Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gumy balonowe Donald. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gumy balonowe Donald. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2016

MAŁE PRZYJEMNOŚCI






To czego mi brakuje w dzisiejszych sklepach to takich fajnych, małych i klimatycznych drobiazgów. Nie zrozumcie mnie źle, bo obecne sklepy są wypchane towarem po sam sufit, ale brakuje tu różności, na których widok świeciłyby nam się oczy. Dzisiejsze dzieci inaczej to odbierają niż dorośli bo wychowują się zupełnie wśród innych rzeczy niż my kiedyś i akurat dla nich to co znajduje się w sklepach jest magiczne. Dla mnie niestety jest to pozbawione  już sentymentu. Robiąc zakupy w osiedlowych sklepach spożywczych spoglądam tęsknym wzrokiem na półki w nadziei, że zobaczę tam wszystkie te słodycze, które pamiętam z czasów dzieciństwa. Może jest to głupie, ale tęsknie za wszystkimi gumami do żucia o jednakowej barwie i smaku, które skrywały w sobie niespodzianki w postaci mini komiksów, obrazków czy naklejek. Gumy co prawda żuło się kilka minut a później traciły swój smak (chyba był to po prostu sam cukier, który jak powszechnie wiadomo krzepi!), ale wszystko rekompensowało  ładne opakowanie i niespodzianki. Ba! Do niektórych gum Turbo dodawane były gumowe mini figurki z He-Mana, przywiązane gumką recepturką :))

Takie oto gabloty można było znaleźć w gumach Turbo!

Gumowe figurki z serii He-Man dodawane do gum balonowych. Można je było kupić także w kiosku ruchu.

 Nie dość, że mieliśmy w środku kolekcjonerski obrazek jakiegoś wypasionego samochodu to jeszcze dawali nam figurki z serii He-Man! Pokażcie mi, które z dzisiejszych gum mają taki arsenał gratisów!
Bardzo dobrze wspominam też kultowe gumy balonowe ‘’Donald’’. Jeśli chodzi o smak i jego trwałość to sytuacja taka sama ja w przypadku gum Turbo. W środku za to mieliśmy mini komiks z klasycznymi postaciami z Disneya.
Historyjki były zbudowane tylko z trzech lub czterech kadrów a paleta kolorów była mocno ograniczona, ale za to wszystkie były bardzo zabawne i ciekawe.  Każdy z nas wpatrywał się w obrazek więcej niż dwa razy. Historyjek było dużo i kolekcjonowało się je z takim samym zapałem jak obrazki samochodów z  gum Turbo. Do dzisiaj jedną z moich ulubionych serii obrazków był Kaczor Donald na bezludnej wyspie, wyjmujący z morza jakiś ciekawy przedmiot, który go ratował z opresji lub pomagał mu zwalczyć nudę ;)

 



  Gumy balonowe pojawiały się jak grzyby po deszczu. Coraz to nowsze serie zawierały dobrej jakości naklejki, którymi bez skrupułów obklejaliśmy  swoje szafki lub zgodnie z ich przeznaczeniem wklejaliśmy je grzecznie do albumów. W spożywczakach mogliśmy dostać serie He-Man, Ninja Turtles, Gremlins 2, Sailor Moon a nawet Barbie a wszystkie te gumy łączy jedno: wspominam je z taką samą pasją jak moja sąsiadka pasztetową z PRLu! Ten smak i zapach zawsze będę czuł gdy o nich pomyślę :)
Z rzeczy mniej balonowych miło wspominam też wafelek pochodzący z Grecji o spolszczonej nazwie Kuku Ruku.


Wafelki pojawiły się w Polsce już w 1989 roku i okazały się hitem! Kuku Ruku pokochały wszystkie dzieciaki. W środku oprócz pysznego wafelka, zapakowanego w kolorowy papierek czekała na nas niespodzianka! Były to naklejki, na których zawsze widniał jakiś ciekawy zwierzak wraz z dymkiem komiksowym. Można było na nim napisać wszystko co nam ślina przyniosła na język, wedle naszej wyobraźni. Naklejki zyskały dzięki temu różnorodne zastosowanie. Prawie każdy je kolekcjonował i można było się nimi wymieniać z innymi dzieciakami na podwórku. Niestety, Kuku Ruku znikło tak szybko jak się pojawiło, ponieważ rzekomo okazało się rakotwórcze. Przez ten incydent nigdy nie udało mi się zebrać całej kolekcji naklejek! :(

Przykładowe naklejki Kuku Ruku.


Kuku Ruku jednak okazało się na tyle silne, że po latach znowu do nas wróciło, co prawda w nowej szacie graficznej ale za to równie smaczne.
Zostawmy póki co te ''specjały'' w spokoju, bo od tego wspominania nabrałem ochoty na coś słodkiego i zaraz chyba polecę do sklepu najeść się trujących wafli i gum do żucia :D 


Do małych przyjemności zaliczam też kolekcjonowanie naklejek Panini, które mogliśmy dostać w księgarniach i w magicznych kioskach Ruchu.. Naklejki były pakowane losowo w papierowych paczuszkach. Nie mogliśmy zajrzeć do środka i nie wiedzieliśmy co tak naprawdę kupujemy. Zabawa taka sama jak przy naklejkach i obrazkach z gum do żucia. Jeżeli nam się trafiły duble to wymienialiśmy je z innymi zbieraczami. Do naklejek można było dokupić duży album, ozdobiony ładnymi kolorowymi grafikami i szczegółowymi opisami.
Okładka albumu Żółwie Ninja


W albumach były rozmieszczone ponumerowane pola do wklejania naszej kolekcji. Najbardziej w mojej pamięci zachowały się albumy z naklejkami z serii Zwierzęta Chronione WWF, Żółwie Ninja oraz Barbie. Naklejki były duże i bardzo dobrej jakości. Niektóre z nich były podzielone na dwie lub nawet kilka części, co było czasami frustrujące jak nie mogliśmy znaleźć brakującej naklejki by uzupełnić obrazek. Na szczęście większość naklejek było pojedynczych.
.
Okładka albumu WWF

A tak wyglądał środek obklejony naklejkami.





Dla każdego coś miłego ;)
Największy szał jednak robiły zwykłe karteczki z notesików, ozdobione postaciami z Disneya lub innych bajek. Karteczki kolekcjonował każdy bez względu na płeć. Zastanawiam się do dzisiaj, kto zaczął pierwszy tą zabawę, która przeobraziła się w masowe szaleństwo zalewające całą Polskę? :)) Notesiki były różnorodne i każdy mógł znaleźć pośród nich coś dla siebie. Najbardziej popularne były z postaciami z bajki Król Lew. Oczywiście im rzadszy notesik mieliśmy tym wzbudzał większe zainteresowanie i zachwyt wśród innych kolekcjonerów, którzy za wszelką cenę chcieli dostać choć jedną karteczkę dając w zamian dziesięć innych! Tak, był to szał na wysoką skalę, którego popularność nie mogły przebić nawet Tazosy, ale o tym innym razem ;)


Popularne karteczki z bajki Król Lew

I tymi cudownymi wspomnieniami na razie zakończę ten temat, ale jeszcze do niego powrócę bo historia Małych Przyjemności nie ma końca! Chętnie w myślach do nich wracamy, by choć na chwilę znowu poczuć się beztrosko w krainie magicznego dzieciństwa.


Keeper