Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bootleg toys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bootleg toys. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 lipca 2021

 WAKACYJNE TOTEMY MOJEGO DZIECINSTWA :)




Wpadł mi ostatnio w ręce taki oto sentymentalny zestaw figurek. 

Polski gumowy bootleg Snake Eyesa z serii G.I. Joe oraz chińskiej produkcji podróbki Wojowniczych Żółwi Ninja, pod postacią Splintera oraz prawdopodobnie Rapha.


Te trzy figurki niemal od razu przywiodły mi na myśl moje wakacyjne wypady dzieciństwa w góry czy nad polskie morze. Spędzając wakacje z babcią, rodzicami oraz siostrą w Wiśle lub w nadmorskim Dziwnowie, wielokrotnie na swej drodze do szczęścia, spotykałem właśnie tego typu gumiaki, które zwykle nabywało się od ręki w słynnych kioskach Ruchu oraz magicznych budach z upominkami.

Warto zwrócić uwagę na figurkę wesołego Turtlesa, który mając na wyposażeniu czerwone bandany Rapha, miecze katana Leo oraz pasek Mika, bezapelacyjnie wygrał konkurs na najbardziej odjechany bootleg tegorocznego lata.

Figurka chociaż może się wydawać nieco osobliwa, zwłaszcza dla młodszego pokolenia, dla mnie już na zawsze pozostanie czystą esencją lat 90-tych, które wręcz obfitowały w tego typu właśnie cudaczne gumiaki, pozbawione wszelkich zasad oraz konsekwencji. Snake Eyes zajmując drugie podium na tym stanowisku, wcale nie wypadł dużo gorzej. Nasz niemy commando-ninja, przybrał korpus Storm Shadow, kończyny Backblasta oraz czerep, jak też widać, Night Creepera. Podobnie jak w przypadku wojowniczego mutanta, znowu otrzymaliśmy mix figurek 3 in 1, prezentując się niczym tania gra Pegasus na ruskim bazarze. Jednak w jego przypadku, taka mutacja nie ma większego znaczenia, skoro szkicuje się w tym wydaniu, sami przyznacie, wręcz zjawiskowo! Jedynie mistrz Splinter wykazał się nienagannym, jak zwykle stylem, ubrany w gustowne kimono. Wszak mistrz jak to mistrz, dawać przykład musi! Co każde moje wakacje, zwoziłem do domu ogrom takich oto, szkaradków, cudaków i wojowników co się zowie, zachwycony ich soczystą barwą oraz nietuzinkowym wykonaniem. Cóż, takie było życie i taki był czas, bo gumowa miłość myślę, była w każdym z nas! :D


A dla was moi mili, czym były zwykle wakacyjne totemy waszego dzieciństwa? :)

Dobrego dnia!

Keeper :)



niedziela, 25 kwietnia 2021

WYMIANA FIGURKAMI CZYLI CHWALIPOST cz. 2 :)



Na drodze nagłej i spontanicznej wymiany wpadł mi do kolekcji kolejny TARGAT z serii polskich bootlegów G.I. Joe. Tym razem szturmowiec Cobry, przedstawił się w nieco innym akcencie zabarwienia niż zgoła oczekiwałem. Klasyczna niebiesko-metaliczna barwa jego uniformu została bowiem zastąpiona pastelowym turkusem, co wyszło moim zdaniem na duży plus, zwłaszcza, że dość ciekawie się wyróżnia na tle pozostałych TARGAT'ów pośród moich zbiorów. Jak widać koledzy przywitali go chlebem i solą, dając mu niezbędne wyposażenie oraz kwalifikacje do pacyfikacji zamieszek. Polskie figurki G.I. Joe to temat na bardzo długą rozprawę, aczkolwiek z przyjemnością przybliżę wam go już przy następnej okazji. Po krótce dodam tylko od siebie ze polskiego TARGAT'a nabyłem w 1992 rok będąc na wakacjach w Wiśle i była to moja absolutnie pierwsza figurka z serii gumowych G.I. Joe wyprodukowanych przez gdański Evanplast.

Nowy TARGAT w mojej kolekcji zasłynął mundurem o barwie jasnego turkusu :))

Za wymianę bardzo dziękuję Marcinowi z kanału https://www.youtube.com/user/marcinpiskor/featured, oboje oddaliśmy figurki z naszego dzieciństwa i z pewnością dla żadnej ze stron nie było to łatwe. Taką wymianę długo się będzie pamiętać, a tym bardziej doceniać! :) Zdjęcia oczywiście mojego autorstwa. Pozwoliłem sobie trochę na klimat Terminatora i niedalekiej przyszłości, bo polscy TARGACI na szalonych oraz zmutowanych cyborgów nadają jak jak nic innego na świecie! A wy jak uważacie? ;) 

Oddział do pacyfikacji zamieszek gotowy do akcji! :)

Dobrego dnia! 

Keeper :) 


T.A.R.G.A.T.

PS. Jeżeli mieliście lub macie nadal pokitrane po szufladach takie zjawiskowe figurki, mile widziane w komentarzach wasze wspomnienia! :)

niedziela, 20 września 2020


FIGURKI TRANSFORMERS MOJEGO DZIECIŃSTWA :) 



Ekipa po latach znowu w komplecie! :)



Wydarzenie które tutaj opisuję, miało miejsce dawno, dawno temu w odległej galaktyce, przed eonami, niesionego kosmicznym wichrem czasu. Pośród kłębowiska mrocznych, zapomnianych gwiazd pozbawionych życia z krwi i kości, dało się jedynie słyszeć odgłos nuklearnych eksplozji oraz ponurą melodię machin bojowych. Tuż nieopodal, z pogrążonej wieloletnią wojną planety Cybertron, poprzez gwiezdny pył, w pośpiechu wyrusza ekspedycja dwóch wrogich sobie grup, należących do zmechanizowanej rasy Transformers. Pech chciał, że ich statki niefortunnie rozbijają się na planecie Ziemia, zamieszkałej przez wielkie gady i ciepłokrwistych dzikusów, zwanych ssakami. Pogrążone w cybernetycznej śpiączce Transfomery, budzą się jednak dopiero w 1984 roku, w zdumieniu odkrywając przed sobą zupełnie nowy i obcy dla swej rasy świat. Jedna z grup znana jaka Decepticony, pod wodzą agresywnego Megatrona, pragnie wydrenować do nicości ziemskie źródła energii, natomiast druga grupa, sprawiedliwych Autobutów, dowodzonej przez Optimusa Prime, staje w obronie Ziemi oraz ich, nieco już ogarniętych cywilizacyjnie mieszkańców. Tak właśnie i nie inaczej rozpoczyna się, jedyna słuszna historia zrobotyzowanej rasy Transformers, która na początku lat 90-tych po raz pierwszy powitała mnie na szkolnej świetlicy, podczas seansu kaset VHS. 


Muszę przyznać, że nigdy nie byłem jakoś wybitnym fanem serii Transfomers, aczkolwiek sama koncepcja transformacji robotów w bojowe maszyny, podobała mi się na tyle, aby przykuć moją uwagę i sprostać mym, a jakże wysublimowanym gustom.

 
O posiadaniu figurek z oryginalnej serii Hasbro, mogłem sobie jedynie wówczas pomarzyć. Widując je głównie w miejscowym Pewexie, miałem świadomość ich dużego kosztu, aczkolwiek wciąż mogłem zadowolić się tańszymi podjebkami Trasnfomerów, produkcji stricte Made in China, które kupował mi tata na częstochowskiej giełdzie Stadionu Raków. Stopniowo na mojej półce zaczęły lądować prosto z odległej galaktyki, przeróżne Autoboty, Dinoboty i Decepticony o wątpliwej jakości, aczkolwiek nadal cieszące moje pełne krytyki oczy. Szczególnie zapamiętałem znamienną serię The Forumlator Force, w której zrobotyzowany skład wchodziły takie pojazdy jak bojowy czołg, wojskowy myśliwiec oraz sportowy samochód. Warto zaznaczyć, że chociaż stricte chińskiej produkcji, były to wówczas jedne z lepszych podróbek słynnych Transfomerów jakie można było dostać na polskim rynku. Cechowała ich wysoka jakość tworzywa i dobrze dopasowane elementy, a co więcej nie rozlatywały się w łapach nawet po godzinie ostrej zabawy! Seria Formulator Force, pierwotnie została wyprodukowana w Japonii, a następnie perfidnie skopiowana w chińskich manufakturach, gdzie też moim zdaniem, na duży plus, nadano jej bardziej poważnego wyrazu pod względem kolorystyki.

Super Jet z serii Formulator Force
                 

Dla mnie Transfomers po dziś dzień pozostają ważnym elementem mojego dzieciństwa i chociaż na podwórku nie mogłem pochwalić się oryginalnymi figurkami prosto z Pewexu, to jednak wszystkie te podróbki, cieszyły mnie z wielką mocą, pozostając na mojej półce przez długie, długie lata, panowania wojny cyber-świata!

A wy jak wspominacie swoje pierwsze przygody z serią Transfomers?


Dobrego dnia!

Keeper









niedziela, 17 marca 2019

Wojownicze Żółwie Ninja w kioskowym wydaniu cz. 4: Breloczki :)




Nie tak dawno temu obiecałem sobie, że historię Wojowniczych Żółwi Ninja w kioskowym wydaniu zamknę w trzech konkretnych częściach, skupiając się jedynie na tych najbardziej popularnych i łatwo dostępnych figurkach, którymi dane było nam się cieszyć w czasach kiedy zwykłe, osiedlowe kioski Ruchu z odpadającą od ścian emulsją, oferowały wszechstronną gamę osobliwych produktów, z pośród których, wedle swoich upodobań i ekscentrycznych gustów, często gęsto można było wyszperać wartościowe fanty. Żeby was nie trzymać długo w tej zatrważającej niepewności, od razu odpowiem, że moje plany stworzenia ostatecznej, trzy-częściowej serii wojowniczych kioskowców spełzły na niczym, bo tak oto przed wami prezentuje się część czwarta i wręcz na pewno nie ostatnia! ;) Historia figurek Wojowniczych Mutantów, o których tym razem będzie mowa, jest dosyć specyficzna, bowiem żeby dotrzeć do sedna całego zagadnienia, należy przytoczyć w tej opowieści jeszcze jeden czarowny szczegół w postaci miłego dla oka drobiazgu, jakim bez wątpienia były breloczki do kluczy. Jak sami dobrze wiecie, ten niegdyś bardzo popularny gadżet, szeroko polecany w budach z upominkami, objawiał się w sprzedaży pod każdą możliwą postacią i kształtem, najczęściej spotykany w formie plakietek z logiem słynnych marek, randomowych stworków-upiorków lub minimalistycznych figurek przedstawiających bohaterów z popularnych kreskówek lub seriali telewizyjnych. Jak w wielu innych przypadkach i tym razem duże pole do popisu mieli nasi pełni sprytu, zdolni i wybitnie utalentowani podrabiacze z dalekiego wschodu. 
Wykorzystując ogromną popularność Wojowniczych Żółwi Ninja, zręczne orientalne rączki po raz kolejny ruszyły prężnie do pracy i zanim ktokolwiek zdążył wypowiedzieć ''raz, dwa, trzy za siebie'', światowy rynek został zalany morzem breloczków w postaci naszych zamaskowanych, żółwich bohaterów. Figurki były wykonane z wysokiej jakości tworzywa i chociaż ozdobione w ładne żywe kolory, pod względem samego kształtu prezentowały się dość nieokazale, przedstawiając Wojownicze Żółwie w nieco krępej, gorylo-podobnej budowie, o długich ramionach i krótkich nóżkach. Warto zaznaczyć, że figurki posiadały jeden punkt artykulacji umieszczony w odcinku szyjnym oraz notorycznie produkowane były w jednym wzorze przedstawiającym postać Donatella i pomimo, że bandany były wielokrotnie barwione przeróżnymi kolorami, to jednak sama figurka wciąż przedstawiała tego samego żółwia z wymowną literką ''D'' przy pasku. Niestety jak to często w przyrodzie bywa, każda lepsza podróbka posiada swoją własną fałszywkę o wątpliwej jakości, doprowadzającą odbiorców do głębokich rozmyśleń nad sensem życia, a nawet porażenia oczu ;) Ponownie więc arcy-utalentowani producenci zabawek z dalekich krajów, zachłysnąwszy się niemałym sukcesem breloczkowego szaleństwa swoich kolegów po fachu, sięgnęli po ten sam wzór biednego i zmaltretowanego już do granic możliwości Donatella, na nowo zaczynając produkcję tej samej zabawki, która z miana podróbki została zdegradowana do stopnia niedoróbki. 


Tym razem nasz dzielny bohater został pozbawiony breloczka oraz artykulacji skrętów głowy, jednocześnie znaczenie pogarszając jakość tworzywa z którego został wyprodukowany, zastępując pierwotny materiał pół-przezroczystą, osobliwą gumową masą o zielonej barwie. Natomiast kolory bandan zostały pomalowane wedle uznania i bezgranicznej wyobraźni naszych zdolnych producentów, którzy popisując się również godną pozazdroszczenia, niebanalną kreatywnością, starli widniejącą na pasku bohatera wypukłą literę ''D'', a na powstałym w ten sposób płaskim krążku ręcznie namalowali literki ''R'',''L'' i ''M'', które odpowiadały imionom pozostałych żółwich braci.
Pomimo, że figurki nie grzeszyły zbytnią urodą, a ich jakość pozostawiała wiele do życzenia, to jednak w tych nader osobliwych i zjawiskowych ''zmutowanych potworkach'' był pewien czar i urok, który po latach nadal pozostał, powodując niemały uśmiech na mojej twarzy!
A wy jak wspominacie atak podrobionych klonów i szał na breloczki Wojowniczych Żółwi Ninja? :) 



Miłego dnia!

Keeper :)

niedziela, 27 stycznia 2019

Wojownicze Żółwie Ninja w kioskowym wydaniu cz. 3:

 ''NINJA FIGHTERS''





A więc stało się.. lecz nie martwcie się niczym, bo nie mowa tutaj o egipskich plagach, inwazji podstępnych Marsjan czy kolejnej ekranizacji Transformers Michaela Baya! ;) Moi mili, nadszedł czas i odpowiedni moment na to by zmierzyć się z kolejną serią figurkowych podróbek Wojowniczych Żółwi Ninja! :D Jak już kiedyś wspominałem, temat dotyczący zamaskowanych żółwi jest dla mnie niczym przepastna rzeka i choćbym starał się jak mógł żeby zakończyć pisanie o tej wojowniczej serii, to zawsze z najgłębszych odmętów mej pamięci, niespodziewanie wypłynie na powierzchnię coś spektakularnego, o czym warto napisać i wspomnieć chociaż przez krótką chwilę. Nie tak dawno temu, na łamach mojej strony, mogliście już przeczytać o dwóch kioskowych seriach Żółwich Mutantów, w których skład wchodziły podróbki zainspirowane oryginalną serią Wacky Action Ninja Turtles od Platmates oraz objętymi licencją, małymi figurkami Żółwi Ninja od Bullylandu. Tym razem sprawa zjawiskowych, nie mających końca podróbek Wojowniczych Żółwi jest o tyle ciekawa, że seria o której będę wam dzisiaj wspominał, posiadała nawet swoją własną nazwę oraz dość ładne jak na chińskie standardy, opakowanie w postaci pełnego kolorów i cudacznych grafik blistra.

Seria ''Ninja Fighters'', bo tak brzmiała pełna nazwa tych osobliwych figurek, pierwotnie została wyprodukowana w Chinach w 1989 roku z przeznaczeniem na rynek włoski, gdzie importem zajmowała się pochodząca z Werony, włoska firma Globo. Niedługo po tym, opuszczając słoneczną Italię i przemierzając najdalsze zakątki świata, figurki zawędrowały również do Polski, gdzie cieszyły się przez jakiś czas ogromną popularnością pośród zabaw w piaskownicy, dzięki czemu mogę wam opowiedzieć dzisiaj dalszy ciąg tej, a jakże intrygującej historii ;)
Po raz pierwszy z figurkami Ninja Fighters zetknąłem się jeszcze w przedszkolnej zerówce, kiedy to wygrałem dwie z nich w jakimś karykaturalnym losowaniu nagród podczas Dnia Dziecka. Nigdy nie zapomnę w jakim byłem szoku, kiedy pani dyrektor wręczyła mi do ręki dwie figurki Wojowniczych Żółwi, które na pierwszy rzut oka przywodziły na myśl klasyczne, plastikowe figurki jednokolorowych żołnierzyków, Indian lub rycerzy z permanentnie przymocowanymi do stóp płaskimi podstawkami. Figurki pomimo małych rozmiarów były pełne zaskakujących szczegółów, a każdy z Żółwi dzierżył, mniej lub bardziej podobną do pierwowzorów, cudaczną broń. Dla mnie była to niczym wygrana w totka, bowiem wylosowane fanty, były moimi absolutnie pierwszymi i przez jakiś czas jedynymi figurkami z serii Wojowniczych Żółwi Ninja. Niedługo po tym trafiłem jeszcze parę razy na Ninja Fighters, sprzedawanych luzem w osiedlowych kioskach Ruchu lub w budach z upominkami na wycieczce w Zakopanym, gdzie również były dostępne całe zestawy tej serii, zapakowane w ładny i lśniący blister. Seria Ninja Fighters to jedna z najstarszych podróbek Wojowniczych Żółwi jakie pojawiły się na naszym rynku i chociaż cieszyły się przez jakiś czas dużym powodzeniem, to jednak szybko zostały wyparte i zastąpione w sklepach przez kioskowe podróbki żółwich mutantów w nieco lepszej jakości, by odejść w zapomnienie i już nigdy nie powrócić. Jednak dla mnie po dziś dzień stanowią symbol beztroskich i barwnych czasów mojego dzieciństwa, które obdarowały mnie i cieszyły nawet tak minimalistycznymi figurkami jak Ninja Fighters, których nigdy nie zapomnę :)
A wy jak wspominacie armię klonów Wojowniczych Żółwi Ninja? :)



Dobrego dnia!

Keeper








niedziela, 6 stycznia 2019

Wojownicze Żółwie Ninja w kioskowym wydaniu cz.2 





Już jakiś czas temu, na łamach mojej strony, wspominałem wam o kioskowym wydaniu figurek Wojowniczych Żółwi Ninja, które wielu z was, pomimo upływu długiego czasu, zapamiętało bardzo szczegółowo, uwzględniając nawet mały defekt tych zabawek w postaci samoistnego odpadania głów i ramion :) Postanowiłem więc, że nieco odświeżę temat, który jak się zdaje nie ma końca temu figurkowemu szaleństwu! ;) Jak powszechnie wiadomo, na początku lat 90-tych, Wojownicze Żółwie Ninja cieszyły się w Polsce niezwykłą, wręcz niespotykaną nigdy wcześniej wśród kreskówek, ogromną popularnością. Serial już od pierwszego odcinka zawładnął sercem wszystkich dzieci, a na jego podstawie w sklepach bardzo szybko pojawiły się oryginalne figurki naszych sympatycznych żółwich bohaterów firmy Playmates oraz ogrom i zatrzęsienie naszego polskiego, rodzimego rynku podróbkami prosto z dalekiego wschodu, który przez bardzo długie lata zalewał nas zjawiskowymi figurkami żółwich mutantów. Gdzieś na początku szkoły Podstawowej natknąłem się w kioskach Ruchu na małe gumowe figurki przedstawiające Żółwie Ninja, które podobnie jak w przypadku polskiej produkcji kioskowych figurek z serii He-Man, były odlane w jedną całość i pozbawione artykulacji.
Mimo to figurki przedstawiały się bardzo zachęcająco, charakteryzując się ładnym wyglądem oraz kształtem mocno zbliżonym do bohaterów z serialu. Postacie były rzetelnie pomalowane we właściwe kolory, a każdy z bohaterów dzierżył w dłoniach odpowiednią broń. Oprócz czterech żółwich braci w sprzedaży były dostępne również cztery inne postacie, takie jak złowieszczy Shredder, pokraczny Żołnierz Stopy, mistrz Splinter oraz gamoniowaty Bebop. Warto też wspomnieć, że niektóre wersje tych figurek posiadały plastikowe podstawki oraz osobliwy, gumowy krążek, znajdujący się na plecach i skorupach każdego z bohaterów. O samym pochodzeniu tajemniczego krążka dowiedziałem jednak dopiero po bardzo długich latach. Figurki, które w Polsce dostępne były niemal w każdym kiosku Ruchu okazały się podróbkami, które sprawne chińskie rączki wysmarowały na podstawie serii zabawek słynnej niemieckiej firmy BullyLand, produkującej figurki Żółwi Ninja na licencji Mirage Studios w 1990 roku. Bullyland tworząc serię Wojowniczych Żółwi Ninja, umieszczali na niektórych ze swoich wyrobów magnesy w formie krążka, które można było śmiało przyczepić do lodówki, natomiast chińscy producenci magnesu przy figurkach co prawda nie uwzględnili, ale za to jego gumowy odpowiednik był czynnie odlewany w matrycy razem z całą zabawką.

Ot i cała zagadka podejrzanej okrągłej narośli na grzbietach postaci, nad którą głowiło się za młodu z pewnością wielu z nas :) Warto też zaznaczyć, że ludzie odpowiedzialni za podrabianie tej serii, w przypadku figurki Donatella, nie potrafili sobie poradzić z odlaniem jego broni w postaci kija, w efekcie czego nasz Donatello w wersji kioskowej trzyma w dłoniach tylko końcówki swojej broni, stając się zarazem w tym zestawie najmniej atrakcyjną figurką pośród swoich braci.
Kioskowe wersje Wojowniczych Żółwi Ninja, tak niegdyś popularne i łatwo dostępne, dzisiaj są już nieco zapomniane, objawiając się w  pamięci większości ludzi jako ledwie dostrzegalny zarys i symboliczny obraz czasów, które bezpowrotnie przeminęły. Dlatego też chętnie poświęcam swój czas na pisanie o tych pełnych kolorytu, zjawiskowych i czasem pokracznych figurkach naszego dzieciństwa, by pamięć o nich nigdy nie zaginęła.
A wy jak wspominacie figurki Wojowniczych Żółwi z gumową imitacją magnesu na grzbiecie? ;)




Dobrego dnia!

Keeper :)




































sobota, 29 grudnia 2018

Wojownicze Żółwie Ninja w kioskowym wydaniu cz.1 





Dla wielu z nas Wojownicze Żółwie Ninja były nieodłączną częścią naszego dzieciństwa, poprzez serial animowany, wspaniałe ekranizacje, komiksy, gry video czy naklejki Panini, w nasze ręce często wpadały rozmaite figurki przedstawiające naszych ulubionych żółwich bohaterów lub inne postacie, które były dobrze nam znane z kreskówki bądź też komiksów. Oryginale zabawki Wojowniczych Żółwi Ninja firmy Playmates, które fabrycznie pakowane były w ładny lśniący blister, ozdobiony wspaniałymi grafikami mogliśmy wówczas podziwiać na półkach sklepowych w Pewexach lub w jednych z ogromnych domów towarowych, które na początku lat 90-tych zaczęły obfitować w ekskluzywny Zachodni towar.
Pomimo, że oryginalne figurki Żółwi Ninja były wówczas bardzo pożądane i do dzisiaj stanowią obiekt zainteresowania wielu kolekcjonerów to myślę, że w żadnym razie nie można też zapomnieć o kultowych, gumowatych figurkach Żółwi Ninja, które powszechnie były dostępne w kioskach Ruchu, księgarniach oraz wszelakich budach z upominkami. Z pośród wszystkich ''kioskowych'' wersji naszych dzielnych, wojowniczych żółwi, które ktoś pieczołowicie podrabiał w ponurych piwnicach lub magazynach, najbardziej zapamiętałem solidnej budowy, 8 cm figurki, które charakteryzowały się prostą artykulacją ramion oraz szyi. Jak na ''dolną półkę'' były dosyć ładnie i rzetelnie pomalowane we właściwe kolory, a także pod względem samej budowy bardzo przypominały oryginalne wyroby od Playmates.

Figurki dodatkowo wyposażone były w przedziwne, unikatowe akcesoria oraz w gumowe pasy, które z łatwością można było odpiąć i przy okazji pogubić ;) . Po latach i ku mojemu zaskoczeniu odkryłem, że te niezwykłe figurki były tak naprawdę zrobione na podstawie oryginalnych zabawek Żółwi Ninja z serii Wacky Action, jednak wówczas byłem niemal pewien, że nietypowe uzbrojenie i unikatowy wygląd pyszczków żółwi to tylko i wyłącznie wymysł twórców tych nietuzinkowych podróbek. Dla mnie ta wyjątkowa seria kioskowych Żółwi Ninja to przede wszystkim niezastąpione wspomnienia i wspaniała, sentymentalna podróż do początku lat 90-tych; w dzieciństwie kupiłem cała czwórkę żółwich braci podczas wakacji nad morzem, a długo po tym nadal byli ze mną, zdobiąc moją półkę pośród innych kultowych figurek minionych lat. A wy jak wspominacie Wojownicze Żółwie Ninja w ''kioskowym'' wydaniu? :)



Pozdrawiam!


Keeper :)







niedziela, 11 listopada 2018

MAŁE PRZYJEMNOŚCI - CZĘŚĆ 3: Figurki He-Man w kioskowym wydaniu PRL :)







Magia beztroskich lat naszego dzieciństwa polegała na prostej umiejętności cieszenia się z małych rzeczy, przyjmując bez żadnej skargi, prosto w ramiona ówczesny świat i wszystko to co ze sobą przynosił. Oczywiście, nie jest też żadną tajemnicą, że każdy z nas po cichu marzył o wysokiej klasy wspaniałościach w które obfitował, tak często krążący w naszych myślach, fantastyczny świat zachodu. Jednak mimo to wszyscy potrafiliśmy wówczas wykrzesać świetną zabawę nawet z najtańszych produktów dostępnych na naszym rynku, które dla nas, polskich dzieci były czymś więcej niż tylko kawałkiem taniego plastiku lub gumy. Nasz świat może i mocno odbiegał od pełnego luksusów życia zagranicznych dzieciaków, ale za to pełen był małych przyjemności, które każdy z nas wciąż ciepło wspomina i trzyma głęboko w swoim sercu. Do tych drobnych uciech minionych lat z pewnością można zaliczyć małe gumowe figurki, które w czasach naszego dzieciństwa tak często spotykaliśmy w kioskach Ruchu oraz w rozmaitych księgarniach (o których nie bez powodu tak często piszę w swoich postach :) ). Osobiście bardzo miło wspominam małe, gumowe figurki polskiej produkcji, przedstawiające postacie z kultowej już kreskówki He-Man i Władcy Wszechświata. Figurki były produkowane na przestrzeni lat 80-tych, a ich sprzedaż zakończyła się prawdopodobnie już w 1992 roku, ustępując miejsca zupełnie nowym bohaterom, takim jak Wojownicze Żółwie Ninja, które bezkonkurencyjnie podbiły lata 90-te. Gumowe figurki Władców Wszechświata bardzo często spotykałem jako pojedyncze sztuki w kioskach Ruchu, a także w księgarniach w postaci całego kompletu figurek, przyczepionego do kawałka kolorowej tekturki. Jednak po raz pierwszy zetknąłem się z tą serią w miejscowym sklepie spożywczym, gdzie wypełniające wielki słój figurki, sprzedawane były w gratisie razem z gumami Turbo. Pamiętam, że bardzo mi się ta kombinacja wówczas podobała, ponieważ oprócz fajnej figurki z He-Mana, oferowano nam również pyszną gumę wraz z ładnym obrazkiem samochodu do kolekcji ;) Figurki charakteryzowały się bardzo unikatowymi wzorami oraz ciekawą kolorystyką, które nieco odbiegały od wyglądu oryginalnych postaci, które dobrze znaliśmy z kreskówki. Warto też wspomnieć, że figurki, tak jak reszta ''kioskowców'', były malowane ręcznie, a w dodatku niezbyt rzetelnie ;) Ta unikatowa kolekcja gumowych figurek z serii He-Man była ograniczona tylko do sześciu postaci, z czego dwie z nich pochodziły z kreskówki She-Ra: Księżniczka Mocy (mocno powiązanej z serialem He-Man i Władcy Wszechświata). W skład kompletnego zestawu figurek wchodziły takie postacie jak He-Man, Zbrojny Mąż, Szkieletor, Spikor, Hordak oraz Mantenna.




Pomimo niektórych wpadek produkcyjnych, figurki cieszyły się bardzo dużą popularnością wśród polskich dzieci, dla których mało znaczący był fakt, że ich zabawki to zwykłe podróbki bez licencji. Wówczas nikt o tym nie myślał, liczyła się tylko czysta radość z zabawy i ogromne możliwości dziecięcej wyobraźni. Dla mnie figurki z tej serii to nieskończona ilość wspaniałych wspomnień, a opisanie ich tutaj po latach sprawiło mi nielichą radość! :) A wy jak wspominacie He-Mana i Władców Wszechświata w PRL-owskim wydaniu? ;)

Pozdrawiam!

Keeper :-)

GALERIA FIGUREK POCHODZĄCYCH Z MOJEJ KOLEKCJI: