Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bootleg figures. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bootleg figures. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2024

Polskie figurki Small Soldiers.

Czyli mały dodatek do artykułu Action Force!




    Z uwagi na posypane prośby i pytania odnośnie polskich figurek Small Soldiers, o których wspomniałem w niedawnym artykule, postanowiłem zrobić mały dodatek uzupełniający temat Action Force. Link do artykułu poniżej:


Figurki Action Force - jak zwykle nienagannie zwarte i gotowe!

    Jak każdy pewnie wie, nazwa Small Soldiers w pierwszej kolejności była szerzej znana jako tytuł filmu przygodowego, produkcji DreamWorks z 1998 roku, traktującego o żyjących własnym życiem figurkach Elity Komandosów i Gorgonitów. Zdecydowanie, była to oczywiście kolejna kasowa produkcja dla dzieci i młodzieży w klimacie serii Toy Story, ale która jednocześnie zupełnie mnie ominęła. Musicie mi wybaczyć ten nietakt, ale u schyłku lat 90 byłem nastawiony już na kompletnie inne klimaty, najczęściej w postaci komiksów Spawn, mrocznego uniwersum Warhammer, książek fantasy, anime Dragon Ball i licznych gier komputerowych, ale to już temat na zupełnie inną okazję. Dobrze wiedziałem, że Small Soldiers właśnie miało swoją premierę w kinach, kilku dobrych kolegów nawet kupiło bilety, ja niestety świadomie nie skorzystałem z tej przyjemności. Natomiast żeby was uspokoić, powiem tyle, że mam w planach nadrobić ten film! 

Kadr z filmu, którego nie oglądałem! :))

     Na bazie popularności filmu Small Soldiers, w sklepach szybko pojawiły się nowe figurki od Kenner oraz liczne, rozlatujące się oczywiście w dłoniach, chińskie podróbki. Jednak żeby nie stać zupełnie w tyle, nasza ulubiona polska firma Evanplast, również wpadła i tym razem na świetny pomysł wydania własnych figurek z tej całkiem świeżej na rynku serii. Tym razem do produkcji nowych figurek Small Soldiers, Evanplast wykorzystał istniejące już korpusy od figurek Action Force, dorabiając jedynie zupełnie nowe główki bohaterów znanych z filmu. Niestety figurki obecnie są tak unikatowe, że nie sposób zweryfikować ile było dokładnie wydanych przez Evanplast postaci. Wiadomo mi o dwóch, a są to Chip Hazard oraz Brick Bazooka. Wiem również, że tylko dwóch kolekcjonerów posiada po jednej sztuce tych figurek, co dla mnie w skali krajowej, jest niezłym szokiem. Tutaj chciałbym podziękować za podzielenie się zdjęciami figurek i pozdrowić Łukasza Kulika IG: @made_by_kulo który jest szczęśliwym posiadaczem Bricka Bazooki oraz Tomka Atomka IG: @music.and.film.enthusiast który to kolei posiada w swoich również obszernych zbiorach Chipa Hazarda. Natomiast kolega Filip, znany mi kolekcjoner Action Force i gadżetów piłkarskich, zaświadczył, że również widział za młodu Bricka Bazookę tuż obok figurek Action Force na miejscowym straganie w Katowicach. Poniżej chciałbym zaprezentować wam owe figurki z serii Small Soldiers od Evanplastu, które udało mi się do tej pory namierzyć:                                                                            

Brick Bazooka

Chip Hazard

    Prawdopodobnie były to figurki demonstracyjne, czyli inaczej mówiąc drobna partia figurek wysyłana w kraj, aby zbadać jaki będą miały odbiór pod względem zainteresowania oraz płynności sprzedaży. Stąd też zapewne ta zaskakująca wszystkich, znikoma ilość tych figurek w czasie obecnym. Osobiście nie posiadam żadnej z nich, ale miło mi było o nich wspomnieć, zwłaszcza, że to dość unikatowy temat, jeśli chodzi o historię polskich figurek wydanych przez Evanplast.
   
 A wy mieliście okazję trzymać w rękach jedną z polskich figurek Small Soldiers? Jeśli tak, to mile widziane  komentarze lub zdjęcia figurek, które mam nadzieję, uchylą nam więcej rąbka tajemnicy tej fascynującej historii!

Dobrego dnia!

Keeper :)



niedziela, 20 października 2024

ACTION FORCE

Czyli polskie figurki G.I. Joe naszego dzieciństwa! :)



    W dzieciństwie pewnie każdy z nas marzył o posiadaniu oryginalnych figurek G.I. Joe, które wołały do nas za każdym razem, gdy czytaliśmy komisy TM-Semic lub oglądaliśmy z zapartym tchem kreskówkę dostępną wówczas na kasetach VHS. Niestety figurki wcale tanie nie były, a gdy już wybłagaliśmy  rodziców o chociaż jedną lub dwie z nich, nadal czuliśmy niedosyt. Łatwo nie było. Problem polegał  również na dostępności, najczęściej trzeba było wybrać się do większego miasta i to pewnie podczas wakacji, żeby dostać je w miejscowym megasamie lub sklepie z zabawkami. Pewnie każdy z nas w latach 90 zdołał wyszarpać dla siebie chociaż trzy sztuki tych zacnych figurek, a co więksi bananowi szczęśliwcy mieli ich z dziesięć plus kilka pojazdów na dokładkę. Jednak dla tych których kompletnie nie było stać na żadnego z ukochanych G.I. Joe, na ratunek po raz kolejny przybywała, tym razem nie Brygada RR, lecz polska firma Evanplast! Nie inaczej nasza słynna rodzima manufaktura z Gdyni po raz kolejny wykazała się niebywałym sprytem, podrabiając w przystępnej cenie tym razem figurki, o których marzyło całe post-komunistyczne pokolenie chłopców i dziewczynek.

BUM! OTO I ONI! :)

    Evanplast jednak bacząc na konsekwencje prawne, postanowił pomieszać trochę w wyglądzie poszczególnych postaci oraz w samej nazwie, wypuszczając figurki na rynek pod mniej znaną w Polsce, alternatywną nazwą Action Force. Na samym początku lat 90 z produkcji wyszło aż 20 postaci, które trzymały jednolity schemat budowy i kolorystki aż do 1995 roku. Jednak im dalej w las tym chałupników ponosiła co raz większa fantazja, zmieniając podstawowe kolory oraz wygląd figurek wedle swojej wyobraźni. Można by przypuścić więc, że postaci było więcej, jednak wciąż były to dokładnie te same figurki tylko w odmiennej aranżacji wizualnej. 

Figurki pakowane były w niewielki kolorowy blister, który z początku zawierał nazwy danych postaci, jednak szybko zaniechano tego pomysłu, nadając kartonikom nieco bardziej anonimowy wydźwięk. Każda z figurek pakowana była razem z wyposażeniem, w skład którego za każdym razem wchodził plecak oraz od jednej do dwóch sztuk broni.  Niektóre postacie takie jak Undertow i Bull Horn, wyposażone były również w gumowe maski, wodne lub gazowe, które śmiało można było osadzić na głowach figurek, co znacznie urozmaicało jakość tej z pozoru niszowej produkcji oraz naszą zabawę figurkami w domowym zaciszu.

     Zdarzało się jednak, że Action Force sprzedawane były luzem, wypełniając plastikowe koszyki w budach z upominkami z bronią przywiązaną do korpusu gumką recepturką. Jeśli chodzi o wyposażenie i tym razem bez wyjątku każdą postać trzymał ten sam jednolity schemat dopasowania odpowiedniej broni do danych figurek, jednak z czasem zaczęto i na to kłaść lachę, mieszając absurdalnie figurki z wyposażeniem, które do nich niespecjalnie pasowało np. pod postacią TARGAT'a z mieczem albo Hit n Run'a z kuszą.

Kompletny zestaw sztuk broni polskich figurek Action Force.

Zestaw wybranych plecaków (backpack) polskich Action Force.

Dwie polskie gumowe maski należące do figurek Bull Horn i Undertow.

     Figurki tak jak i samo wyposażenie, były wykonane w całości z gumy i posiadały aż pięć punktów artykulacji, czyli poprzeczka wyżej nad polskimi figurkami Star Wars, które ze względu na nieruchomą głowę miały ich tylko cztery. W skład pełnego zestawu 20-tu figurek Action Force wchodziły takie postacie jak:

 Backblast, Recoil, Tunnel Rat, Bull Horn, Stalker, Dee Jay, Flint, Rock'n Roll, Hit'n Run, Pathfinder, Sneak Peek, Down Town, Snake Eyes (głowa Night Creepera, sprzedawany pod nazwą Snake Eyes) Storm Shadow, Anihilator, Undertow, TARGAT, Range Viper (sprzedawany pod nazwą TARGAT), Night Viper, Rock Viper.

    Poniżej chciałbym wam zaprezentować komplet 20 klasycznych figurek Action Force pochodzących z mojej kolekcji:




 Moim faworytem aż do dzisiaj, bezapelacyjnie jest TARGAT z głową Range Vipera, którego kupił mi niespodziewanie mój wspaniały tata, podczas wakacji w Wiśle w 1992 roku. Nigdy nie zapomnę jak z uśmiechem na twarzy wręczył mi do rąk blister z figurką podpisaną T.A.R.G.A.T. . Co więcej, to właśnie dzięki mojemu tacie poznałem te zjawiskowe podróbki G.I. Joe, które cieszą moje oczy do dnia dzisiejszego. Słowa "patrz co Ci kupiłem" będą już ze mną na zawsze i tym bardziej po latach cenie sobie tą kolekcję Action Force jako nierozłączną część mojego hobby.

 

  
     Warto wspomnieć, że cały komplet 20 figurek został sklecony tylko z 10 rodzajów korpusów, 20 różnych główek, 5 par ramion, oraz kolejnych 5 par nóg, które producent pomysłowo wymieszał ze sobą,  dopasowując głowę, korpus oraz kończyny wedle swojej wyobraźni, tworząc zupełnie nowy design poszczególnych bohaterów.
Z niewiadomych powodów producenta, figurki zostały podzielone na dobrych i złych w dość nierówny sposób. Po stronie komandosów G.I. Joe mieliśmy aż 14 dostępnych postaci, natomiast po stronie członków organizacji Cobra tylko 6, natomiast 7 jeśli przy zabawie liczyliśmy Storm Shadow wciąż jako Cobre, zanim to  brawurowo odpuścił jej szeregi.


    Action Force to nie są tylko zwykłe odbitki oryginalnych figurek Hasbro, tak jak to miało miejsce w przypadku chińskich bootlegów tej serii. Punkty artykulacji ramion, łokci, kolan oraz bioder zostały starannie zamaskowane, poprzez rzeźbiarski talent polskiego artysty, który odtworzył w tym miejscu brakujące części ciała, tworząc zupełnie nowy wymiar postrzegania bootlegów, dając jednocześnie odbiorcom zupełnie nowe figurki jakich jeszcze nie było. Myślę, że warto pokusić się o stwierdzenie, że polskie figurki Action Force to sporych rozmiarów kamień milowy w zakresie tworzenia bootlegów. Jak to mówią - Polak potrafi. Ot co! Dałbym wiele, żeby móc uczestniczyć przy pierwszych projektach powstawania tych figurek. Możliwe, że dla samych twórców również ten proces musiał być fascynujący. W każdym razie z pewnością nie przeszło im nawet przez myśl, że stworzą historię, o której ludzie będą dyskutować nawet po ponad 30 latach w Polsce jak i za granicą.
Chociaż za dzieciaka chodziło już za mną przeświadczenie, że jest to produkt nieco gorszej jakości od oryginalnych figurek Hasbro, polskie Action Force jednak bardzo szybko przypadły mi do gustu, zachęcając różnorodnością postaci oraz barwnym designem, który przykuwał oko. Myślę , że idealnie spełniały swoją rolę tańszych zamienników G.I. Joe na polskim rynku, ciesząc niejedną młodą duszę przez długie lata beztroskiego dzieciństwa.



TROCHĘ HISTORII..
Czyli o co właściwie chodzi z tym Evanplastem?


    Nie każdy o tym pewnie wie, ale warto wspomnieć skoro jesteśmy przy temacie figurek Action Force, ażeby przybliżyć wam tą historię musimy cofnąć się aż do lat 80 PRL-owskich dziejów. Swoje pierwsze kroki twórcy Evanplastu, małżeństwo Andrzej i Ewa Filipowicz, stawali w Spółdzielni Rzemieślniczej Elektrospółdzielnia w Gdyni, która figurowała jako instytucja zrzeszająca zakłady pracy. Zakład Państwa Filipowiczów mieścił się pod numerem 124 w Gdańsku przy alei Grunwaldzkiej, gdzie pełni pasji produkowali min. tak słynne dzisiaj gumowe figurki Star Wars. Jednak wkrótce po przemianach ustrojowych w Polsce, postanowili usamodzielnić się i stworzyć własną niezależną firmę, którą nazwali Evanplast - pochodząca od imion obojgu małżonków, Andrzej i Ewa.
Chociaż na początku lat 90 temat Star Wars ciągle był na topie, Evanplast potrzebował jednak zupełnie nowych serii figurek, które zachęcałyby do kupna młode pokolenia dzieciaków lat 90, zakochanych w komandosach, ninja, mutantach, cyborgach, wojownikach i innych wspaniałościach, które popkulturalnie definiowały te lata. Tak więc w bogatej ofercie Evanplastu, oprócz reedycji figurek Star Wars i He-Man szybko pojawiły się takie serie jak Wojownicze Żółwie Ninja, G.I. Joe, RoboCop, Batman, Power Rangers Zeo, Small Soldiers, Dragon Ball Z, Spider-Man (sprzedawany jako Meduza) , Catman (Batman przerobiony na koci design), Superman (Sprzedawany jako Snakeman), Cyborg Batman i Commando. Oprócz ruchomych figurek w stylu ''action figures'', Evanplast równie mocno słynął z gumowych, litych figurek Disneya, na których większość uzyskał licencję, oznaczając swoje wyroby sygnaturą Evanplast Disney Poland. Po bankructwie firmy, małżeństwo Filipowiczów, nie widząc przed sobą dalszej przyszłości i sensu w produkcji zabawek dla dzieci, zrezygnowali całkowicie ze swojej działalności. Filipowiczowie borykali się też co raz częściej z problemami prawnymi, bowiem w nowym milenium prawa autorskie były coraz mocniej kontrolowane przez prawo niż w latach 90. Nie można było już od tak, produkować sobie jak dawniej skopiowane figurki znanych marek bez uzyskania prawnych licencji. Jeszcze w 2011 roku firma Evanplast brała udział w procesie sądowym odnośnie praw autorskich do figurki Myszki Miki. Po całkowitej likwidacji firmy, Państwo Filipowicz zajęli się prowadzeniem restauracji.

Snakeman, Catman i Meduza
Made in Evanplast :)

ACH CI CHAŁUPNICY! :))
Czyli historii ciąg dalszy..



    Jak już wspomniałem na samym początku, wśród klasycznych wariantów figurek, mogły zdarzyć się unikatowe aranżacje kolorystyczne, jak również figurki o odmiennym typie korpusu oraz kończyn. Takie figurki to prawdziwe wisienki na torcie w zbiorach dzisiejszych kolekcjonerów, jednak ich bolączka polega na tym, że nigdy nie można być pewien ile takich figurek tak naprawdę wyszło spod utalentowanych łap chałupników w latach 90. Jeśli takich unikatów było tylko 5 albo 10,  to znalezienie takiej figurki po latach, może być nie lada wyzwaniem dla niejednego kolekcjonera Action Force. Proces tworzenia takich figurek czasami zależał od wytycznych samego producenta, chcąc nieco urozmaicić swoją ofertę sprzedaży, jednak częściej było to po prostu klasyczne ''widzi mi się'' chałupników, których ponosiła ułańska fantazja lub zwyczajnie zabrakło im odpowiedniego barwnika na stanie lub partii nóg oraz ramion, potrzebnych do złożenia standardowej figurki. Naszych dzielnych chałupników Evanplastu zwyczaje goniły terminy, więc nie można im mieć tego za złe, że posiłkowali się tym co mieli akurat pod ręką. To właśnie dzięki nim, możemy dzisiaj w pocie czoła szukać na giełdach starci lub serwisach ogłoszeniowych unikatowych wzorów Action Force.  Poniżej chciałbym zaprezentować wam przeróżne rodzaje unikatowych aranżacji figurek pochodzące z mojej kolekcji:

Czarny wariant stroju Storm Shadow.

Rock Viper z nogami Backblasta (po lewej).



Unikatowy żółty wariant Rock n Roll'a (po lewej).

Różne warianty figurki Undertow.

    Warto wspomnieć, że od czasu do czasu, niektóre części figurek Action Force, najczęściej takie jak głowa czy ramiona, były wykorzystywane przez producenta do złożenia innych figurek ze swojej oferty. Partie Action Force, mieliśmy szansę uświadczyć w takich seriach polskich figurek jak Star Wars, Power Rangers, Small Soldiers a nawet Dragon Ball Z, których bohaterowie odziedziczyli ramiona po starym dobrym wujku Backblaście :) Jak sami widzicie, ta znamienna seria Evanplastu, utrzymywała się na powierzchni w ten czy w inny sposób, nie dając nam o sobie zapomnieć. Ich uniwersalność przy produkcji figurek była niespotykana, jak możecie zobaczyć poniżej na przykładzie polskich figurek Dragon Ball Z z przełomu lat 1998-2003.  

Backblast i figurki Dragon Ball Z.
Jak widać uniwersalność jego ramion była niezrównana!


Son Goku i Vegeta z ramionami Backblasta.
Tajemnica ich siły została wyjaśniona! :)))


    Mam nadzieję, że udało mi się wyczerpać ten znamienny temat chociaż trochę i przybliżyć wam historię polskich figurek Action Force, które tak mocno sobie cenię. Dla mnie to temat rzeka i mógłbym o tych figurkach gadać, aż do znudzenia. Z resztą znam kilku innych cenionych kolekcjonerów, którzy równie mocno co ja podzielają moje zdanie na ich temat i pewnie ten artykuł ich ucieszy ( tutaj specjalne podziękowania dla Tomasza Nieweglowskiego z Warszawy za podzielenie się zdjęciem figurki TARGATa zapakowanego w blister, który mogliście podziwiać na samym początku tego artykułu). Co więcej, z tego co się zdążyłem zorientować, rozmawiając z różnymi osobami, figurki Action Force bardzo podobają się nawet fanom Star Wars, oraz ludziom którzy z figurkowym hobby też nie mają za wiele wspólnego.  Myślę, że właśnie w tym tkwi ich niepowtarzalna moc, siła oraz czar, których brakowało wielu innym, zapomnianym już dzisiaj serią figurek.

Armed & Dangerous! 
Od lewej: Tunnel Rat, Stalker, Backblast, Recoil i Snake Eyes.
Czyli drużyna marzeń! :)

 A wam jak się podobała polska seria figurek Action Force? Mieliście takie w swoich domowych zbiorach lat młodości? Jeśli nadal macie takie figurki, podrzucie fotki w komentarzu na Facebooku lub na mojego maila valgorth2@gmail.com - chętnie obejrzę wasze zbiory, zwłaszcza jeśli wśród nich znajdzie się jakiś unikatowy kolorystycznie wariant :)

    Na koniec, chciałbym również bardzo gorąco podziękować Państwu Andrzejowi i Ewie Filipowicz, za stworzenie tej wspaniałej serii figurek Action Force, bez których moje dzieciństwo nie byłoby takie same! Godzin, które spędziłem przy zabawie tymi figurkami, nie da się zliczyć. Rozwijały moją wyobraźnię oraz charakter, ukierunkowując mnie w prostej linii, do tego kim jestem dzisiaj. Dziękuję!!




Dobrego dnia życzę wszystkim!

Keeper :-) 

YO JOE!!!!!




niedziela, 18 lipca 2021

 WAKACYJNE TOTEMY MOJEGO DZIECINSTWA :)




Wpadł mi ostatnio w ręce taki oto sentymentalny zestaw figurek. 

Polski gumowy bootleg Snake Eyesa z serii G.I. Joe oraz chińskiej produkcji podróbki Wojowniczych Żółwi Ninja, pod postacią Splintera oraz prawdopodobnie Rapha.


Te trzy figurki niemal od razu przywiodły mi na myśl moje wakacyjne wypady dzieciństwa w góry czy nad polskie morze. Spędzając wakacje z babcią, rodzicami oraz siostrą w Wiśle lub w nadmorskim Dziwnowie, wielokrotnie na swej drodze do szczęścia, spotykałem właśnie tego typu gumiaki, które zwykle nabywało się od ręki w słynnych kioskach Ruchu oraz magicznych budach z upominkami.

Warto zwrócić uwagę na figurkę wesołego Turtlesa, który mając na wyposażeniu czerwone bandany Rapha, miecze katana Leo oraz pasek Mika, bezapelacyjnie wygrał konkurs na najbardziej odjechany bootleg tegorocznego lata.

Figurka chociaż może się wydawać nieco osobliwa, zwłaszcza dla młodszego pokolenia, dla mnie już na zawsze pozostanie czystą esencją lat 90-tych, które wręcz obfitowały w tego typu właśnie cudaczne gumiaki, pozbawione wszelkich zasad oraz konsekwencji. Snake Eyes zajmując drugie podium na tym stanowisku, wcale nie wypadł dużo gorzej. Nasz niemy commando-ninja, przybrał korpus Storm Shadow, kończyny Backblasta oraz czerep, jak też widać, Night Creepera. Podobnie jak w przypadku wojowniczego mutanta, znowu otrzymaliśmy mix figurek 3 in 1, prezentując się niczym tania gra Pegasus na ruskim bazarze. Jednak w jego przypadku, taka mutacja nie ma większego znaczenia, skoro szkicuje się w tym wydaniu, sami przyznacie, wręcz zjawiskowo! Jedynie mistrz Splinter wykazał się nienagannym, jak zwykle stylem, ubrany w gustowne kimono. Wszak mistrz jak to mistrz, dawać przykład musi! Co każde moje wakacje, zwoziłem do domu ogrom takich oto, szkaradków, cudaków i wojowników co się zowie, zachwycony ich soczystą barwą oraz nietuzinkowym wykonaniem. Cóż, takie było życie i taki był czas, bo gumowa miłość myślę, była w każdym z nas! :D


A dla was moi mili, czym były zwykle wakacyjne totemy waszego dzieciństwa? :)

Dobrego dnia!

Keeper :)



niedziela, 20 września 2020


FIGURKI TRANSFORMERS MOJEGO DZIECIŃSTWA :) 



Ekipa po latach znowu w komplecie! :)



Wydarzenie które tutaj opisuję, miało miejsce dawno, dawno temu w odległej galaktyce, przed eonami, niesionego kosmicznym wichrem czasu. Pośród kłębowiska mrocznych, zapomnianych gwiazd pozbawionych życia z krwi i kości, dało się jedynie słyszeć odgłos nuklearnych eksplozji oraz ponurą melodię machin bojowych. Tuż nieopodal, z pogrążonej wieloletnią wojną planety Cybertron, poprzez gwiezdny pył, w pośpiechu wyrusza ekspedycja dwóch wrogich sobie grup, należących do zmechanizowanej rasy Transformers. Pech chciał, że ich statki niefortunnie rozbijają się na planecie Ziemia, zamieszkałej przez wielkie gady i ciepłokrwistych dzikusów, zwanych ssakami. Pogrążone w cybernetycznej śpiączce Transfomery, budzą się jednak dopiero w 1984 roku, w zdumieniu odkrywając przed sobą zupełnie nowy i obcy dla swej rasy świat. Jedna z grup znana jaka Decepticony, pod wodzą agresywnego Megatrona, pragnie wydrenować do nicości ziemskie źródła energii, natomiast druga grupa, sprawiedliwych Autobutów, dowodzonej przez Optimusa Prime, staje w obronie Ziemi oraz ich, nieco już ogarniętych cywilizacyjnie mieszkańców. Tak właśnie i nie inaczej rozpoczyna się, jedyna słuszna historia zrobotyzowanej rasy Transformers, która na początku lat 90-tych po raz pierwszy powitała mnie na szkolnej świetlicy, podczas seansu kaset VHS. 


Muszę przyznać, że nigdy nie byłem jakoś wybitnym fanem serii Transfomers, aczkolwiek sama koncepcja transformacji robotów w bojowe maszyny, podobała mi się na tyle, aby przykuć moją uwagę i sprostać mym, a jakże wysublimowanym gustom.

 
O posiadaniu figurek z oryginalnej serii Hasbro, mogłem sobie jedynie wówczas pomarzyć. Widując je głównie w miejscowym Pewexie, miałem świadomość ich dużego kosztu, aczkolwiek wciąż mogłem zadowolić się tańszymi podjebkami Trasnfomerów, produkcji stricte Made in China, które kupował mi tata na częstochowskiej giełdzie Stadionu Raków. Stopniowo na mojej półce zaczęły lądować prosto z odległej galaktyki, przeróżne Autoboty, Dinoboty i Decepticony o wątpliwej jakości, aczkolwiek nadal cieszące moje pełne krytyki oczy. Szczególnie zapamiętałem znamienną serię The Forumlator Force, w której zrobotyzowany skład wchodziły takie pojazdy jak bojowy czołg, wojskowy myśliwiec oraz sportowy samochód. Warto zaznaczyć, że chociaż stricte chińskiej produkcji, były to wówczas jedne z lepszych podróbek słynnych Transfomerów jakie można było dostać na polskim rynku. Cechowała ich wysoka jakość tworzywa i dobrze dopasowane elementy, a co więcej nie rozlatywały się w łapach nawet po godzinie ostrej zabawy! Seria Formulator Force, pierwotnie została wyprodukowana w Japonii, a następnie perfidnie skopiowana w chińskich manufakturach, gdzie też moim zdaniem, na duży plus, nadano jej bardziej poważnego wyrazu pod względem kolorystyki.

Super Jet z serii Formulator Force
                 

Dla mnie Transfomers po dziś dzień pozostają ważnym elementem mojego dzieciństwa i chociaż na podwórku nie mogłem pochwalić się oryginalnymi figurkami prosto z Pewexu, to jednak wszystkie te podróbki, cieszyły mnie z wielką mocą, pozostając na mojej półce przez długie, długie lata, panowania wojny cyber-świata!

A wy jak wspominacie swoje pierwsze przygody z serią Transfomers?


Dobrego dnia!

Keeper









niedziela, 22 marca 2020



WOJOWNICY NINJA W KIOSKOWYM WYDANIU.

   CZYLI KAŻDY MA JAKIEGOŚ BZIKA! :)




W latach mojej zwariowanej, aczkolwiek często-gęsto mile wspominanej wczesnej młodości, wielokrotnie spotykałem wśród moich zacnych rówieśników lub też plus-minus u młodszych czy też starszych dzieciaków przeróżne zajawki, zainteresowania tudzież hobby, a wszystko jakby pod dyktando słynnej wówczas telewizyjnej piosenki ''Każdy ma jakiegoś bzika''. Jak sugerowała nam owa telerankowa nuta, bzika miałem, więc i ja, a do tego niejednego, szalejąc gdzieś na przemian pomiędzy Zamkiem Posępnego Czerepu, nowojorskimi kanałami pełnych Wojowniczych Mutantów czy też na linii frontu G.I. Joe, kopiąc gadzie tyłki oprychom Cobry. Jednak co najważniejsze, moja największa dziecięca miłość, jaką były bezapelacyjnie od pradziejów Wojownicze Żółwie Ninja, wzmocniła również moje ogromne zainteresowanie tematyką mistycznej sztuki ninjutsu, która już w owym czasie mocno promowana była pośród wspaniałości kultury rozrywkowej, często-gęsto pod postacią gier video, komiksów oraz filmów akcji dostępnych na kasetach VHS. Wówczas nie posiadając jeszcze w tej dziedzinie fachowej lektury pod ręką, nie miałem zielonego pojęcia, że obraz wojowników Ninja tak chętnie sprzedawany na szeroką skalę przez zagraniczne mass-media był, wręcz aż do suchej nitki, niewiarygodnie przerysowany.

Łykałem wszystko jak młody pelikan, rejestrując prosto do swej mózgownicy, jak leci każdy najmniejszy szczegół na ich temat, co rusz wertując z niemałym zapałem strony komiksu G.I. Joe czy też oglądając z rozdziawioną paszczęką filmy akcji z Chuckiem Norrisem lub Sho Kosugi w roli głównej. Na przełomie pamiętnych lat 80-90-tych wojownicy Ninja byli niemal wszędzie, jednak nikt się tego nie spodziewał, że wylądują również w  całej swej okazałości za wystawą kiosków Ruchu, pod postacią gumowych czy też plastikowych figurek polskiej produkcji, zwanych dzisiaj przez tzw ''znawców tematu'' plastikowym barachłem, które w moim osobistym odczuciu, wciąż wzbudza nie lada sentyment. Zanim natknąłem się na Wojowników Cienia w wyżej wspomnianych sentymentalno-polskich budach zwanych kioskami, po raz pierwszy moje czujne oczy szpiega z krainy Deszczowców, wypatrzyły ich gdzieś w 1992 roku w miejscowym sklepie spożywczym, upchniętych skrupulatnie w wielkim słoju razem z gumami Turbo oraz serią polskich figurek He-Man i Władcy Wszechświata. Każdą z figurek wojowników Ninja, dostępnych w czterech różnych wzorach, charakteryzowała dynamiczna poza oraz odmienność posiadanego wyposażenia w postaci katany, sai oraz kija. Figurki były odlewane z czarnej, białej lub też z rzadka przeziernej gumy, nieznacznie barwione farbkami, bądź też w ogóle, aczkolwiek co by tu nie mówić radowały moje oczy pod każdą możliwą postacią, ciesząc się moim zainteresowaniem przez bardzo długie lata! 


Niedługo potem natknąłem się u kolegi z bloku obok na zupełnie inną serię, aczkolwiek również interesującą w postaci plastikowych wojowników Ninja z podstawkami na modłę klasycznych żołnierzyków, tym razem chińskiej produkcji, ładnie zapakowanych w woreczek z etykietką pt. ''Master of Ninja''. Figurki podzielone były na tzw. ''złych i dobrych'' czyli czarne i białe barwy, charakteryzując się przy tym szeroką gamą wzorów i dynamiczną pozą każdej z nich. 




Po gumowo-plastikowych osobliwościach działu dziecięcego, oczywiście przyszła również kolej na filmy akcji, gdzie produkcje takie jak ''Ninja 2: Zemsta Ninja'', ''Prośba o Śmierć'' czy ''Ośmiokąt'' bezsprzecznie równały się dla mnie wówczas z synonimem dobrego filmu spod szyldu ninjutsu. Wirtualny świat gier komputerowych również nie pozostawał w tyle jeśli chodzi o tą mistyczną dziedzinę, ukazując mi wojowników cienia w tak słynnych seriach jak ''Last Ninja'' na komputer Commodore 64 czy też ''Ninja Ryukenden'' na konsolę Pegasus, ale to już moi kochani, historia na zupełnie inną okazję...



Ninja od zawsze stanowili dla mnie magiczne słowo, klucz który otwiera bramy mego umysłu, serca oraz duszy. Podziwiałem ich z nieopisanym zachwytem w filmach, komiksach oraz grach video, czytając o nich książki i słuchając pilnie każdej nowej wiadomości, jaką na ich temat zdołałem tylko usłyszeć. Nigdy nie zapomnę jak na koloniach zamaskowany skryłem się w szafie pokoju dziewczyn, czekając tak długo, aż wrócą bym mógł je podstępnie nastraszyć, raptownie wyskakując z szaleńczym okrzykiem ''hajaa!'' na ustach, co też mi się z resztą bezapelacyjnie udało, dostając na wychodne od koleżanek, nieopisane wyzwiska. Tak, każdy ma jakiegoś bzika, mam i ja, a moim są Ninja i nie ma dnia żebym nie myślał o tych średniowiecznych komandosach kraju kwitnącej wiśni. Byli ze mną przez całe moje dzieciństwo, są i nadal, wspierając mnie w duchowych decyzjach i walce o przetrwanie w tym szalonym świecie. Bo każdy z nas potrzebuje w życiu jakiegoś przewodnika.
A wy jak wspominacie wojowników cienia barwnie promowanych przez mass-media lat minionych? :) 

Część mojej skromnej kolekcji gier video o Ninja :)


''Zbudź pszczołę, a zwróci się ona przeciw Tobie z siłą smoka''

Dobrego dnia!

Keeper