczynają grę z 3 żytkami oraz paskiem energii, który można uzupełnić po zjedzeniu napotkanym po drodze kawałkiem pizzy. Mniam! 🤤🍕 .Same życia można też odnawiać, dzięki zdobytym punktom za pokonanych wrogów. W przypadku wersji Pegasus, bardzo często gra była zhakowana na 9 żyć, co wcale nie było też głupim pomysłem dla tych co chcieli potrenować trochę dłużej :-)



    Tytuł charakteryzował się bardzo dobrą, wpadająca w ucho muzyką, barwną grafiką oraz płynną animacją. Warto wspomnieć, za gra została wydana przez Konami i pierwotnie ukazała się w 1989 roku na automatach Arcade. Odnosząc ogromny sukces, tytuł szybko się jednak przeniósł z salonów gier na domowe konsole Famicom, NES oraz Pegasus. Osobiście po raz pierwszy z grą spotkałem się na konsoli Pegasus dzięki składance Turtles Family 2 in 1, którą dostałem na Dzień Chłopaka od mojej kochanej starszej siostry ❤️. TMNT 2 spotkałem też później parę razy na automatach Arcade, jednak poziom trudności był znacznie wyśrubowany w górę i nie grało się tak dobrze jak na konsoli w domowym zaciszu.


    Osobiście uważam, że TMNT 2 to jeden z lepszych tytułów na konsolę Pegasus, jakie kiedykolwiek wydano. Gra nie potrafiła nudzić, dając nam ogrom nieprzerwanej akcji i radochy z ulubionymi postaciami kultowej kreskówki lat 90. Być może jest kapkę toporniejszy od TMNT 3, który był swoistym kamieniem milowym w tej serii 8-bitowych Żółwi Ninja, ale mimo to jest jak najbardziej wartą uwagi produkcją, o której nie da się zapomnieć. Dla mnie  niezaprzeczalnie wciąż figuruje w moim TOP 5 ulubionych gier z czasów dzieciństwa.

A wy jak uważacie?

Turtle Power! ✊💚🐢💚🐢
💚

Keeper :)

Tak mam fioła - moja kolekcja kartów z grą TMNT 2 :))


wtorek, 4 lutego 2025

QUATTRO ARCADE 4

CZYLI KULTOWA ZŁOTA 4 OD BIC NA KONSOLĘ PEGASUS!


  Jest rok 1994, dobre trzy lata po premierze pamiętnej konsoli Pegasus MT-777DX, którą w tym czasie ciągle ogrywam jak szalony przed domowym telewizorem. Tym czasem piętro wyżej, niczym Filip z konopi niespodziewanie wyskakuje sąsiad z najnowszym modelem Pegasusa IQ-502, którego dzieci z podwórka i w tym również ja, widziały tylko na stronach reklamowych komiksów TM-Semic. Tak jak w przypadku modelu 777DX i tym razem do konsoli został dołączony combo-kartridż zawierający pakiet gier, jednak nie była to kultowa już dzisiaj składanka 168 in 1, a zupełnie coś innego. Żeby to zweryfikować dokładniej, od razu pożyczam po sąsiedzku moje ukochane 168 in 1, w zamian dostając żółtą ''dyskietkę'' o obłym kształcie, podpisaną jako Quattro Arcade 4, potocznie zwaną Złotą 4 lub też Golden 4. 168 gier tylko za 4? Poczułem się z miejsca jak skończony frajer. Na szczęście była to tylko tymczasowa wymiana na dzień lub dwa! Po przyjściu do domu natychmiast wduszam tajemniczy kartridż do wnętrza slotu, mojej zawsze głodnej wrażeń konsoli. Mniam! Jednak szybko zaliczam czołówkę z rozczarowaniem, bowiem już na starcie wita mnie sucha i beznamiętna plansza  z listą czterech gier do wyboru. Żadnego animowanego tła, żadnej rakiety, gwiazd, skocznej muzyki, czy loga Contry. Myślę sobie - bieda! Na tym polu jednak 168 in 1 nadal wiodło główny prym.  Mimo to moją uwagę zwróciło niemal od razu kilka gier z tego, a jakże nietuzinkowego menu o szaro-zielonej barwie papieru toaletowego z Biedry. Jednak tak jak nie ocenia się książek po okładce, tak i nie powinno się oceniać gier po ekranie tytułowym menu. A więc do rzeczy. Kartridż Golden 4 zawierał, aż dwie gry platformowe, jedną logiczno-zręcznościową i jedną sportową. Mimo znikomej liczby tytułów, składanka serwowała jednak całkiem niezły zestaw gier, gdzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie, wedle swoich upodobań i wysublimowanych gustów. Myślę, że gry zostały starannie dobrane z głową, a nie na łapu-capu, jak większość chińskich składanek z tamtych lat, byle napchać jak najwięcej szrotu.  Pozwólcie więc, że przybliżę wam co nieco gry, które znalazły się na kultowej już dzisiaj Złotej 4.




A WIĘC CO TAK NAPRAWDĘ KRYJE W SOBIE ZŁOTA 4 ?




Soccer Simulator - Najprostsza i zarazem najbardziej kultowa gra w gałę na konsolę Pegasus. Naszym celem jest oczywiście pokonanie innych drużyn oraz zdobycie mistrzostw. Dodatkowo gra zawiera tryb dla dwóch graczy, w opcji kooperacji i rywalizacji, dzięki czemu można było na szybko pograć w 8-bitową szmatę po szkole z kolegą. Z pewnością na konsolę Pegasus znajdą się inne liczne gry w Piłkę Nożną, a tytuł może i charakteryzuje się mocno minimalistycznym designem, ale zyskuje za to w całym swym obrazie na grywalności, bijąc na głowę nawet Fife 95. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że na trybunach często można zauważyć logo słynnej polskiej firmy komputerowej Optimus, oraz kanadyjskiej grupy od branży gier video Camerica. Reasumując uważam, że to gra warta uwagi. Rozgrywka Soccer Simulator jest łatwa i przyjemna, a co więcej miło wspominana nawet przez przeciwników gier sportowych.




Go! Dizzy Go! - Dizzy kultowe jajko znowu w akcji! Tym razem mamy do czynienia z gatunkiem gry logiczno-zręcznościowej labiryntówki. Naszym głównym zadaniem jest spacer po danej planszy, unikanie przeciwników i zbieranie owoców. Dodatkowo nasze sympatyczne jajko może zbierać przeróżne power-upy, które dają mu określoną moc i umiejętności, takie jak np. szybkie chodzenie czy zatrzymanie czasu. Owoce należy zbierać w określonej kolejności, aby uzyskać maksymalny bonusowy wynik, jednak nie jest to wymagane. Dla urozmaicenia naszej rozgrywki, plansza może samoistnie zmieniać swoją konstrukcje podczas toku trwania gry. Niektóre bloki możemy też sami przesuwać, ustawiając je dla własnych korzyści, np. żeby utorować sobie drogę, uwięzić przeciwnika lub zmienić pole jego manewru. Gra oprócz standardowej rozgrywki, oferuje nam również opcję zabawy dla dwóch graczy, która polega na rywalizacji dwóch jajek, w tym przypadku Dizzego i Denzila w walce o punkty. Fabuła gry, jak zwykle z resztą w tej serii, przedstawia się nienagannie. Tym razem zły czarownik Zaks, podczas leśnego pikniku, porywa przyjaciół Dizzy'ego; Dylana, Dore, Dozy, Daisy oraz Dziadka Dizzy, wysyłając każdego z nich osobno prosto w złowrogie i tajemnicze miejsca. Dizzy i Denzil muszą przejść labirynt czarownika i uratować swoich przyjaciół nim będzie za późno. Czy uda im się odzyskać sympatycznych mieszkańców Yolkfolk? To już zależy od was samych gracze!





Boomerang Kid - Klasyczna platformówka, która z początku powinna wydawać się synonimem dobrej zabawy. Tak jednak nie jest. W grze wcielamy się w sympatycznego, jak również puszystego chłopca, który rusza w podróż w celu zebrania wszystkich bumerangów na świecie. Po drodze napotyka przeróżne przeszkody, upiory oraz dzikie zwierzęta, które pragną udaremnić mu ten zamiar. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie brak możliwości atakowania wrogów tytułowym bumerangiem. Nasz leniwy i tłusty kolega, do dyspozycji ma tylko skakanie, które ma nam pomóc w unikaniu przeciwników oraz przeszkód. Pamiętam jak dzisiaj, gdy za dzieciaka pewnego pięknego dnia na pożyczonej od sąsiada Złotej 4 próbowałem, jak sugerował mi też sam tytuł , nadaremno odnaleźć sposób aby miotać w węże bumerangiem. Tak się jednak nie stało. Pozostały jedynie złe wspomnienia i frustracja. Ponadto nasz bohater ginie od jednego ciosu, a nawet od upadku z bardzo niskiej wysokości, co też wcale nam nie uprzyjemnia całej rozgrywki. Sama w sobie jednak to gra pełna wyzwań i na pewno odnajdzie swoich zwolenników.





Super Robin Hood - Kolejna i tym razem udana gra platformowa, którą znajdziemy na składance Golden 4. Tytuł swoim znakomitym klimatem oraz designem niemal od razu przywodzi na myśl klasyczne platformery dostępne w tamtym czasie na komputery PC, C64 oraz Amiga. W grze wcielamy się w tytułowego Robin Hooda, który ma za zadanie nieco uszczuplić ze złota wszystkie zamkowe piwnice szeryfa Nottingham oraz i przede wszystkim, uratować z jego obleśnych łap Lady Marrion. Podczas rozgrywki przyjdzie nam oczywiście też mierzyć się z jego tępymi żołdakami, mając do obrony jedynie nasz słynny łuk oraz umiejętności skakania i kucania, które w zależności od sytuacji trzeba sprytnie wykorzystać. Po drodze będziemy zbierać skarby, serduszka do uzupełniania życia oraz klucze, które będą otwierać nam kolejno przejścia do dalszych części zamkowych lochów. Sama w sobie, gra wbrew pozorom nie jest wcale długa i można ją ukończyć w miarę szybko, jednak należy pamiętać, że tytuł to klasyczna gra logiczno-zręcznościowa, więc i tutaj musimy jednak trochę pogłówkować, zanim nasz bohater dotrze do końca i odzyska swoją ukochaną. 




TROCHĘ HISTORII...


    Zanim jednak nasza Złota 4 trafiła na konsolę Pegasus, wcześniej była znana w USA użytkownikom komputerów Commodore 64 oraz Atari, jak również konsoli NES. Wersja na konsolę Pegasus różniła się od NES-owej, nie wiedzieć czemu dwoma tytułami, gdzie zamiast Treasure Island Dizzy i Linus Spacehead, zamontowano wyżej wspomniane Soccer Simulator i Go! Dizzy Go!. Pudełko jednak było skopiowane w 100% z wersji NES, do tego z małą wpadką, ponieważ  z tyłu pudełka nadal wspomniane były gry Treasure Island Dizzy i Linus Spacehead mimo, że na przodzie kartonika oraz etykiecie kartridża był już zupełnie nowy zestaw gier. Wprawne oko od razu zauważy i tym razem kolejny błąd ze strony producenta, bowiem  na przedniej okładce pudełka gry, zamiast Quattro Arcade 4 znajduje się tytuł Quattro Adventure 4, będący z kolei przynależny do zupełnie innej już kompilacji gier, niż znane nam Golden 4. Za sprowadzenie Złotej 4 do Polski odpowiedzialny był jak zwykle nieoceniony BobMark, który chcąc przetrwać na polskim rynku branży gier video, postanowił mocno zainwestować w gry na licencji od CodeMaster. W tym celu podpisał umowę z tajwańską firmą REALTEC, znaną bliżej nam jako BIC, którą była odpowiedzialna między innymi za produkcję gier od CodeMaster. Co ciekawe Złota 4 sprzedawana była w Polsce aż w trzech wariantach dystrybucji; luzem bez pudełka, w pudełku, oraz jako dodatek do konsoli Pegasus IQ-502. Na tle innych dyskietek dostępnych wówczas na konsolę Pegasus, kartridż Złotej 4 wyróżniał się mocno zaokrąglonymi rogami, oraz pięknym słoneczno-żółtym kolorem obudowy. Także wygrawerowane logo BIC na obudowie kartridża sugerował, że mamy do czynienia z nową i lepszą, niespotykaną wcześniej marką. Ten zupełnie nowy design szybko zyskał rzeszę wiernych fanów wśród nowych pokoleń lat 90-tych, które po dziś dzień miło wspominają tą składankę jako nierozłączną część swojego dzieciństwa. 

Kompletny zestaw Golden 4


    Warto wspomnieć, że obudowa z serii BIC znalazła również późniejsze zastosowanie przy pirackich dyskietkach na Pegasusa z przełomu lat 1997-200X. Tym razem jednak oprócz żółtej barwy tak typowej dla serii BIC, mieliśmy do dyspozycji całą gamę kolorów w odcieniu tęczy, a dla najbardziej wysublimowanych gustów wyjadaczy gier Pegasus, był także serwowany brokat na dokładkę. Niemniej zabrakło już markowego loga BIC na froncie obudowy, które też zbytnio by się kojarzyło z oryginalną serią gier od CodeMaster, niechybnie zwracając przy tym czujną uwagę organów prawa i ścigania.


    Na moje szczęście jednak, szybko odzyskałem swoją ukochaną składankę 168 in 1, a do Złotej 4 nigdy później już nie wróciłem, aż do teraz. Po pierwsze żaden z moich dobrych kolegów, nie miał jej w swoich zbiorach, a z sąsiadem piętro wyżej nie powiem żebym się specjalnie kolegował, gdyż wówczas był trochę ode mnie młodszy. Nigdy też nie prosiłem rodziców żeby mi kupili Złotą 4. Powód? Niespecjalnie rzuciła mnie w tamtym czasie na kolana, mając do dyspozycji dużo lepsze gry akcji na konsolę Pegasus, szybko zapomniałem, o tak słynnej dzisiaj Złotej 4. Dopiero w 2007 roku gdy powróciłem na nowo, w formie hobbystycznej do Pegasusa, dostałem swój egzemplarz wraz z całą siatą różnych dyskietek, od kolegi z innego miasta, za jedną, czy dwie butelki piwa marki Żywiec. Aż się łezka w oku kręci. (Gdy przypadkiem Daniel kiedyś natrafisz na ten artykuł, z pewnością rozpoznasz swój kartridż na zdjęciu, o tak charakterystycznie przetartej etykiecie! :) ).

PODSUMOWANIE GOLDEN 4

    Co tak naprawdę sądzę? Ano uważam, że jak najbardziej warto mieć w swojej kolekcji kompilacje gier od CodeMaster, zarówno Golden 4 jak i Golden 5, najlepiej całe i kompletne. Taki zestaw to świetne dopełnienie zbiorów każdego kolekcjonera, jako pielęgnacja ważnej części historii konsoli Pegasus. Same gry to perełki, które warto znać. Tak jak wspomniałem wcześniej, każda z gier posiada swój własny unikatowy klimat, dostosowując się do upodobań nawet najbardziej wybrednych wyjadaczy konsoli Pegasus. Nawet jak ktoś, nie jest szczególnym fanem gier od CodeMaster, to z pewnością nie będzie wybrzydzał, grając w składankę Quattro Arcade 4, niosącą ze sobą całą gamę pozytywnej energii lat 90-tych.

A wy jak dzisiaj wspominacie kultową Złotą 4 na konsolę Pegasus?

Dobrego dnia!

Keeper :-)




niedziela, 19 maja 2024

 SAMURAI ZOMBIE NATION - Czyli kultowa osobliwość konsoli Pegasus :)



    Mamy rok 1993. Któregoś wakacyjnego dnia wracam co sił do domu, dzierżąc w dłoni nowo zakupioną na targu grę Pegasus. Mając do wyboru szereg różnobarwnych dyskietek na co sobotnim straganie, mój czujny wzrok górskiego lamparta padł tym razem na krzyczący głośno do mojego jestestwa tylko jeden tytuł - Samurai Zombie Nation! Czy można było obojętnie przejść, obok zestawu tak dobrze współgrających że sobą słów? Nie wydaje mi się. Od razu więc z portmonetki zdobnej w logo Żółwi Ninja, wyjąłem całe 10 zł, które drżącą ręką podałem podejrzanie wąsatemu sprzedawcy z dalekiego wschodu. Wróciłem do domu i od razu odpaliłem dużo obiecującą mi grę, gdzie łypał na mnie z etykiety łysy typ na modłę Kodżaka, plujący na budynki mieszkalne promieniami lasera. Po bokach tej zjawiskowej grafiki zauważyłem również statki kosmiczne i obcego insektoida, więc co mogło i tym razem pójść nie tak, wydając szybkim gestem to marne 10 zł za które mogłem w zamian kupić Contre Force albo Ghostbusters 2 ? Włączyła się gra i zapadła cisza. Moim skołowanym oczom, ukazało się niczym senny koszmar, mroczne, wiejące grozą intro wprowadzające mnie w fabułę gry. Historia Samurai Zombie Nation zabrała mnie w podróż, aż do 1999 roku kiedy to na pustyni w Nevadzie rozbija się meteoryt, transportujący na Ziemię groźnego obcego znanego jako Darc Seed. Obcy nie czekając na miłe powitanie ziemian, natychmiastowo przemienia niemal całą populację Stanów Zjednoczonych w posłuszne jego rozkazom hordy zombie. Żeby tego było mało, swoją potężną mocą telekinezy, obcy zawładnął szeregiem śmiercionośnych maszyn i broni w tym słynnym samurajskim mieczem Shura. Dowiadując się o tym duch potężnego samuraja Namakubi, pod postacią wielkiej głowy nietrwożnie leci do Stanów Zjednoczonych by uratować ludzkość przed plagą zombie i odzyskać święty miecz wojowników z parszywych łap Darc Seed'a, posyłając go prosto do piekła.


Ten groźny typ, łypiący do nas z etykiety gry, to nie Kodżak, tylko 
słynny samuraj Namakubi :))


    Sama rozgrywka to nic innego jak klasyczna strzelanka w rzucie horyzontalnym, na modłę takich klasyków jak Macross, Gradius czy niezapomniany Life Force. Jako gracz cały czas sterujemy lecącym do przodu Namakubim, opluwając kulami ognia wrogie pojazdy, zombie i inne monstra, na które dodatkowo można zrzucić też ognisty wymiot. Namakubi potrafi niszczyć też budynki oraz różne struktury, ratując przy okazji zwykłych obywateli, za co dostaje dodatkowy upgrade siły ognia. Nasz osobliwy bohater posiada też pasek życia, składający się z ośmiu miniaturek głów Namakubi, widocznych w dole ekranu. Po 2-3 oberwanych ciosach, zamiast główki pojawia się czaszka, a gdy będzie ich osiem, nasz bohater przegrywa, a gra zostaje skończona. Pasek życia można naturalnie też odnawiać w trakcie rozgrywki, niszcząc budynki i inne struktury. Oprócz paska energii, gracz ma do dyspozycji również aż sześć kontynuacji, które powiększają się o jeden po każdym ukończonym etapie, kończąc maksymalnie na dziewięciu. Jakby tego jeszcze było nam mało, przed rozgrywką gracz dostaje opcję wyboru poziomu trudności gry - easy oraz hard, jak również możliwość rozpoczęcia przygody od dowolnej planszy. Naszym celem jest ukończenie wszystkich czterech etapów gry, które ostatecznie otworzą nam przejście do sekretnej piątej mapy, kończąc naszą rozgrywkę na finałowej walce z Darc Seedem włącznie.
    Graficznie tytuł prezentuje się zwykle w burych i granatowych barwach, co fenomenalnie oddaje klimat chylącego się ku upadkowi świata, dozując nam jednocześnie przez cała grę, od początku do końca potęgujące uczucie niepokoju oraz grozy. Sam projekt głównego bohatera może wydawać się, aż nadto groteskowy, jednak jako strzelanka, gra sprawdza się wyśmienicie, wciągając miłośników gatunku na długie godziny dobrej zabawy.


    Warto wspomnieć, że gra ukazała się po raz pierwszy na rynku japońskim w 1990 roku, różniąc się kilkoma znaczącymi szczegółami od bliżej znanej fanom Pegasusa, wersji amerykańskiej. Zamiast głowy samuraja Namakubi, występuje ogromna maska Tengu, bóstwa wojowników Ninja, a gracz musi zdobyć zdolność plucia ogniem, podczas gdy w wersji amerykańskiej zdolność ta występuje od razu. Ostateczny boss Darc Seed, pierwotnie nosił miano Eva. Inne różnice polegają na dużych zmianach graficznych oraz designu jednego z bossów pod postacią Statuy Wolności.



    Samurai Zombi Nation to dla mnie już klasyka, za dzieciaka produkcja wydawała mi się mroczna, niepokojąca i napawająca mnie grozą. Świat pogrążony w chaosie i rozpaczy to w świecie gier norma, ale bohater o kształcie ogromnej szpetnej głowy to już unikat na skalę światową i nie sposób o nim zapomnieć, a już na pewno przejść obok niego obojętnie!
A wy jak wspominacie lot samuraja Namakubi, po zwycięstwo i wolność dla świata? :))

Dobrego dnia!

Keeper :)