Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry komputerowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry komputerowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 sierpnia 2021

HEROES OF MIGHT & MAGIC: A Strategic Quest (1995) -

Czyli baśniowa gra komputerowa mojego dzieciństwa! 





Producenci gier PC już u progu lat 90-tych raczyli nas diamentami swoich wydawnictw, pośród których każdy z nas, wedle gustów i upodobania, mógł znaleźć coś dla siebie wyjątkowego. Gry takie jak seria Doom, Tomb Raider, Warcraft, Diablo, Rayman, Blood, Hexen, Worms, Quake czy nawet Dungeon Keeper na stałe zapisały się w historii gier PC jako kultowe, stanowiąc po dziś dzień świetny temat do rozmów oraz dyskusji. Jednak gra, która sprawiła, że zwyczajnie nie mogłem wówczas odejść od komputera to  jedyny w swoim rodzaju Heroes of Might & Magic: A Strategic Quest. Pierwsza część kultowych Heroesów została wydana w 1995 roku przez słynne The 3DO Company, rozprowadzana w Polsce za sprawą CD Projekt. Gra oferowała dość prostą, aczkolwiek bardzo wciągającą i podzieloną na tury rozgrywkę, której realia zostały osadzone w uniwersum baśniowego fantasy. Naszym zadaniem była rozbudowa jednego z czterech zamków królestw rycerzy, barbarzyńców, czarodziejek lub czarnoksiężników, tworząc potężne armie, nieodzowne wobec eksploracji mapy, obrony zamków oraz podboju wrogich królestw. W grze przyjmowaliśmy rolę bohaterów, zwanych potocznie przez graczy ''Herosami'' z których pomocą  prowadziliśmy nasze armie do boju i przyszłego zwycięstwa. 


Kukuryku mój Ty ognisty koguciku!! :))


Jako, że Heroes of Might & Magic przejawiał również elementy gier RPG, nasi bohaterowie wraz z rosnącym po każdej bitwie doświadczeniem zdobywali kolejne poziomy, stając się bieglejsi w walce, obronie bądź też władaniu magią. Warto zaznaczyć, że herosi oprócz doświadczenia i regimentów wojsk, często-gęsto wspomagali się również magicznymi artefaktami, które w zależności od swej charakterystyki, wzbogacały bojowe statystki, szczęście, morale oraz przydział zasobów złota. Każde królestwo posiadało swój oryginalny i niepowtarzalny klimat oraz odmienny charakter wojsk, w których skład mogli wchodzić zarówno rycerze, łucznicy, kawalerzyści jak i również orkowie, trolle, minotaury, elfy, krasnoludy, gryfy a nawet najpotężniejsze w całej grze, smoki. Grę charakteryzowała wielobarwna, wręcz iście baśniowa grafika oraz genialna, radująca uszy muzyka, która po dziś dzień zachwyca rzesze, nawet najbardziej zdziczałych melomanów. Warto wspomnieć, że oprócz kampanii oraz listy osobnych map, gra oferowała również możliwość rozgrywki wieloosobowej, pozwalając tym samym na grę online lub posiadówkę wraz z przyjaciółmi przy jednym komputerze PC, ciesząc się wspólnym podbojem hero-magicznego uniwersum :)



Żryj krasnoludzką stal, purpurowa pokrako! :))


Kilka słów o fabule:

Głównym celem kampanii jest podbicie, a jakże mlekiem i miodem płynącej, magicznej krainy Enroth. O ten niezwykle strategiczny i kluczowy punkt władzy nad całym światem, będzie zmagać się czworo władców, którzy w bitwie o główny tron nie będą przebierać w środkach, mając do dyspozycji potężne armie, fortyfikacje, herosów oraz magie.




Lord Ironfist - Dowodzi królestwem Rycerzy, których głównym atutem jest obrona. Herosi pod jego sztandarem, zwiększają morale armii o 1 punkt. 





Lord Slayer - Dowodzi królestwem Barbarzyńców, których głównym atutem jest atak. Herosi pod jego sztandarem mają bonus do braku kar na punkty ruchu podczas poruszania się po trudnym terenie, takim jak bagna, śnieg i pustynia.





Królowa Lamanda - Dowodzi królestwem Czarodziejek, których głównym atutem jest wiedza. Herosi pod jej sztandarem mają dwukrotnie zwiększoną ilość punktów ruchu podczas pływania statkiem. 






Lord Alamar - Dowodzi królestwem Czarnoksiężników, których głównym atutem jest moc zaklęć. Herosi pod jego sztandarem mają zwiększony promień widzenia na mapie przygody. Jako jedyny pośród władców ma do dyspozycji przydział rekrutacyjny Smoków, które są najmocniejszą jednostką w całej grze, co czyni jego królestwo z tego i wielu innych powodów, najsilniejszym.


Trzeba też nadmienić, że w samej rozgrywce fabuła została przekazana dość szczątkowo i nie wiele możemy dowiedzieć się o historii przedstawionego uniwersum, aczkolwiek jeżeli w latach 90-tych ktoś z was był szczęśliwym posiadaczem oryginalnej gry i znał dość dobrze język angielski, mógł zasięgnąć całkiem sporej wiedzy z instrukcji zwartej w pudełku z grą. Natomiast Ci z was, którzy tak jak ja należeli do zwykłych śmiertelników i posiadali wówczas tylko ruskie tłoki czy inne pirackie wydania z giełdy, cieszyli się po prostu samą rozgrywką, dobrze się bawiąc przy losowych mapach baśniowego świata.
Heroes of Might & Magic jako bez wątpienia miodny tytuł, doczekał się w swej karierze również wielu atrakcyjnych dla oka kontynuacji, wzbogacone o nowe elementy rozgrywki oraz wyzwania dla graczy. Chociaż pierwsza część Heroesów uchodzi dzisiaj za nieco archaiczną w swoim wydaniu już produkcję, to jednak dla mnie dzięki swej pełnej kolorytu oprawie oraz znamiennej grywalności, już na zawsze pozostanie w ścisłej czołówce ulubionych gier z lat 90-tych. A wy jak wspominacie waśnie baśni, Majtki z Magii Heromagii? :)) 

Dobrego dnia!

Keeper :)



niedziela, 7 czerwca 2020

DOOM II (1994) - Czyli polowanie na robale komputerowego świata lat 90-tych :)





Za rogiem ponurego korytarza mój czujny słuch górskiego lamparta, wychwycił wrogie warknięcia i pomruki dochodzące gdzieś z najciemniejszej głębi tego pozbawionego żywej duszy, wojskowego kompleksu. Idą po mnie! Pomyślałem przeładowując broń, aczkolwiek tylko w mojej wyobraźni, bowiem w 1994 roku systemy gier FPS jeszcze nie dysponowały aż tak wysublimowanym kunsztem technicznym oraz polotem jak obecnie. Zanim wypiłem bodajże łyk czarnej herbaty, rozjaśniającej myślenie i poprawiłem palce na klawiaturze, zza winkla raptownie wyskoczyła na mnie pierońska banda maszkaronów, potencjalnie z piekła rodem!

Ta groteskowa abominacja wszystkiego co do tej pory znałem, najwyraźniej nie miała zamiaru pierdzielić się w tańcu. Zombie-marines, uzbrojone w ciężkie spluwy oraz demoniczne Impy plujące ognistymi kulami, wiodły główny prym w tej imprezie lotu nad kukułczym gniazdem. Niemal natychmiast poczęstowałem delikwentów ołowiem z mojej, jak zwykle z resztą niezawodnej dwu-rurki, co też błyskawicznie sprowadziło każdego z nich do parteru, bez zadawania zbędnych pytań. Aczkolwiek pośród jęku agonii konających bestii usłyszałem coś jeszcze! Odgłos stąpania mechanicznego kopyta był coraz bliżej, powodując bez mała nawet drganie herbaty stojącej na biurku, tuż przed moim nosem. Nie dało się tego ukryć, nawet przed samym sobą. Zimny pot zrosił moje czoło. W moją stronę kroczył z wolna, nie kto inny jak sam Cyber-Demon, główny sponsor tej potańcówki.


- Przybyłem by was zabić! - Rzuciłem przed siebie dziarsko.
- Przybył by nas zabić! - Poskarżyły się na wpół-żywe demony.
- %#@*&!$##!!! - Zaryczał bez kitu rozwścieczony Cyber-Demon.

Tak właśnie i nie inaczej, rozpoczęła się moja pierwsza przygoda z grą stricte komputerową pt. DOOM II, ogrywając ją w 1994 roku na jakimś randomowym zapisie stanu gry mojego starszego kuzyna. Kto rok wcześniej szczęśliwie raczył się rozgrywką pierwszego DOOM'a, również wyprodukowanego za sprawą niezłomnego ID Software, wiedział, że teraz może być tylko i wyłącznie lepiej!

Tym razem nasz osławiony, bezimienny marines, wszechstronnie znany w półświatku fanów gier komputerowych jako ''Koleś z Dooma'', po wykopaniu krwiożerczych obcych z orbity Marsa, powracając szczęśliwie na Ziemię, ochoczo rozmyślał o zaszczytach oraz chwale w blasku fleszy aparatów! Aczkolwiek lotem błyskawicy dotarł również do niego druzgocący fakt, że coś tu jednak podziało się nie tak jak trzeba, bowiem jak okiem sięgnąć, ziemski krajobraz przeistoczył się nagle w jedno wielkie gruzowisko. No i klops! Zdjęcie na nowej okładce TIMES'a oraz kolacja przy świecach z jedną z top-modelek raczej też będą musiały zaczekać. Nie inaczej, bowiem przybyłe z innego wymiaru demony wraz z galaktycznymi najeźdźcami, ponownie zjednoczyły się w zbrodni, by tym razem najechać i splądrować całe ziemskie uniwersum. Koleś z Doom'a.. ekhm, tzn. nasz dzielny marines, nie czekając aż Ziemia zostanie doszczętnie zniszczona, powtórnie więc chwyta za ciężką artylerię i bierze sprawy w swoje ręce. Tym razem jego głównym celem staje się statek obcych, który postanawia wykraść by wraz z grupą ocalałych ziemian poszukać nowego miejsca do odbudowania zniszczonej przez obcych cywilizacji.


DOOM II, pomimo wielu zalet, wybitnie nie wyróżniał się zbytnio od swego poprzednika, nadal mieliśmy ten sam system rozgrywki wałęsania się po klaustrofobicznych korytarzach, zbierania kolorowych kluczy z punktu A do punku B i łojenie przy tym  tyłków wrogim maszkarom. Nasz bohater tym razem został jednak wyposażony w nową broń, w postaci kultowego już dzisiaj obrzyna, znanego w grze jako ''Super Shotgun'', który pobierając z magazynku dwa naboje jednocześnie, kosił wszystko na swojej drodze z podwójną mocą. Wspominając o maszkarach, bezimienny żołnierz piechoty morskiej tym razem będzie musiał się zmierzyć z podwójna porcją mięsa do bicia, bowiem twórcy gry postawili wprowadzić do rozgrywki bogaty wachlarz dodatkowych potworów, które całkiem zgrabnie się wkomponowały w całokształt całego uniwersum.

Chłopcy z ferajny :))

Warto wspomnieć, że produkcja doczekała się również wielu zaskakujących reedycji. Zaczynając klasycznie od PC MS-DOS'a, seria DOOM zaliczyła również na przestrzeni dziesiątków lat takie platformy jak Mac OS, SNES, PlayStation, Sega Saturn, Game Boy Advance, Xbox 360 a nawet Playstation 3 oraz Nintendo Switch!
To co najmocniej zapamiętałem z całej serii to nie tylko hordy inspirujących mnie przeciwników czy diablo-mroczny klimat towarzyszący nam na każdym kroku rozgrywki, ale również niesamowicie-fenomenalna ścieżka dźwiękowa, która przeskakując z platformy na platformę, wyróżniała się unikatowym stylem, bądź też całkowicie nową aranżacją, bujając się często-gęsto pomiędzy elektronicznym Thrash Metalem, a klimatycznym Ambientem.
DOOM II to absolutnie jeden z pierwszych FPS'ów z którymi miałem do czynienia już za małolata, a ogrywając go permanentnie w kółko, próbowałem swoich sił na każdym dostępnym poziomie trudności. Na przestrzeni lat bez mała wielce zachłyśnięty tą fenomenalną produkcją, miałem również wyjątkowe szczęście poznać inne twory tego soczystego w każdym cały gatunku gier ''strzelanin doomo-podobnych'' w których skład wchodziły tak gorące tytuły jak Duke Nukem, Hexen, Heretic, Blood, Quake czy nawet Alien Trilogy.

''I must kill the demons!''
Pomimo tego całego morza owocnych FPS'ów dostępnych na polskim rynku, reklamowanych na szeroką skalę w każdym czasopiśmie poświęconym grom komputerowym, wciąż jednak myślami wracałem do starej, aczkolwiek jarej, serii DOOM, szukając cały czas okazji, żeby powtórnie zapolować na robale pośród mrocznych korytarzy marsjańskiej bazy czy też opuszczonych wojskowych hangarów. Ponownie więc przeładowałem rozgrzaną całodobowym prażeniem śrutówkę, słysząc dobiegające gdzieś z oddali groźne powarkiwanie demonów i stukot mechanicznych odnóży. Otworzyłem więc najbliższe wrota jednym z magnetycznych kluczy, po czym pewnym krokiem wkroczyłem w ciemność, pozwalając ponieść się kolejnej fali niebezpiecznych przygód wirtualnego świata grozy, jaki niósł ze sobą DOOM..
A wy jak wspominacie swoją pierwszą misję żołnierza piechoty morskiej przeciwko piekielnym agresorom galaktycznych rubieży?



Dobrego dnia! :)

Keeper