Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mortal kombat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mortal kombat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2026

    MORTAL KOMBAT II PRO 
    Czyli debiut Mortal Kombat na konsoli Pegasus!




    Tak, tak, za nami dwa obszerne wpisy o kultowych mordobiciach MK II i MK III, przyszedł więc w końcu czas aby zmierzyć się i z pierwszą częścią Mortala na konsolę Pegasus. Pewnie od razu zadacie pytanie, czemu wybrałem opis pierwszej odsłony gry Mortal Kombat na sam koniec?  Pierwsza część pamiętnej bijatyki znanej z salonów gier, która wylądowała później jako piracki port na konsoli Pegasus, to tytuł nietuzinkowy i chociaż wart jest jak najbardziej rozpatrzenia, to nie ustrzegł się jednak bolesnych wad, które mocno biją każdego fana Mortal Kombat po jajach, niczym sam Johnny Cage. Tytuł wobec którego miałem duże oczekiwania, trochę mnie jednak zawiódł, więc wolałem wyłożyć go prawym podbródkowym na zakończenie, aby nikogo nie zniechęcać do późniejszych części 8-bitowego Mortala. A więc do rzeczy.




    Tak jak w przypadku MK II Special, pierwsza część naszej ujmującej bijatyki została wydana za sprawą kooperacji Hummer Team i J.Y. Company w 1994 roku.

    Chociaż na ekranie tytułowym gry już na samym wstępie wita nas logo Mortal Kombat II, to jednak jest to oczywiście nadal nielicencjonowany port części pierwszej. W przypadku pirackich gier na konsolę Pegasus lub NES był to bardzo częsty wymóg, aby części pierwsze wydawać jako drugie, bądź też trzecie, jako formę sprzedaży kontynuacji serii gier z innych platform. Taki proceder miał na celu po prostu zachęcić potencjalnych nabywców do kupna rzekomo najnowszych części popularnych wówczas tytułów. Prawda, że sprytne? A jakie cwane! :)) 


    Chociaż Mortal Kombat II PRO jest bardzo wiernym portem oryginalnej wersji, to jednak, niektóre elementy zostały zredukowane, bądź też całkowicie usunięte. Szybkim przykładem, może być tutaj brak krwi przy uderzeniach oponenta po japie, jak również rezygnacja z możliwości wykonania Fatality na przeciwniku. Tak jak w przypadku późniejszych portów Mortala, ciosy specjalne nadal są dostępne, jednak w przeciwieństwie do MK II Special i MK III, postać Sub-Zero nie potrafi zamrażać przeciwników. Nasz niebesk0-czarny ninja co prawda wystrzeliwuje jakiś tam niebieski pocisk, ale działa on po prostu tyle, co zwykły fireball Liu Kanga. Tak jak w późniejszych kontynuacjach, również i tutaj Scorpion nadal nie dostał swojego harpuna na linie, który działa jako kolejny z rzędu nudny fireball. Postać Goro została zredukowana do śmiesznie małych gabarytów, jednak dla niektórych fanów 8-bitowego Mortal Kombat, wydaje się on przez to jeszcze bardziej przerażający, niczym pająkowaty mutant rodem z horroru! :)) Warto zamonitować, że brakuje również ukrytego zawodnika w postaci zielonego ninja o ksywie Reptile, którego w oryginalnym Mortal Kombat dało się odblokować do grywalnej postaci. 

    Niewątpliwą zaletą gry jest natomiast dodatkowa opcja, w której możemy ustawić poziom trudności naszego turnieju. W zależności od tego współczynnika, przejście gry z odpowiednim zakończeniem jest możliwe tylko na najwyższych poziomach trudności. Warto dodać, że do głównych zalet jakie oferuje ten tytuł, można śmiało też zaliczyć szczegółową grafikę, w miarę płynną animację, dynamiczną rozgrywkę, oraz animowane tło w postaci klaszczących mnichów na arenie Shang-Tsunga, czy sunących po nocnym niebie granatowych chmur, co według mnie jest jak wisienka na torcie jeśli chodzi o standard tego typu bijatyk na konsolę Pegasus. 


    Sam sposób wykonania ciosów specjalnych różni się względem późniejszych odsłon serii, gdzie sekwencje ruchów były niemal dla każdego zawodnika takie same, przez co uproszczone i łatwe do zapamiętania. Natomiast w MK II PRO każdy zawodnik otrzymał własną i unikalną sekwencję wykonywania ruchów specjalnych, co bardziej go przybliża pod tym względem do oryginalnej wersji Mortal Kombat, ale o tym za chwilę.




ZAWODNICY MK II PRO




    Mortal Kombat II PRO oferuje nam do wyboru siedmiu oryginalnych, znanych i lubianych zawodników takich jak Rayden, Liu Kang, Sonya Blade, Johnny Cage, Sub-Zero, Scorpion, Kano, oraz dodatkowo dwóch kolejnych w postaci Goro i Shang-Tsunga, którzy w oryginalnej wersji gry w ogóle nie występują jako grywalne postacie. Ponadto z niewiadomych powodów Shang-Tsung został przemianowany na Skang-Tsung, co też zryło mi banie na ostro, powodując niekontrolowaną falę dzikiego śmiechu xD

Scorpion vs Skang-Tsung
Brechtam potężnie! :))



CIOSY SPECJALNE

    Tak jak wspomniałem wyżej, każdy z zawodników operuje w ciosy specjalne, bez których Mortal Kombat nie byłby tym czy jest. Nie jestem do końca zachwycony jakością specjalów w MK II PRO, większość z nich wydaje się toporna i niezbyt miła wizualnie dla oka, ale jak na debiut pierwszego portu Mortal Kombat od Hummer Team, myślę, że i tak nie ma co narzekać. Za młodu już sama możliwość sklepania koledze miski w turnieju Mortal Kombat na konsoli Pegasus robiła nieliche wrażenie i nikt tak naprawdę nie zwracał uwagi na to, że Scorpion strzela kulą ognia, a Sub-Zero nikogo nie zamraża. Pozwólcie więc, że przedstawię wam po tym przydługim wstępie, ciosy specjalnie dla zawodników Mortal Kombat II PRO.



RAYDEN:

Pocisk błyskawicy - lewo, prawo + A
Torpeda - dół, góra + A
Turbo kopnięcie okrężne - B, B, B, B, B





LIU KANG:

Ognista kula - dół, prawo + A
Latające kopnięcie smoka - prawo, dół + A
Turbo kopnięcie okrężne - dół, prawo + B





SONYA:

Pierścienie energii - dół, prawo + A
Latająca pięść - lewo, prawo +  A
Turbo kopnięcie obrotowe - lewo, prawo + B





JOHNNY CAGE:

Pocisk energii - prawo, dół + A
Fantomowe kopnięcie - lewo, prawo + A
Turbo kopnięcie okrężne - A, A, A, A, A





SUB-ZERO:

Lodowy pocisk - dół, prawo + A
Ślizg - prawo, dół + A
Turbo cios sierpowy - dół, lewo + B





SCORPION:

Kula ognia - dół, prawo + A
Ślizg - dół, góra + A
Turbo cios sierpowy - lewo, prawo + A

 



KANO:

Rzut nożem - dół, prawo + A
Latające kopnięcie - dół, góra + B
Turbo kopniak obrotowy - lewo, prawo + A





GORO:

Ognisty pocisk - lewo, prawo + A






SHANG-TSUNG:

Pocisk energii - lewo, prawo + A 
(przed wykonanie ataku, Shang-Tsung transformuje się
w losowo wybranego zawodnika i wystrzeliwuje pocisk przypisany dla dalej postaci)
Transformacja - Shang-Tsung samoistnie przemienia się co parę sekund w losowo wybranego zawodnika.


    Oprócz klasycznych ciosów specjalnych, każdy zawodnik dysponuje atakiem defensywnym w formie przerzutu przeciwnikiem. Aby tego dokonać należy być w zwarciu i wklepać komendę:

Prawo + A

FIGHT!




TROCHĘ HISTORII


                               

    Akcja gry toczy się w Ziemskim królestwie, gdzie na tajemniczej wyspie, odbywa się mroczny turniej sztuk walki zwany Mortal Kombat. 500 lat temu na Ziemię został zesłany zły czarnoksiężnik Shang-Tsung, który z mocy samego Imperatora królestwa Zaświatów miał za zadnie poprowadzić turniej do wygranej, na korzyść Cesarza. Przy pomocy potwornego Goro, pozostaje niepokonany, wygrywając dziewięć turniejów Mortal Kombat pod rząd. Jeśli wygra raz jeszcze, Cesarz Zaświatów przejmie absolutną władzę i zniewoli Ziemskie królestwo na wieki. Aby temu zapobiec, nowe pokolenie wojowników musi rzucić wyzwanie Goro i ostatecznie pokonać Shang-Tsunga w turnieju Mortal Kombat.



Czarnoksiężnik Shang-Tsung dogląda ze swojego
tronu wyników turnieju.


INNA WERSJA MK I NA PEGASUSA





    Do innych ciekawszych portów Mortal Kombat I na konsolę Pegasus należy też wersja Mortal Kombat III Turbo. Właściwie nie różni się niczym specjalnym od MK II PRO poza tym, że oprócz 9 podstawowych zawodników posiada jeszcze 9 dodatkowych klonów tych samych postaci. Inne różnice polegają na tym, że niektóre klony różnią się od siebie kolorem ubrania, gdzie np. jedna z wersji Soni posiada różowy strój zamiast zielonego, co wygląda nawet ciekawie jako urozmaicenie wyglądu bohaterów. Czasami różnią się też kolory tła lokacji np. na arenie z mostem, niebo generuje się na szary kolor, zamiast czarnego. Jeszcze inna różnica względem MK II PRO to ekran tytułowy gry, opisany po prostu jako Mortal Kombat III. 

Tym razem Sonya Blade zakładając różowy outfit
 pomyliła w swoim grafiku zajęcia Fitness z turniejem MK :)

    Właściwie mógłbym o tym zrobić osobny wpis, ale po co, skoro i tak bym musiał powielić jeszcze raz znaczną część informacji z powyższego już artykułu o MK II PRO i zrobić klona :) 




MOJE ODCZUCIA



    Początkowo myślałem, że zjadę ten tytuł od góry do dołu, ale o dziwo im dłużej zagłębiam się w MK II PRO tym bardziej mi się podoba. Są pewne minusy, które chcąc nie chcąc, rzucają cień na to wydanie, ale taki już urok gry MK II PRO. Sam tytuł jednak jest bardzo grywalny, a grafika ładna i szczegółowa. Jako 8-bitowy port sprawdza się całkiem nieźle. Może za dużo oczekuje od systemu, który pewnych rzeczy udźwignąć po prostu nie może, do tego zapominając, że mam do czynienia tak naprawdę z piracką wersją gry Mortal Kombat, zaprojektowanej przez fanów dla fanów. Grało mi się przez ostatni tydzień w tego Mortala naprawdę nieźle i myślę, że jeszcze nie raz na turniej powrócę, by ponownie położyć Skang-Tsunga na łopatki i ocalić Królestwo Ziemskie przed tyranią Cesarza Zaświatów! :))



A wy jak wspominacie turniej Mortal Kombat II PRO na konsolę Pegasus? 

Jeszcze raz..

TEST YOUR MIGHT!

Keeper :)


DODATEK 
GALERIA KOLEKCJONERÓW:

    Poniżej chciałbym zaprezentować inne wersje dyskietek wydanych przez Hummer Team z grami Mortal Kombat II PRO i MK III TURBO:

  1).  Piękny niebieski kartridż nadesłany przez Macieja z bardzo popularnej z resztą w sieci strony https://pegasus-online.pl/ na której można bez problemu pograć online we wszystkie gry na konsolę Pegasus, które pamiętacie i znacie. Gorąco zapraszam po kawał nostalgii! :)
Kartridż robi nieliche wrażenie. Myślę, że wielu kolekcjonerów marzy o takim właśnie wydaniu tuż przed zaśnięciem! :))




2).  Ten zjawiskowy żółty kartridż, nadesłał Łukasz z kanału https://www.youtube.com/@jCrapowa_Retrocenzja który jest poświęcony recenzjom unikatowych gier na konsolę Pegasus. Jeśli nie znacie, serdecznie zapraszam!


       Wspaniałe wydanie ze starych dobry dni kiedy ryneczki pęczniały od gierek na Pegasusa. Wydanie bardzo popularne zwłaszcza na Litwie. Nie wiem jak wy, ale ja bardzo bym chciał mieć taki okaz w swojej kolekcji :) 

  3).  Kolejne wydanie MK III TURBO w klasyczną obudowę typu ''prążki''. Zdjęcie pochodzi z aukcji Ebay i niestety nie wiem kto jest obecnie właścicielem tego carta, ale wygląda super więc zamieszczam:


    Jeżeli macie chęć przyślijcie mi swoje zdjęcia gier Mortal Kombat na maila valgorth2@gmail.com - chętnie je zamieszczę ku pamięci na moim blogu :)

To na razie tyle moi mili. Trzymajcie się od następnego!

Hej! :)

niedziela, 4 sierpnia 2024

 Dunkin Shockys!

 Czyli klasyczna gra w kości, dzieciaków lat 90-tych :)




    Każdy kto wychował się w latach 90-tych, na pewno miło wspomina ten moment rozkwitu wspaniałości, w którym dane nam było kolekcjonować wszelakie kapsle, tazosy, naklejki oraz figurki dostępne w sklepach spożywczych, jako miły dodatek do gum balonowych i chipsów. Myślę, że zaraz po kapslach Dunkin Caps, oraz tazo Star Wars, jedynym z najważniejszych tego typu fantów sklepu spożywczego, były bez wątpienia figurki Dunkin Shockys, obok których nie dało się po prostu przejść obojętnie.


    Aby przybliżyć wam ten temat, musimy cofnąć się do roku 1995, kiedy to w ostatni tydzień przed letnimi wakacjami, wracając ze szkoły wstąpiłem do miejscowego spożywczaka z zamiarem zakupu kolejnej Kinder Niespodzianki. Mój wzrok spoczął jednak, tym razem nie na czekoladowych jajkach, a na plastikowy koszyk przy ladzie, wypełniony całą gamą różnobarwnych figurek oraz gum balonowych firmy Dunkin. Lotem błyskawicy, od razu zakupiłem kilka sztuk, szybko zapominając o Kinder Ubarashum. Z początku myślałem, że to po prostu kolejne figurki do zbierania, jednak miła pani ekspedientka wręczyła mi przy kasie również gratis w postaci broszurowego katalogu, zatytułowanego krzykliwym logo Dunkin Shockys! Z broszury oprócz zestawienia wszystkich wzorów i nazw figurek, dowiedziałem się również, że figurki mogą stanowić element różnorodnych gier towarzyskich, wywodzących się od wiekowej już gry w kości. Na odwrocie tego miłego dla oka katalogu, można było znaleźć instrukcje, wyjaśniające nam zasady poszczególnych gier, w których skład mogły wchodzić gra w zbijanego, kręgle, wrzut do pudełka lub po prostu klasyczna gra w kości, na modłę rozrywki rzymskich legionistów.



     Jako, że nigdy nie lubiłem gier polegających na rywalizacji, postanowiłem wspaniałomyślnie kolekcjonować owe osobliwe i groteskowe z wyglądu figurki, które wówczas bardzo trafiły do mojego, żądnych dziwactw jestestwa.
Z powodu niewielkiego kosztu figurek, szybko udało mi się uzbierać prawie cały komplet, poza najbardziej rozchwytywanym w serii Smokiem, którego podarował mi po jakimś czasie mój ziomek z osiedla, Tomasz.


    Całość serii stanowiło aż 24 figurki, z pośród których największy prym wiodły takie postacie jak Czterooki, Ananas, T-Down oraz wspomniany wyżej już, Smok. Figurki doczekały się również drugiej edycji, jednak z powodu nieciekawych wizualnie wzorów i niskiej jakości tworzywa, nie odniosły one tak wielkiej popularności jak pierwsza i jedyna słuszna seria Dunkin Shockys.
Dzisiaj pewnie pamiętają o tej serii już tylko nieliczni entuzjaści lat 90-tych, ale myślę, że znajdzie się tu trochę retro-maniaków, którzy tak jak ja, wciąż mają w szufladzie skitrany komplet tych wielobarwnych cudaków z odmętów lat swojego dzieciństwa 😉😉😉

Nieciekawe wizualnie Dunkin Shockys z drugiej edycji. 

Jedyne słuszne Dunkin Shockys z pierwszej edycji! :)

    A wy jak wspominacie figurki Dunkin Shockys? Mieliście, zbieraliście, a może was kompletnie ominęły? :)
Napiszcie w komentarzach które z powyższych figurek były wasze ulubione! 😀👍

Dobrego dnia!

Keeper :)



niedziela, 11 czerwca 2023

UWAGA OGŁOSZENIE!
MÓJ NOWY BLOG: ''WARSZTAT KEEPERA'' :)


    Chciałbym wam wszystkim przedstawić mój nowy blogowy projekt pt. Warsztat Keepera, w którym będę rejestrował tworzone przeze mnie różnorodne modelarskie rękodzieła, naprawy oraz customy - czyli własnoręcznie sklecone figurki, które nigdy nie trafiły do masowej produkcji znanych marek.
Na pierwszy ogień postanowiłem wrzucić do powszechnej opinii figurkę Ermaca, znanego z serii gier Mortal Kombat, czerwonego ninje.

Własnoręcznie sklecony przeze mnie Ermac :)

   Link poniżej zaprowadzi was do pełnego artykułu, znajdującego się już na moim nowym blogu, gdzie zobaczycie przebieg tworzenia tej figurki, jak i również będziecie mogli dowiedzieć się czegoś na temat samej postaci Ermaca ->


Mile widziane komentarze oraz opinie. Mam nadzieję, że mój czerwony ninja przypadnie wam do gustu :)

Oczywiście Rolki Wspomnień nie odpuszczę i nadal będę tu publikował. by cieszyć się razem z wami wspomnieniami naszego dzieciństwa :) Warsztat Keepera to po prostu kolejny z moich projektów i pomysłów na hobby ;)

A więc.. Niech rozpocznie się turniej Mortal Kombat!


ERMAC KONTRA MILENA


Dobrego dnia! 

Keeper :-)



czwartek, 27 czerwca 2019

MAŁE PRZYJEMNOŚCI CZĘŚĆ 4: Niezapomniane Kapsle Dunkin Caps! :) 






Uczęszczając na lekcje w czynnej służbie ucznia szkoły podstawowej, często gęsto doświadczaliśmy nieodpartej pokusy aby zdusić w zarodku tego bezlitośnie napastującego nas frazeologicznego gada w postaci wielopoziomowej, bezkresno-pandemicznej nudy, która w niewybaczalny sposób atakowała nas zwykle podczas arcy-ciekawych zajęć z budowy układu pokarmowego ślimaka czy też karkołomnych twierdzeń samego mistrza Pitagorasa, że nie wspomnę już o tak ważnego dla naszego życia, jak i samej przyszłości, wykucia na blachę całej tablicy Mendelejewa. Aby więc zapobiec połknięciu kilku małych much, tudzież paru komarów podczas ziewania na wszystkie strony otwartą paszczą, której mógłby pozazdrość nawet spielbergowski żarłacz ludojad, posiłkowaliśmy się na prędce bardzo popularnymi wówczas tzw. ''grami bez prądu'' w których skład wchodziły tak zacne tytuły jak gra w ''Statki'', ''Kółko i krzyżyk'' a nawet ''Piłkarzyki'' których pełna brawurowej akcji, 60 min rozgrywka odbywała się najczęściej na wygrodzonej z zeszytu kartce w kratkę, pod blatem szkolnej ławki, ozdobionej szeroką paletą wielobarwnej gamy stalaktyto-stalagmitów, jak również stalagnatów w postaci skamieniałych, kilkuletnich gum do żucia. Jednak to co najbardziej zapamiętałem z pośród wszystkich szkolno-papierowych gier i zabaw to wyraźny odgłos tłoczących się kapsli, odbijających się echem gdzieś pośród przepastnych głębin szkolnych korytarzy i oczywiście naturalnie rzecz biorąc, nie mam tu na myśli oflagowanych kapsli od piwa, archaicznego''Wyścigu Pokoju'' prosto z odmętów PRL-u. 
Cofnijmy się na krótki moment ponownie do tak często wspominanego przeze mnie, a jakże pamiętnego roku 1995, kiedy to szukając w sklepie spożywczym gum balonowych z naklejkami z serii Batman Forever, natknąłem się na absolutnie nowe wydanie balonówek, zapakowanych w ładny, aż szczypiący po oczach, świdrująco-różowy papierek pt. Dunkin Caps, które tym razem zamiast klasycznych kolorowych naklejek uraczyły nas zupełnie świeżym i zakasującym dodatkiem w postaci tekturowych, wielobarwnych kapsli o zjawiskowych wzorach na modłę kultowych japońskich bajek ze stacji Polonia 1.

 

Początkowo myślałem, że kapsle, tak jak to miało miejsce w przypadku naklejek, służyły tylko i wyłącznie do kolekcjonowania, jednak wyobraźcie sobie jakie było moje wielkie zdziwienie, gdy zobaczyłem na szkolnej przerwie grupkę starszych chłopaków używających żetonów Dunkin do jakiejś bliżej mi nieokreślonej, osobliwej gry, w trakcie której budowali z kapsli wieżę, by po chwili rozbić ją grubym krążkiem wykonanym z tworzywa lub metalu, rozsypując wszystkie żetony gdzie popadanie. Pomimo mojej chorobliwej ciekawości, do siódmoklasistów nie śmiałem jednak podejść i zapytać ni z gruszki, ni z pietruszki, zimnym głosem Clinta Eastwooda:''o co tu do diabła chodzi?!'', obawiając się, zrabowania moich Dunkinów, co by pewnie też bez skrupułów uczynili, ale niedługo po tym, będąc w sklepie spożywczym po nową dawkę trucizny z formie gum do żucia, Chio Chipsów, jak też oranżadki w proszku, podsłyszałem jak patykowaty akwizytor zapalczywie tłumaczył grupce małolatów zasady gry kapslami Dunkin, jednocześnie robiąc maślane oczy do pryszczatej ekspedientki, która znudzona spoglądał gdzieś w dal mętnym wzorkiem dyskotekowej labadziary. Chociaż ta fenomenalna seria malowniczych kapsli doczekała się liczącej sobie aż 3 edycje, szerokiej gamy  randomowych wzorów w stylu japońskiego anime, cieszących się ponadto nie byle jakim powodzeniem, to jednak prawdziwy szkolno-podwórkowy Sajgon rozpętał się dopiero wtedy, gdy firma Dunkin wspięła się na wyżyny swych możliwości, wprowadzając na rynek kolejną edycję całkowicie nowych żetonów, jednak tym razem wspaniałomyślnie projektując nowe graficzne wzory na podstawie kultowej i nieśmiertelnej serii gier video, Mortal Kombat. 


Miłym dodatkiem do najnowszej edycji Dunkina były również już gotowe do rozgrywki, świeżuteńkie ''Slammery'' czyli potocznie mówiąc zbijaki w formie krążka, służące w praktyce do rozbijania kapsli, wykonane z lekkiego, aczkolwiek twardego tworzywa o czarnym zabarwieniu, ozdobione błyszczącym logiem smoka lub podobiznami samych bohaterów gry. Jak się szybko jednak okazało, cała to kapslowo-podwórkowa ekscytacja nie zamierzała się tylko i wyłącznie na tym skończyć, bowiem czujne oczy wielu konkurencyjnych firm, dławiąc się, z resztą co prawda, wcale nie najmniejszym sukcesem kapsli Dunkin, szybko podłapały temat, wypuszczając na rynek swoje własne żetony dodawane do chipsów, lizaków lub gum do żucia w postaci Tazo Star Wars, Space Jam Tazo Caps, Chupa Caps czy nawet w późniejszym okresie, słynne Pokemon Tazo. 

Pomimo, że rywalizujące z Dunkinami markowe produkty Tazo były wykonane z niesłychanie dobrej jakości tworzywa oraz wzbogacone świeżym, nowatorskim pomysłem to jednak bezapelacyjnie największym sentymentem wciąż darzę klasyczne, tekturowe kapsle, które dały początek temu bezkresnemu masowemu szaleństwu, tworząc nowy wymiar, a jakże niebanalnej rozrywki na spędzenie wolnej, bezprecedensowej chwili, pełnej soczystej radości. Dla mnie kapsle Dunkin Caps to jeden z ważniejszych synonimów mojego dzieciństwa i gdybym dzisiaj ponownie miał tą wyjątkową sposobność rozegrania szybkiej partyjki tekturowymi Dunkinami, z pewnością nie zawahałbym się przyjąć wyzwania nawet od samych arcy-mistrzów tej kapslowej gorączki sobotniej nocy! ;)
A wy jak wspominacie szaleństwo Dunkin Caps podczas szkolnych przerw pamiętnych lat 90-tych? 

Miłego dnia! 

Keeper


czwartek, 1 grudnia 2016


  MASZYNY Z DUSZĄ CZYLI AUTOMATY DO GIER.





Dzisiejszy świat polega na tym, że wszystko co chcemy możemy mieć bez problemu. Nawet nie musimy wychodzić z domu żeby coś kupić. Żyjemy w świecie internetu, w którym dużą rolę spełniają sklepy online oferujące nam wszystko co znajduje się w super-marketach. Wystarczy parę kliknięć w komputerze i wnet nasze zamówienie pojawia się u progu naszych drzwi, dostarczone przez listonosza lub kuriera. Pełen luksus! Ale nie zawsze tak było. Jako dziecko, oglądając zagraniczne reklamy, mogłem jedynie sobie pomarzyć o wszystkich tych wspaniałych zabawkach, wymyślnych słodyczach oraz niesamowitych konsolach do gier video. No właśnie, gry video. Dla młodego człowieka była to wtedy bardzo ważna rzecz. Z resztą do dzisiaj gry cieszą się taką samą popularnością jak w latach 80 i 90. Nic się nie zmieniło, po za jednym. Dzisiaj wszystkie gry są łatwo dostępne, nie są może tanie ale jeżeli mamy pieniądze po prostu idziemy do sklepu i kupujemy, bądź zamawiamy przez internet. Jako młody człowiek żyłem w zupełnie innym świecie. Co prawda mieliśmy dostępne komputery PC, Amiga lub Commodore 64. Dostawaliśmy je pod pretekstem, że niby się przydadzą do nauki a tak naprawdę myślami byliśmy przy grach. Jednak nie tak łatwo można było je dostać, trzeba było się nachodzić po giełdach i nakombinować żeby kupić coś konkretnego. Rodzice też nie byli chętni do kupowania nowych tytułów, zwłaszcza jak wracali ze szkolnej wywiadówki, gdzie dowiedzieli się o kilku pałach i uwagach ;D Na początku lat 90 pojawiła się znamienna konsola do gier video PEGASUS, dzisiaj znana jako piracki NES / Famicom od firmy Nintendo. Konsola obfitowała między innymi w takie tytuły jak Super Mario Bros, Contra, Tetris, Ninja Turtles oraz Castlevania. Gier było multum, kosztowały niedużo i były stosunkowo łatwo dostępne, jeśli wiedziało się gdzie szukać. Przeważnie sprowadzali je Rosjanie, którzy wystawiali się na ryneczkach i giełdach.

Szeroki wybór gier na ryneczku ;)

Gry na Pegasusa można było też kupić w sklepach z elektroniką, gdzie zaufany sprzedawca zawsze dla nas trzymał lepsze tytuły pod ladą ;) Jednak gdy u nas królował Pegasus, w tym samym czasie na zachodzie reklamowali gry 16-bitowe, które były obsługiwane przez konsole SNES i Sega Mega Drive. Cechowały je lepsza jakość, grafika, dźwięk i płynność. Pegasusowe 8-bitówki wypadały blado przy grach nowej generacji. Znowu pojawił się problem; konsole nie były na każdą kieszeń a ich dostępność w Polsce była znikoma. Niespodziewanie wielkim hitem stały się automaty do gier video, które wyrastały jak grzyby po deszczu w każdej knajpie. Można było też spotkać specjalne salony z automatami w postaci namiotów lub wagonów, które były wręcz oblegane na koloniach i wczasach. Salon z maszynami do gier był obowiązkowym punktem do zaliczenia w każde wakacje. Ja osobiście grałem na automatach gdziekolwiek je tylko spotkałem. Nie marnowałem żadnej okazji, zależało mi żeby pograć chociaż 5 minut. Nie posiadałem dużo gier w domu i była to dla mnie świetna alternatywa żeby pograć w gry, które widziałem na zagranicznych reklamach i chociaż w części zrealizować swoje marzenia. Do dzisiaj wspominam małą knajpkę z zapiekankami, która zaopatrzona była w kilka automatów do gier stojącymi pod ścianą. To znamienne miejsce było położone tuż pod szkołą Podstawową. Była to bardzo dobra kwatera do spędzenia czasu na dużej przerwie lub wagarach; podobno najciemniej pod latarnią ;) Pamiętam, że można było tam pograć w Primal Rage oraz w ClayFighter.


Dzięki dostępność tak dużej ilości automatów do gier prawie w każdym miejscu, mogliśmy pograć w mnóstwo świetnych tytułów. Pamiętam, że bardzo często oblegałem automaty z grami Golden Axe, Teenage Mutant Ninja Turtles, Cadillacs and Dinosaurs, Mortal Kombat, Double Dragon oraz Final Fight. Po prostu musiałem zagrać, gdy widziałem któryś z tych tytułów. Wiedziałem, że w domu nie będę miał szansy pograć. Wspomnienia były później bezcenne. A były to czasy kiedy jeszcze nie było emulatorów konsol na PC, z resztą nawet jeśli mielibyśmy do nich dostęp to i tak nie mogły się równać z klimatem i radością z grania jakie dawały automaty do gier. Co prawda poziom trudności gier był mocno wywindowany w górę, aby gracze szybko przegrywali i kupowali kolejne żetony. Biznes musiał się kręcić. Jednak mnie ani innych graczy nigdy ten proceder nie zniechęcił do grania. Niektórzy szybko dochodzili do wprawy grając po kilka godzin dziennie, a bardziej cwani gracze oszukiwali, wrzucając żeton do którego przymocowana była żyłka. Mogli w ten sposób grać przez wiele godzin na jednym żetonie, o ile właściciel lokalu nie spostrzegł co się dzieje. Po dziś dzień trzymam taki żeton, na pamiątkę tych cudownych chwil.






Miło wspominam czas, który spędziłem grając na automatach. To właśnie tam odkryłem po raz pierwszy Mortal Kombat i wiele innych tytułów. Wielu ludzi uzna ten czas za zmarnowany, bo co można powiedzieć o sterczeniu pod automatem i wpatrywaniu się w ekran. Dla mnie były to magiczne chwile, podczas których rozwijałem swoją wyobraźnie i nie żałuje ani jednej minuty spędzonej w salonie gier. Czas jednak szedł do przodu i moje stare ulubione gry zastępowały maszyny z grami nowej generacji, które mnie już tak bardzo nie ruszały. Gdzieniegdzie można było jeszcze spotkać niedobitki starych maszyn z klasycznymi grami. Jednak wiedziałem, że ich czas nadszedł i niedługo całkowicie znikną. Po pewnym czasie wszystkie automaty do gier przestały być dochodowe. Gdy pojawiły się domowe konsole z grami nowej generacji, ludzie szybko zapomnieli o automatach stojącymi gdzieś w spelunach czy w obskurnym namiocie w Lunaparku. Zaczęto inwestować w domowy sprzęt, który okazał się być bardziej opłacalny i wygodny. Nie ma co się czarować, większość graczy już by nie chciało dzisiaj sterczeć pod maszyną w jakimś publicznym miejscu, skoro można sobie wygodnie usiąść we własnym fotelu i w spokoju zagrać, bez tłumu gapiów dookoła. Chociaż, ostatnio odkryłem, że do sieci kin Cinema City zaczęli wprowadzać ''Game Roomy'' z automatami do gier. Przeważnie są to tylko nowsze bijatyki oraz wyścigi, ale ważne, że jest cokolwiek. Fajnie, że są ludzie, którzy dbają o to, by stare dobre czasy nie poszły całkowicie w zapomnienie. Tak jak napisałem wyżej, większość ludzi uzna to już za przeżytek nie warty uwagi, ale są osoby, które miło ten czas wspominają. Nie było to samolubne granie w swoich czterech kątach, odgrodzone od reszty świata. Oprócz samych automatów i gier, było to też przede wszystkim wyjście z domu i spotkanie się z innymi ludźmi. Przeważnie grało się razem z kolegą lub koleżanką, a czasami dołączył się do nas zupełnie ktoś obcy. Taki rodzaj rozrywki zrzeszał ludzi i pozwalał wspólnie przeżywać te chwile.

Nieodłączny element każdej knajpy lat 90 :)
Jedną z zalet tych maszyn była kolorystyka obudowy. Automaty były barwne i przyciągały wzrok. Na bocznej stronie najczęściej były starannie wykonane grafiki, przedstawiające postacie występujące w grach. Od przodu oprócz podświetlanego loga, było mnóstwo kolorowych rysunków i napisów dotyczących danej gry. Wszystkie te ozdobniki były bardzo efektowne i pozwalały wczuć się w klimat gry, zanim jeszcze wrzuciliśmy żeton do automatu. Pamiętam jak sam oglądałem z pasją każdy element maszyny, szukając na niej różnych szczegółów i smaczków dotyczących samej gry. W przypadku automatu z grą Mortal Kombat były to wszechobecne smoki na obudowie. Jeśli jednak trafiliśmy na automat z grą sportową, taką jak NBM Jam to mogliśmy się spodziewać sprytnie rozrysowanego boiska do koszykówki w miejscu gałki sterowniczej i przycisków. Można powiedzieć, że każda gra miała swoją własną dużą obudowę, która ją odpowiednio ozdabiała i reklamowała. Automaty do gier były zaprojektowane tak, żeby przyciągały uwagę wszystkich ludzi i myślę, że świetnie spełniały swoją rolę w tym zakresie..

Klasyczny automat z grą Mortal Kombat jaki pamiętam...
Maszyny z grami będą przeze mnie zapamiętane, jako jedne z lepszych rozrywek tamtych dni. Szukałem ich wzrokiem w każdym Wesołym Miasteczku. Nie były to bezduszne i tandetne automaty. Te zbudowane z drewna i metalu monstra miały w sobie to coś. Podchodziłem do nich za każdym razem, obojętnie czy miałem żetony czy nie. Przemawiały do mnie niczym żywe istoty i zachęcały do grania. Była to dziwna więź między człowiekiem z krwi i kości a automatem, w którym układy scalone rozgrzane były niczym gorące serce. Brzmi to może trochę abstrakcyjnie, ale myślę, że były to po prostu maszyny z duszą.

Pozdrawiam!

Keeper :)


PS Poniżej mini galeria wybranych automatów przy których spędzałem czas ;)